Fiery właśnie siedziała sobie na jakiejś skrzynce. Głaskała jednego ze swoich braci za uchem; znaczy lwa, strasznego, potężnego, ogromnego który wzbudzał strach niemalże w każdej napotkanej osobie. W ręku trzymała szczotkę, bo przed chwilą skończyła wyczesywać mu włosy. Niby wiosna już minęła, powinni przestać linieć, jednak jak na razie nie szło im to najlepiej. Theo, bo to chyba był on mruczał przy tym całkiem głośno, chyba mu się podobało to czesanie. Cóż, dbała o nich, jak umiała, kiedy znajdowali się w takiej postaci. To było wszystko, co mogła im zaoferować. Nie mogła znaleźć sposobu, żeby przywrócić ich do ludzkiej postaci, to niech w tej zwierzęcej czują się zaopiekowani. Przygotowała też im posiłki, ogromne misy pełne surowego mięsa - czekały na to, aż zgłodnieją.
Nie było w tym nadzwyczajnego. Beast spędzała w ten sposób większość czasu wolnego, no chyba, że próbowała kogoś okraść, jednak akurat w tym momencie tego nie robiła. Brakowało tylko tego, żeby ofiarami jej kleptomanii stała się jej rodzina. Miała w sobie odrobinę przyzwoitości.
W pewnym momencie do jej uszu dobiegł krzyk. Ktoś ją wołał, znała ten głos bardzo dobrze. Tylko dlaczego, aż tak się darł? Nie spieszyła się specjalnie. Pewnie znowu miał problem z wybraniem koszuli, sprawdzeniem, czy jego skórzane spodnie odpowiednią podkreślają jego dupę, albo czymś podobnym. Powoli zeskoczyła ze skrzyni. Pogłaskała każdego z braci na do widzenia, po czym ruszyła w stronę głosu.
Usłyszała go gdzieś zza przyczep, tam też więc się znalazła. Zanim jeszcze zobaczyła, co się dzieje powiedziała dosyć głośno. - Co się drze. - Gdyż zastanawiało ją dlaczego Flynn tak bardzo jej w tym momencie potrzebował. Kiedy już weszła głębiej, dotarło do niej, co się dzieje. Ich śliczna, młodziutka Elaine, chyba trochę zwariowała. Ktoś ją musiał zdenerwować, czy coś, na całe szczęście mieli ją. Przetarła między palcami srebrny gwizdek, który miała zawieszony na łańcuszku na szyi. Po chwili w niego dmuchnęła, żeby odwrócić uwagę dziewczyny od tych dwóch, co się tarzali po ziemi. Spojrzała jej w oczy, nie mrugnęła przy tym ani razu, chciała pokazać, kto jest tutaj prawdziwym drapieżnikiem.
Niech będzie charyzma
Akcja nieudana