Litha. Kolejny sabat, w którym przyszło jej uczestniczyć. Ten dzień był dla niej zawsze w pewien sposób wyjątkowy, bo Norka Figg przyszła na świat dokładnie dwadzieścia sześć lat temu. Były to jej urodziny, które zawsze stawały się nieco przyćmionie przez świętowanie Lithy. Nie przeszkadzało jej to jakoś specjalnie, przywykła do tego.
Poprzedni sabat zakończył się dla niej dosyć nieprzyjemnie. Wywiało ją w pizdu, a później przyszło jej zamordować ghoula. Nie były to szczególnie pozytywne wspomnienia. Tym razem jednak nie miała swojego stoiska, występowała w roli gościa, nie chciała też zabrać Mabel tej przyjemności. Pojawiła się więc z córką, żeby świętować ten najdłuższy dzień w roku.
Nie zamierzała być tu zbyt długo, bo musiała jeszcze ogarnąć przygotowania do przyjęcia, które organizowała wieczorem, jednak miała dość czasu, aby przejrzeć wszystkie stoiska i skorzystać z tego, co przygotowali lokalni wystawcy.
Ubrana była w krótką sukienkę (jak zawsze), buty na obcasie - wcale nie przeszkadzało jej to, że przez podobną stylizację podczas przygotowań do Beltane poleciało kilka stołów.
Ścisnęła mocniej dłoń córki, żeby mieć pewność, iż nie zgubi jej w tym tłumie, jeszcze jej tego brakowało do szczęścia. - Mab, wpadło ci coś w oko, może pójdziemy po wianki do cioci? - Wiedziała, że Mirabella na pewno jak zawsze zaangażowała się w przygotowania do sabatu, pewnie kolejka była spora, jednak warto było odczekać swoje, żeby dostać taki piękny wianek.