24.11.2023, 22:25 ✶
Bezsenność bywała zdradziecka dla umysłu, ale kto wie, czy w tym konkretnym przypadku również? Nakręcałem się na każdą kolejną dziwną myśl, niepewność, wątpliwość, problem pojawiający się w mojej głowie. Księżyc sobie świecił niewzruszony, a ja popadałem w kolejne paranoje, stąd by kompletnie nie zwariować, uciekłem się do najgorszego, co mogłem zrobić - przerwałem sen Flynna. Skruszony, zakochany i wdzięczny, że się przebudził, że przytulił, tylko że... Doskonale dotarły do moich uszu jego ostatnie słowa, rzucone niewinnie, ale tnące niczym sztylety moje serce napastowane w tej chwili wyobraźnią i zmęczeniem.
Choć serce przyspieszyło i zrobiło mi się gorąco, duszno wręcz niemożebnie, to oddech zatrzymał się zapewne wraz z czasem. Zamarłem, choć dudniło we mnie cholernie. Próbowałem się uspokoić, rzecz jasna, bo świrem nie byłem i niepotrzebnie się nakręcałem, kiedy Flynn po prostu śnił, ale jednak brałem wielokrotnie, podczas pełni szczególnie, pod włos temat jego zniknięcia poprzedniego i ewentualnego ponownego, ale... powinienem był się skupić na tym, że się we mnie wtulał i teraz mogłem swobodnie odpłynąć również do krainy snów.
- To... to ja... ciebie obudziłem - odparłem po chwili, przyswajając chwilę, co też do mnie powiedział. Przez chwilę widziałem jego oczy, ale było to tak ulotne, że ponownie miał je zamknięte, ponownie odpływał, a ja, cóż, się nakręcałem. Niepotrzebnie, tak, ale nie mogłem sprawy zostawić tak rozoranej i paskudnie krwawiącej niczym otwarte złamanie. Przełknąłem ślinę i choć to było głupie, to jednak potrząsnąłem Flynnem by dopytać. Może jednak coś pamiętał z tego snu i pozwoli mi się uspokoić.
- Słuchaj... Bo mówiłeś przez sen, że tym razem wrócisz szybciej... Powiedz mi, co ci się śniło? Pamiętasz? - zapytałem zatroskany szeptem, jak gdybym mógł siebie ocalić przed spełnieniem się tych słów, urzeczywistnieniem ich jeszcze większym, a może na dobre przebudzeniem Flynna. Był taki piękny, kiedy spał, kiedy był zaspany, ale... kutas we mnie był w tej chwili. Musiałem wiedzieć, inaczej nie dałoby mi to spokoju, a jak tylko Flynn powie jakąś bzdurę o swoim śnie, ja przestanę się przejmować i zasnę - oby!!! - i będę spał przyjemnym, głębokim snem.
@The Edge
Choć serce przyspieszyło i zrobiło mi się gorąco, duszno wręcz niemożebnie, to oddech zatrzymał się zapewne wraz z czasem. Zamarłem, choć dudniło we mnie cholernie. Próbowałem się uspokoić, rzecz jasna, bo świrem nie byłem i niepotrzebnie się nakręcałem, kiedy Flynn po prostu śnił, ale jednak brałem wielokrotnie, podczas pełni szczególnie, pod włos temat jego zniknięcia poprzedniego i ewentualnego ponownego, ale... powinienem był się skupić na tym, że się we mnie wtulał i teraz mogłem swobodnie odpłynąć również do krainy snów.
- To... to ja... ciebie obudziłem - odparłem po chwili, przyswajając chwilę, co też do mnie powiedział. Przez chwilę widziałem jego oczy, ale było to tak ulotne, że ponownie miał je zamknięte, ponownie odpływał, a ja, cóż, się nakręcałem. Niepotrzebnie, tak, ale nie mogłem sprawy zostawić tak rozoranej i paskudnie krwawiącej niczym otwarte złamanie. Przełknąłem ślinę i choć to było głupie, to jednak potrząsnąłem Flynnem by dopytać. Może jednak coś pamiętał z tego snu i pozwoli mi się uspokoić.
- Słuchaj... Bo mówiłeś przez sen, że tym razem wrócisz szybciej... Powiedz mi, co ci się śniło? Pamiętasz? - zapytałem zatroskany szeptem, jak gdybym mógł siebie ocalić przed spełnieniem się tych słów, urzeczywistnieniem ich jeszcze większym, a może na dobre przebudzeniem Flynna. Był taki piękny, kiedy spał, kiedy był zaspany, ale... kutas we mnie był w tej chwili. Musiałem wiedzieć, inaczej nie dałoby mi to spokoju, a jak tylko Flynn powie jakąś bzdurę o swoim śnie, ja przestanę się przejmować i zasnę - oby!!! - i będę spał przyjemnym, głębokim snem.
@The Edge