14.12.2023, 20:23 ✶
Gdyby matka Brenny mogła decydować, co założy jej córka, zapewne też tego dnia wcisnęłaby kobiecke jakąś sukienkę od magicznego projektanta. Ale nawet Elise Potter poddała się w tym względzie i to lata temu. Brenna nosiła to, co chciała, odkąd miała dziesięć lat. Może Potterówna ustąpiła, bo po prawdzie zwykle Brenna chciała się właśnie dostosować: nie wchodziła na eleganckie obiady w spodniach czy na sale balowe w łachach. Wybiera to, w czym mogła pozostać tam, gdzie było jej miejsce.
W tle.
Tutaj nie musiała w tym celu się stroić. Zginęłaby w tłumie mugoli, a o taki efekt przecież chodziło. Popełniała więc tę zbrodnię na modzie niewiele nad nią myśląc.
Zmierzyła Rabastana spojrzeniem ciemnych oczu, odziedziczonych po rodzinie matki. Było przyjazne, choć w istocie Brenna analizowała: wyraz twarzy, drobne drgnięcia mięśni, ubiór. Nie była pewna czy żartował tym przedstawieniem, czy był po prostu dziwnym indywiduum, ale to nie miało znaczenia. Sama lubiła czasem wypowiadać żarty, brzmiące jak prawda i mówić prawdę, którą słuchacz brał za kłamstwo.
Słowami łatwo się bawić.
Na całe szczęście nie umiała czytać w myślach i nie miała pojęcie, jakie zdanie ma o niej Edgar. Zdaniem samego Lestrange’a zupełnie by się nie przejęła, ale prawdopodobnie poczułaby się nieco dziwnie wiedząc, że ten omówił jej przypadek z krukiem i kruk ten wydał niepochlebną opinię…
- Miło mi cię poznać, Rabastanie - powiedziała więc tylko. Nie wyglądała na gwałtowną i na pewno nie na niebezpieczną. Prawdę mówiąc, wyglądała chyba po prostu zwyczajnie, ot gdyby ktoś przyjrzał się uważnie, mógłby stwierdzić, że tej dziewczynie raczej nieobcy jest wysiłek fizyczny. Ubiór zaiste nie sugerujący, że jest bogata, sympatyczna twarz bez śladu makijażu, tęczówki i włosy w tym najbardziej pospolitym kolorze brązu, o którym nigdy nie pisywali poeci, i których nie miewały heroiny romansów – zwykle zielono lub niebieskookie, blondynki, rude i brunetki.
Ale w jej oczach pojawiła się czujność i wyraz twarzy spoważniał natychmiast, gdy Lestrange wspomniał o przestępstwie i o tym, że jego ofiarą padła przyjaciółka. Jasne, to mógł być jakiś podstęp, żart, czy wytwór chorego pomysłu, ale Brenna przywykła do traktowania takich zgłoszeń poważnie. I starannego weryfikowania każdego z nich.
– Jeśli tak przedstawia się sytuacja, bardzo dobrze, że się do mnie zwróciłeś. Opowiedz mi, co dokładnie się stało i kim jest twoja przyjaciółka. I poszukamy najlepszego rozwiązania tej sytuacji – oświadczyła, rozglądając się za miejscem, w którym mogliby ewentualnie przysiąc. Jej dłoń odruchowo powędrowała do kieszeni, by wydobyć z tej notes. Pamięć miała dobrą, ale notatki pomagały zadbać o to, by nie umknął żaden szczegół.
W tle.
Tutaj nie musiała w tym celu się stroić. Zginęłaby w tłumie mugoli, a o taki efekt przecież chodziło. Popełniała więc tę zbrodnię na modzie niewiele nad nią myśląc.
Zmierzyła Rabastana spojrzeniem ciemnych oczu, odziedziczonych po rodzinie matki. Było przyjazne, choć w istocie Brenna analizowała: wyraz twarzy, drobne drgnięcia mięśni, ubiór. Nie była pewna czy żartował tym przedstawieniem, czy był po prostu dziwnym indywiduum, ale to nie miało znaczenia. Sama lubiła czasem wypowiadać żarty, brzmiące jak prawda i mówić prawdę, którą słuchacz brał za kłamstwo.
Słowami łatwo się bawić.
Na całe szczęście nie umiała czytać w myślach i nie miała pojęcie, jakie zdanie ma o niej Edgar. Zdaniem samego Lestrange’a zupełnie by się nie przejęła, ale prawdopodobnie poczułaby się nieco dziwnie wiedząc, że ten omówił jej przypadek z krukiem i kruk ten wydał niepochlebną opinię…
- Miło mi cię poznać, Rabastanie - powiedziała więc tylko. Nie wyglądała na gwałtowną i na pewno nie na niebezpieczną. Prawdę mówiąc, wyglądała chyba po prostu zwyczajnie, ot gdyby ktoś przyjrzał się uważnie, mógłby stwierdzić, że tej dziewczynie raczej nieobcy jest wysiłek fizyczny. Ubiór zaiste nie sugerujący, że jest bogata, sympatyczna twarz bez śladu makijażu, tęczówki i włosy w tym najbardziej pospolitym kolorze brązu, o którym nigdy nie pisywali poeci, i których nie miewały heroiny romansów – zwykle zielono lub niebieskookie, blondynki, rude i brunetki.
Ale w jej oczach pojawiła się czujność i wyraz twarzy spoważniał natychmiast, gdy Lestrange wspomniał o przestępstwie i o tym, że jego ofiarą padła przyjaciółka. Jasne, to mógł być jakiś podstęp, żart, czy wytwór chorego pomysłu, ale Brenna przywykła do traktowania takich zgłoszeń poważnie. I starannego weryfikowania każdego z nich.
– Jeśli tak przedstawia się sytuacja, bardzo dobrze, że się do mnie zwróciłeś. Opowiedz mi, co dokładnie się stało i kim jest twoja przyjaciółka. I poszukamy najlepszego rozwiązania tej sytuacji – oświadczyła, rozglądając się za miejscem, w którym mogliby ewentualnie przysiąc. Jej dłoń odruchowo powędrowała do kieszeni, by wydobyć z tej notes. Pamięć miała dobrą, ale notatki pomagały zadbać o to, by nie umknął żaden szczegół.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.