- To nie tak, chcę po prostu, żebyś wiedziała, że nie jesteś z tym wszystkim sama. - Tak jak i Norka miała oparcie w Brennie, tak ona mogła liczyć na wsparcie panny Figg, zawsze, w każdej sytuacji. Chciała jej o tym po prostu przypomnieć, bo być może nie wyglądała, ale była naprawdę silnym człowiekiem, który chętnie pomagał innym.
Norka trochę zazdrościła tym osobom, które były, aż tak uzdolnione w czarowaniu. Ona ledwie zamieniała łyżkę w widelec, a Brenna potrafiła zamienić się w zwierzę. Różnica była bardzo widoczna. Niby pogodziła się z tym, że nie do końca jej idzie to czarowanie, jednak czasami zastanawiała się, jakby to było, gdyby było inaczej. Niestety nie dane jej będzie to sprawdzić, bo życie jest jedno i trzeba brać pod uwagę predyspozycje, jakie się dostało od losu, a jej były cóż, trochę inne.
Leciały dłuższą chwilę, Nora przestała krzyczeć, bo ileż można, po czym dotarły do końca skarpy. Znaczy to Brenna dotarła pierwsza, Figg miała szczęście, bo przyjaciółka złapała ją w locie, dzięki czemu nie przyfasoliła ciałem o ziemię. Miała szczęście, że znalazła się tu właśnie z Brenną. Otuliła ją tak swoim ciałem, że to ona wzięła na siebie całą siłę upadku. Norka nie poczuła nic. Nie zauważyła, że wypała jej z ręki różdżka. Dostrzegła jednak coś innego.
- Brenna, skarbie, one będą próbowały nas zeżreć. Znaczy, nie zeżreć, bardziej mocno przytulić i rozgnieść. - Figg trzymała swóją różdżkę w dłoni, postanowiła ją machnąć i mruknąć pod nosem zaklęcie, żeby nie stać biernie. Chciała wyczarować płomień ognia, który wystraszy roślinę.
- One nie znoszą światła, lubują się w ciemnościach, światło i ogień powinny powstrzymać je przed zbliżeniem się do nas. - Poinstruowała jeszcze Brennę jak sobie radzić z tą okropną rośliną.
kształtowanie
Sukces!