08.12.2023, 14:10 ✶
Rodolphus stawił się tuż przed zapadnięciem zmroku w sklepie Mulciberów. Adres znał, był tu po raz pierwszy rok bądź dwa lata temu - miał jednak wrażenie, jakby od tego momentu minęła cała wieczność. Niespecjalnie przejmował się faktem, że musi iść ścieżkami Nokturnu, by dotrzeć do miejsca spotkania. Często tu bywał, choć z wiadomych względów starał się ograniczać swoją obecność w owianej złą sławą dzielnicy. Stanął przed drzwiami i zamknął oczy, próbując zebrać myśli. Nie podobał mu się fakt, że musi przekazać Robertowi niepotwierdzone plotki, ale chyba nie miał wyjścia. Rozmowa z Nicholasem uświadomiła mu, że nic o Tobie bez Ciebie miało drugie dno. Jeżeli miałby działać na własną rękę, sam, jak to odebrał Yaxley, niechybnie poniósłby porażkę. Część spraw musiało oczywiście zostać w jego rękach, by nie zdradzić tożsamości osoby, która plotkami się z nim podzieliła. Ale Robert musiał wiedzieć. Pewnie i by od razu się z nim skontaktował, ale nie był pewny, czy to dobry pomysł. W zasadzie to nadal tej pewności nie miał.
Nacisnął klamkę i wszedł do sklepu, w którym - jak zauważył z zadowoleniem - niewiele się zmieniło. Lubił i cenił porządek chyba tak samo jak Robert, który właśnie stał do niego tyłem i omiatał wnętrze wzrokiem. Zaskoczyło go to odrobinę, spodziewał się raczej pracownika, który zaprowadzi go na zaplecze, ale domyślał się, że Mulciber musiał pracowników odprawić. Bo w środku była tylko ich dwójka.
- Robercie - powiedział cicho, chociaż samo wejście do sklepu musiało zostać usłyszane przez mężczyznę. Rolph ściągnął czarne rękawiczki, by wepchnąć je do kieszeni cienkiego, czarnego płaszcza. Niezmiennie miał na sobie białą koszulę, czarną kamizelę i czarne spodnie. Nie ubierał się inaczej i gdyby nie fakt, że po twarzy Lestrange widać było upływ czasu na przestrzeni ostatnich lat, to ktoś mógłby pomyśleć, że mężczyzna w ogóle się nie zmienia. - Dziękuję, że zgodziłeś się spotkać. Sprawa może nie być tak poważna, jak myślę, ale uważam, że musisz o niej wiedzieć.
Nacisnął klamkę i wszedł do sklepu, w którym - jak zauważył z zadowoleniem - niewiele się zmieniło. Lubił i cenił porządek chyba tak samo jak Robert, który właśnie stał do niego tyłem i omiatał wnętrze wzrokiem. Zaskoczyło go to odrobinę, spodziewał się raczej pracownika, który zaprowadzi go na zaplecze, ale domyślał się, że Mulciber musiał pracowników odprawić. Bo w środku była tylko ich dwójka.
- Robercie - powiedział cicho, chociaż samo wejście do sklepu musiało zostać usłyszane przez mężczyznę. Rolph ściągnął czarne rękawiczki, by wepchnąć je do kieszeni cienkiego, czarnego płaszcza. Niezmiennie miał na sobie białą koszulę, czarną kamizelę i czarne spodnie. Nie ubierał się inaczej i gdyby nie fakt, że po twarzy Lestrange widać było upływ czasu na przestrzeni ostatnich lat, to ktoś mógłby pomyśleć, że mężczyzna w ogóle się nie zmienia. - Dziękuję, że zgodziłeś się spotkać. Sprawa może nie być tak poważna, jak myślę, ale uważam, że musisz o niej wiedzieć.