Norka sama się zdziwiła, jaki potężny płomień udało jej się wyczarować. Brenna mogła to zauważyć na jej twarzy. Cóż, nie oszukujmy się, nie była gwiazdą w podobnych czynnościach. Widać jednak, że gdy znajdowała się w stresujących sytuacjach, to potrafiła sobie poradzić. Matki już tak mają, i przyjaciółki, które nie chcą, aby stała się krzywda ich najbliższym. Krwiożercze rośliny zaczęły cofać swoje pędy. Udało im się je wystraszyć - przynajmniej na chwilę. Dało to Brennie trochę czasu na odnalezienie różdżki, która wysunęła się jej z dłoni chwilę wcześniej. Bardzo dobrze, że ją odnalazła. Figg czuła się zdecydowanie pewniej, gdy wiedziała, że Brenna jest w pełni sprawna (bo bez różdżki nie do końca była).
- Myślisz, że ktoś mógłby chcieć chronić te rośliny? - Było to całkiem trafne spostrzeżenie. Dziura raczej sama by się nie zrobiło, może woda ją wydrążyła, ale dlaczego w tym momencie. Może coś lub ktoś nie chciał, aby szły dalej? Powinny faktycznie się nad tym zastanowić.
- Podsadzisz mnie, a ty co? Teleportujesz się? Co jeśli się nie da. - Miała pewne obawy, bo nie chciała, żeby Brenna została sama na dole, nie wybaczyłaby sobie, gdyby stała się jej krzywda. To było właśnie problematyczne we wspólnych misjach, każda martwiła się o drugą. No nic, nie zamierzała dyskutować z przyjaciółką, która była zdecydowanie bardziej wprawiona w zadaniach w terenie.
Ostrożnie podniosła stopę i postawiła ją na dłoniach panny Longbottom, aby ta mogła ją podsadzić. Miała nadzieję, że nie wywróci się przy tym na twarz, bo z jej równowagą to mogło być właściwie różnie.