Może żyła na tym świecie długo, może i wychowała się wśród szumowin, złodziei i morderców, ale nie straciła swojej naiwności, takiej dziecinnej, a może po prostu świetnie udawała głupiutką dziewczynkę bez wykształcenia? W końcu nienormalna była czasami jej naiwność, ale zawsze dostawała to czego chciała, nigdy nie przegrywała, a ludzie często polegali na jej uroku. Gdyby zabrać jej tę naiwność względem relacji damsko męskich byłaby dobrą kokietką. Niestety, Elaine nie podrywała mężczyzn świadomie, lubiła z nimi przebywać, lubiła ich obecność, ale robiła to wszystko na wielkiej nieświadomości, że różni mężczyźni mogliby ją skrzywdzić. Ostatnio spodobało jej się to jak Laurent na nią patrzył, jak do niej mówił, jak ją komplementował. To powodowało, że czuła się wyjątkowo przyjemnie, a jego pocałunki sprawiały, że czuła przyjemne mrowienie na skórze.
– Nie martw się o mnie, będę ostrożna. Laurent nie jest zły, jest bardzo miły – dodała nie zdając sobie sprawy jak bardzo rani swojego przyjaciela, jak bardzo sprawia mu zawód swoimi słowami. Na jej twarzy był spokój i przyjemna radość z powodu obecności Felixa i tego, że mogła z nim o tym porozmawiać.
Gdy zaczął mówić o jej wypiekach uśmiechnęła się radośnie. Doceniała jego słowa i mogłaby dla niego gotować wieczność. Uwielbiała słyszeć dobre słowa na temat tego, co tworzyła w piekarniku czy też na kuchence. Sama kończyła powoli kanapkę.
– Dziękuję – wyszczerzyła się szeroko i położyła się tak, aby ułożyć swoją głowę na jego kolanach – A z ciebie przyjemna podusia – zaśmiała się przełykając powoli kanapkę. – Woda strasznie wyciąga głód – dodała jeszcze – A ty? Poznałeś kogoś ostatnio?