Ona w niego wbijała wzrokiem szpile, on natomiast był tym wyjątkowo rozbawiony. Stał sobie wciąż swobodnie, z rękoma opartymi o biodra, tak pokryty bliznami, jakby go ktoś obił w walce nie raz i nie dwa. To nie były ślady po upadku na trampolinie, żaden akrobata by takich na ciele nie nosił, choćby i był jednym z tych najbardziej pechowych. I co sobie z tego ten The Edge robił? Nic. Bo przy rozmowach w cztery oczy czuł się wręcz doskonale i nie widział potrzeby budowania wokół siebie ściany, nawet jeżeli do postaci Loretty Lestrange podchodził z należytym do tego dystansem. No, przynajmniej takim, na jaki mógł sobie pozwolić paskudny kobieciarz.
- Prosisz mnie o to, żebym się czołgał? Dziewczyno, jestem po przeciwnej stronie spektrum - powiedział bardzo, ale to bardzo zaczepnie, w bardzo świadomy sposób chcąc zabawić się jej nastrojem, bo co ona tutaj kurwa robiła i dlaczego myślała, że wkradając się pomiędzy wozy występujących bez specjalnego zaproszenia, miała prawo robić mu popisy arogancji? Zależało mu na cyrku i nie chciał drażnić lwa kijem przez pręty klatki, ale jakoś mu się nie chciało stać w kolejce po opanowanie i zdrowy rozsądek, no i ostatecznie ich dla niego zabrakło.
- Oh, Poe pisał przecież, że nie ma nic piękniejszego, niż śmierć pięknej kobiety - ale ona była jednym ze ścierw czystokrwistych, pewnie ją mamusia karmiła od dziecka wyłącznie opowieściami czarodziejów, bo przecież im nie przystało zachwycać się kunsztem jakiegoś tam mugola, nawet jeżeli był to ktoś o geniuszu takiej rangi. - Wyobraź sobie po prostu, jak ładnie byś wyglądała z poderżniętym gardłem - spróbował jej to wyjaśnić jakąś malowniczą koncepcją, ale po co on w ogóle podejmował takie próby, skoro każde jego podejście do sztuki zawierającej kolory było co najwyżej gdybaniem i odkopywaniem jednej, wielkiej pamięciówki kolorów. Jej natomiast w wyobrażeniu sobie jak ładnie i czerwono wyglądałaby cieknąca po niej krew, mogło pomóc to, że Edge bezczelnie podrzucał odpiętym wcześniej od paska nożem, wykonując irytująco dokładne triki, przy których cudem się nie kaleczył, chociaż jego palec unikał ostrza w ostatnim momencie.
Szlachetność też kojarzyła mu się z mugolstwem. Może ją (haha) źle ocenił na wstępie.
- Zanim cię tam zaciągnę - nie użył tutaj miłego słowa - to mi powiedz, Lestrange, co ty tu właściwie robisz?
- Prosisz mnie o to, żebym się czołgał? Dziewczyno, jestem po przeciwnej stronie spektrum - powiedział bardzo, ale to bardzo zaczepnie, w bardzo świadomy sposób chcąc zabawić się jej nastrojem, bo co ona tutaj kurwa robiła i dlaczego myślała, że wkradając się pomiędzy wozy występujących bez specjalnego zaproszenia, miała prawo robić mu popisy arogancji? Zależało mu na cyrku i nie chciał drażnić lwa kijem przez pręty klatki, ale jakoś mu się nie chciało stać w kolejce po opanowanie i zdrowy rozsądek, no i ostatecznie ich dla niego zabrakło.
- Oh, Poe pisał przecież, że nie ma nic piękniejszego, niż śmierć pięknej kobiety - ale ona była jednym ze ścierw czystokrwistych, pewnie ją mamusia karmiła od dziecka wyłącznie opowieściami czarodziejów, bo przecież im nie przystało zachwycać się kunsztem jakiegoś tam mugola, nawet jeżeli był to ktoś o geniuszu takiej rangi. - Wyobraź sobie po prostu, jak ładnie byś wyglądała z poderżniętym gardłem - spróbował jej to wyjaśnić jakąś malowniczą koncepcją, ale po co on w ogóle podejmował takie próby, skoro każde jego podejście do sztuki zawierającej kolory było co najwyżej gdybaniem i odkopywaniem jednej, wielkiej pamięciówki kolorów. Jej natomiast w wyobrażeniu sobie jak ładnie i czerwono wyglądałaby cieknąca po niej krew, mogło pomóc to, że Edge bezczelnie podrzucał odpiętym wcześniej od paska nożem, wykonując irytująco dokładne triki, przy których cudem się nie kaleczył, chociaż jego palec unikał ostrza w ostatnim momencie.
Szlachetność też kojarzyła mu się z mugolstwem. Może ją (haha) źle ocenił na wstępie.
- Zanim cię tam zaciągnę - nie użył tutaj miłego słowa - to mi powiedz, Lestrange, co ty tu właściwie robisz?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.