27.11.2023, 13:15 ✶
Rodolphus zjawił się na obchodach, bo - podobnie jak Bellatrix - tak został wychowany. Sam jednak określał się bardziej jako naukowca, o ile w świecie czarodziejów tak można było to nazwać. Sabaty, święta i wszelkie obrządki interesowały go na tyle, ile powinny: kierował się ciekawością, a dzisiaj również chęcią towarzyszenia narzeczonej, która z pewnością przywlecze coś ze stoiska do jego mieszkania. Westchnął cicho, gdy Bellatrix zatrzymała się przy kolejnym kramie, oglądając bezużyteczne zbieracze kurzu w jego mniemaniu. Dom miał być miejscem odpoczynku, nie powinno w nim być zbyt wielu przedmiotów, które od tego odpoczynku odciągają. Nie oznaczało to jednak, że nie doceniał ozdób i dekorowania w taki sposób, by dom faktycznie można było nazwać domem. Z tym, że w gust Rodolphusa trudno było trafić, zwłaszcza gdy sam nie wiedział, co tak naprawdę mu się podoba.
Machnął lekko wolną ręką, trafiając kręcącego się wokół jego głowy owada. Biała koszula zafalowała gniewnie. Nie lubił lata, nie przepadał również za słońcem, które drażniło jego jasne oczy. Ale mimo wszystko można było powiedzieć, że odczuwał coś w rodzaju szczęścia, że znaleźli się tu we dwójkę.
- Do tej pory nic nie przykuło mojej uwagi - odpowiedział, lekko ściskając jej dłoń. Wyroby z metalu, drewna, szkła... Wszystkie były tak kolorowe, pełne życia że gdyby Bellatrix przywlekła coś takiego do jego domu, skończyłaby w kufrze, razem z bibelotem. Choć Rodolphus na dłużej zatrzymał wzrok na żłobionej szkatułce w odcieniu ciemnego dębu, ze starannie wykonanymi ornamentami i metalowym zamkiem z kluczykiem. Mu nie była potrzebna, ale była to jedyna rzecz, przy której się zatrzymał i zastanowił, czy warto coś podobnego kupić. Zrezygnował jednak, wiedząc że jeśli miałby ją podarować narzeczonej, najpierw musiałby jej kupić więcej biżuterii. Co w zasadzie mógł uczynić również teraz.
Czując, że Trix zwalnia, Rodolphus zerknął w stronę, w którą patrzyła. Taniec kapłanek niósł ze sobą magię, lecz Rolph patrzył na nie jak na atrakcję, doceniając piękno w dość platoniczny sposób. Nie niosły się za tym żadne emocje, żaden podziw czy pożądanie powstałe w wyniku wyginających się ciał. Jego umysł i serce było zamknięte tylko dla jednego ciała, które miał teraz przy sobie. Wypuścił dłoń Bellatrix, by objąć ją w pasie. Z potrzeby bliskości i kontroli sytuacji - nie chciałby by ktoś przypadkiem ją potrącił. Miała w sobie siłę, ale fizycznie, w porównaniu do niego, była drobna. A charakter miała wybuchowy, już widział oczyma wyobraźni jak ktoś brudzi jej szatę błotem i ziemią, bo spieszy się do kolejnego kramu. Lepiej było temu zapobiec.
Powrócił wzrokiem do kapłanek, lecz jego wzrok naturalnie ześlizgnął się na płomienie, tańczące niemal tak urokliwie, jak kobiety. Zmarszczył brwi, pozwalając sobie na chwilę zajrzeć w długie języki ognia.
!płomienie
Machnął lekko wolną ręką, trafiając kręcącego się wokół jego głowy owada. Biała koszula zafalowała gniewnie. Nie lubił lata, nie przepadał również za słońcem, które drażniło jego jasne oczy. Ale mimo wszystko można było powiedzieć, że odczuwał coś w rodzaju szczęścia, że znaleźli się tu we dwójkę.
- Do tej pory nic nie przykuło mojej uwagi - odpowiedział, lekko ściskając jej dłoń. Wyroby z metalu, drewna, szkła... Wszystkie były tak kolorowe, pełne życia że gdyby Bellatrix przywlekła coś takiego do jego domu, skończyłaby w kufrze, razem z bibelotem. Choć Rodolphus na dłużej zatrzymał wzrok na żłobionej szkatułce w odcieniu ciemnego dębu, ze starannie wykonanymi ornamentami i metalowym zamkiem z kluczykiem. Mu nie była potrzebna, ale była to jedyna rzecz, przy której się zatrzymał i zastanowił, czy warto coś podobnego kupić. Zrezygnował jednak, wiedząc że jeśli miałby ją podarować narzeczonej, najpierw musiałby jej kupić więcej biżuterii. Co w zasadzie mógł uczynić również teraz.
Czując, że Trix zwalnia, Rodolphus zerknął w stronę, w którą patrzyła. Taniec kapłanek niósł ze sobą magię, lecz Rolph patrzył na nie jak na atrakcję, doceniając piękno w dość platoniczny sposób. Nie niosły się za tym żadne emocje, żaden podziw czy pożądanie powstałe w wyniku wyginających się ciał. Jego umysł i serce było zamknięte tylko dla jednego ciała, które miał teraz przy sobie. Wypuścił dłoń Bellatrix, by objąć ją w pasie. Z potrzeby bliskości i kontroli sytuacji - nie chciałby by ktoś przypadkiem ją potrącił. Miała w sobie siłę, ale fizycznie, w porównaniu do niego, była drobna. A charakter miała wybuchowy, już widział oczyma wyobraźni jak ktoś brudzi jej szatę błotem i ziemią, bo spieszy się do kolejnego kramu. Lepiej było temu zapobiec.
Powrócił wzrokiem do kapłanek, lecz jego wzrok naturalnie ześlizgnął się na płomienie, tańczące niemal tak urokliwie, jak kobiety. Zmarszczył brwi, pozwalając sobie na chwilę zajrzeć w długie języki ognia.
!płomienie