12.12.2023, 00:56 ✶
Nawet nie próbowała się bronić, kiedy przytkał jej gębę dłonią; zza palców Luke'a wydobył się chichot goblina świadczący o jedynym: Maeve zaczynała zauważać komizm sytuacji. Nigdy nie była osobą, która łączyła kropki w lot w życiu codziennym. Co najwyżej w sytuacjach kryzysowych, ale wtedy te szybciej mielące się trybiki były napędzane adrenaliną. Bez niej zawsze potrzebowała chwili, ale jak już docierało wszystko do bazy, to zwykle miała ubaw po pachy i analizę scenki idącą aż do sedna.
- Wybacz, słodziutka - zaczęła nieco stłumienie, po czym zdjęła siłą dłoń Luke'a ze swoich ust. - Ale twoje oczy nie są tak wielkie. - Maeve była naprawdę prostym człowiekiem, troszkę tylko bardziej skomplikowanym niż przeciętny mężczyzna; traciła swoją ostatnią działającą sprawnie szarą komórkę, kiedy przed oczami miała kobiece wdzięki. Od zwykłego ordynarnego chłopa dzieliło ją jedynie to, że nie pchała się od ręki do takiej pani z łapami, pytała zawsze o zgodę, a także znała pojęcie odmowy.
- Aha, czyli ci spuchły? Mam ci je zbadać? - Zagaiła niewinnie, tak samo się też uśmiechając, bo w naturalnie gargantuiczne jaja mu nie wierzyła - gdyby była to prawda, bardzo dziwacznie by chodził, a o ile jej pamięć nie myliła, to poruszał się całkiem zgrabnie. Wiedziała, że to w sumie żart, całkiem dobry zresztą, ale i tak nie miała zamiaru oddać mu pałeczki.
- Słuchaj, ja się z tym urodziłam. Skoro to nie eliksir, to nie wiem, co ci może być. W przypadku metamorfomagów niekontrolowane przemiany zachodzą tylko pod wpływem dużych emocji... W sumie, może to to? Nie miałeś jakiegoś zawału? - Zapytała całkiem szczerze, chcąc wykluczyć choć jedną możliwą z przyczyn. Po nitce do kłębka, prawda? Nie miała zamiaru go zostawiać na lodzie, nawet jeśli tak naprawdę za cholerę nie wiedziała, jak mu z tym pomóc.
- Możemy pójść do mojego pokoju, ale wybór ciuchów możesz mieć ograniczony. Jak widzisz, nie mam takich melonów - oświadczyła, wskazując zamaszyście na swoją klatkę piersiową. Oczywiście mogła mieć takie na zawołanie, ale naturalnie Maeve była raczej szczupło zbudowana. - Wskakuj - rzuciła, zachęcając Luke'a do przeskoczenia nad ladą, by z zaplecza mogli przejść na górę. Machnęła ręką, by podążał za nią dalej, czekając jednak z uniesioną zasłoną w przejściu, by wiedział, gdzie iść. Mało kogo sprowadzała na tyły, ale w tym wypadku sprawa była kryzysowa. Możliwe nawet, że będą potrzebowali pomocy jej matki.
- Wybacz, słodziutka - zaczęła nieco stłumienie, po czym zdjęła siłą dłoń Luke'a ze swoich ust. - Ale twoje oczy nie są tak wielkie. - Maeve była naprawdę prostym człowiekiem, troszkę tylko bardziej skomplikowanym niż przeciętny mężczyzna; traciła swoją ostatnią działającą sprawnie szarą komórkę, kiedy przed oczami miała kobiece wdzięki. Od zwykłego ordynarnego chłopa dzieliło ją jedynie to, że nie pchała się od ręki do takiej pani z łapami, pytała zawsze o zgodę, a także znała pojęcie odmowy.
- Aha, czyli ci spuchły? Mam ci je zbadać? - Zagaiła niewinnie, tak samo się też uśmiechając, bo w naturalnie gargantuiczne jaja mu nie wierzyła - gdyby była to prawda, bardzo dziwacznie by chodził, a o ile jej pamięć nie myliła, to poruszał się całkiem zgrabnie. Wiedziała, że to w sumie żart, całkiem dobry zresztą, ale i tak nie miała zamiaru oddać mu pałeczki.
- Słuchaj, ja się z tym urodziłam. Skoro to nie eliksir, to nie wiem, co ci może być. W przypadku metamorfomagów niekontrolowane przemiany zachodzą tylko pod wpływem dużych emocji... W sumie, może to to? Nie miałeś jakiegoś zawału? - Zapytała całkiem szczerze, chcąc wykluczyć choć jedną możliwą z przyczyn. Po nitce do kłębka, prawda? Nie miała zamiaru go zostawiać na lodzie, nawet jeśli tak naprawdę za cholerę nie wiedziała, jak mu z tym pomóc.
- Możemy pójść do mojego pokoju, ale wybór ciuchów możesz mieć ograniczony. Jak widzisz, nie mam takich melonów - oświadczyła, wskazując zamaszyście na swoją klatkę piersiową. Oczywiście mogła mieć takie na zawołanie, ale naturalnie Maeve była raczej szczupło zbudowana. - Wskakuj - rzuciła, zachęcając Luke'a do przeskoczenia nad ladą, by z zaplecza mogli przejść na górę. Machnęła ręką, by podążał za nią dalej, czekając jednak z uniesioną zasłoną w przejściu, by wiedział, gdzie iść. Mało kogo sprowadzała na tyły, ale w tym wypadku sprawa była kryzysowa. Możliwe nawet, że będą potrzebowali pomocy jej matki.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —