Nie mógłby być zły o to, jak Flynn się zachowywał. To znaczy - mógł być, ale musiałby go chyba nie znać, albo musiałby... dało się czuć więź z osobą taką jak Flynn, kiedy przeszkadzało ci to, jaki jest? Jak się zachowuje? Co gra, co jest na poważnie, a co nie? Nie chciał znać ewentualnych scenariuszy, jakie mogłyby się rozegrać, gdyby trafił na podatny grunt, ale wtedy też nie byłby zły. Zawiedziony - tak. Ale nie zły. Zawód, smutki i tym podobne rzeczy były jeszcze przed nimi i to nie był ten dzień. Wesoła Litha, która na razie obdarta była z niechcianych kłopotów (no dobrze, może poza tymi, które Flynn i Fiery się właśnie wplątali, albo raczej: z których się właśnie WYPLATALI) niech taką pozostanie. Z tymi grajkami, którzy sprawiali, że część ducha człowieka chciał podążyć za tą melodią.
- Wszędzie kłapiesz o tym dziobem? - Spojrzał na Fiery, która była zagubiona w tej sytuacji. I się nie dziwił. Właściwie to bardzo zabawne, kiedy zobaczysz ciąg przyczynowo skutkowy, jaki się tutaj wydarzył i jak pięknie można natrafić na aż trzech członków służb specjalnych, którzy się nimi wymieniali i żonglowali nimi, jakby było czym. Jakby naprawdę mogli mieć interes do cyrkowców. Cain ten interes miał. I był bardzo personalny. - Przeskrob coś to się dowiesz. - Całkowicie prozaiczne zadania były Caina ulubionymi. Te, w których można było siedzieć w biurze, albo stać i robić dobre wrażenie. Aczkolwiek wcale nie miał zamiaru - i nie chciał - rozmawiać o swojej pracy przy osobie, które nie znał. I w porządku - została w to wciągnięta, albo raczej - on dał się tej parce wciągnąć w ich historię. Była z Flynnem, ale to, że z kimś przebywasz nie oznacza jeszcze, że jest kimś dla ciebie naprawdę bliskim. Właściwie to przyłapanie na wspólnej kradzieży całkiem niewiele znaczyło.
- Tylko dlatego, że popełniłeś błąd. Ten portfel należało potem rzucić mu pod nogi i zapytać "hej, to twój portfel?" - Podryw na żołędzia czy innego kasztana była dla słabszych. Prawdziwy podryw zaczynało się od zwracania skradzionych portfeli. Co z tego, że właśnie ta sama osoba go skradła. Szczegóły. - Założę się, że wspaniała potańcówka jest właśnie organizowana w Dziurawym Kotle. - Uśmiechnął się, spoglądając na Fiery, chociaż lekka irytacja poskrobała go w dolną część czaszki. - Jesteś za to odpowiedzialny, Flynn. - Rzucił już śmiertelnie poważnie, spoglądając na Wronę. - Jeśli będę miał problemy za waszą zabawę tutaj i za to, co może się stać twojej znajomej. - Dobrze, to było z jego strony zagranie poniżej pasa, albo powyżej. Ściągnął znów okulary na nochala. My job here is done. Miał wrażenie, że Fleamont jest niespełna rozumu. Ewentualnie pijany. Chociaż nie czuł za bardzo alkoholu - Jak chcecie zostać to się przynajmniej trzymajcie po drugiej stronie Lithy od właściciela guzika. - O ile to był właściciel guzika - w sensie Chester - a nie jakiś inny biedak, który był ofiarą wygłupu tej dwójki.
Zrobił dwa kroki w tył i obrócił się, żeby odejść z powrotem w kierunku kręgu ognisk. O ile ta dwójka nie będzie jeszcze czegoś od niego chciała.