Jak masz miękkie serce to nie możesz mieć szklanej dupy.
Z perspektywy osoby trzeciej rzecz, jaka się tutaj działa, jawiła się jako niebezpieczna. Tylko dla niego - bo jakoś nie pojawiało się zbiegowisko osób w tym obcym miejscu, nie przybiegali ludzie, żeby zobaczyć, co się dzieje, albo z chęcią niesienia pomocy Elaine. Znieczulica społeczna sięgała po same gardło, można było się nią przydusić. Masz dobrze wyglądać i się prezentować, a nie wyjaławiać swoimi słabostkami i lękami. Jakie zasady panowały tutaj? Ten obcy i egzotyczny świat, choć mający swoją wylęgarnię w znajomej Anglii, rodzimym państwie, był całkowitą zagadką dla młodego Prewetta. Tak jak życie Elaine tą zagadką było. Wrona zaś - och, ten był o dziwo bliższy przynajmniej o dwa uderzenia serca. Doskonały przydomek dla kogoś, kto nie sięgał mądrości i dumie kruków, ale kto był wystarczająco czarny i zgorszony przez świat, żeby myśleć o wronach. Wszystkożercy, ale i padlinożercy, w niektórych odmianach nawet z krukami mylone. Ponury zwiastun zimy. I jednocześnie tak pospolita, bo przecież nie brakowało morderców na Nokturnie. Szczególnie w jego głębinach. Tym nie mniej dla Laurenta mógłby być Krukiem - bo zwiastunem śmierci. Najbardziej brutalną osobą, z jaką bezpośrednio miał styczność, która przerażała go wtedy - teraz przerażała równie mocno.
Jego serce ścisnęło się znów w ten bolesny sposób, oddech zatrzymał w klatce piersiowej, kiedy usłyszał głos Flynna. Zrobił swój kolejny półkrok w tył. Bo tylko tyle zdążył w zasadzie zrobić. Uniósł ręce, jakby chciał do siebie nie dopuścić Flynna, albo go odepchnąć. Tylko że jego ramiona nie stanowiły żadnej przeszkody dla wyćwiczonego mężczyzny.
- Nie, Crow, proszę... - Odezwał się cicho, błagalnie, a w następnej chwili go zmroczyło. Jęknął. Ból rozlał się pod czaszką, nie dając mu nawet czasu na poużalanie się nad swoją głupotą i mizernym losem. Wplątywaniem się w historie ludzi, w których nie powinien mieć udziału - nawet jeśli były to historie, które kiedyś splotły ich nici przeznaczenia.
Zrobił dwa kolejne kroki w tył, ale teraz były to kroki ratujące jego równowagę, kiedy się lekko pochylił, unosząc dłonie do twarzy. Nic nie trzasnęło, więc chyba było to jego wielkie szczęście.
- Przepraszam... Crow, przepraszam... - Odezwał się przez głębokie wdechy i znów wyciągnął jedną rękę w kierunku czarnowłosego, jak do dzikiego zwierzęcia, które chcesz utrzymać na odległość ramienia.