24.11.2023, 01:49 ✶
Roześmiała się. Cicho, nerwowo, jakby znajdowała się na granicy obłędu. On nie zdawał sobie sprawy z tego, że Severine w ogóle nie interesowała się mężczyznami, ona zaś nie zamierzała wyprowadzać go z błędu, czerpiąc osobliwą satysfakcję z jego niewiedzy. Tylko w ten sposób mogła poczuć, że panuje nad swoim życiem.
Zaraz jednak jej triumf zgasł i rzuciła mu pełne współczucia spojrzenie. Nie litości, stanowiącej niejako formę agresji, lecz szczerego zrozumienia.
— Obawiam się, że mam za mocną głowę — westchnęła — A porwanie to takie brzydkie słowo. Wolałabym określić to przedsięwzięcie mianem pomocy w doprowadzeniu małoletniego świadka.
Świadka czego? Tego, jak nisko upadła jego matka? Co zrobi, gdy już Atticus znajdzie się w jej ramionach?
— Mam swoje sposoby — odparła, chcąc brzmieć tajemniczo i być może groźnie, uparcie pomijając fakt, że znalazła się tutaj zupełnie przypadkiem, że wcale go nie szukała i że ten szalony plan zrodził się w jej głowie dosłownie kilka minut wcześniej. Przyznanie się do tego byłoby dobitnym dowodem na jej desperację. — Piętnaście, jeśli nie będziesz marudził.
Dała mu chwilę na oswojenie się z myślą o stosie pieniędzy, który może być tylko jego; mógłby zanurzyć się w nich po szyję wraz z całą swoją cyrkową gromadką (zakładając, że rozmieni je na drobniaki).
— Dlaczego miałabym komukolwiek... — urwała, dotykając dłońmi obolałej skroni. Czy Crow-Edge-Flynn-jakkolwiek nazywał się ten człowiek i z jakiego zaułku wypełzł - zdawał sobie sprawę z tego, że Severine namawia go do popełnienia przestępstwa — Gdyby nie zależało mi na dyskrecji, poszłabym z tym do Proroka Codziennego.
Zaraz jednak jej triumf zgasł i rzuciła mu pełne współczucia spojrzenie. Nie litości, stanowiącej niejako formę agresji, lecz szczerego zrozumienia.
— Obawiam się, że mam za mocną głowę — westchnęła — A porwanie to takie brzydkie słowo. Wolałabym określić to przedsięwzięcie mianem pomocy w doprowadzeniu małoletniego świadka.
Świadka czego? Tego, jak nisko upadła jego matka? Co zrobi, gdy już Atticus znajdzie się w jej ramionach?
— Mam swoje sposoby — odparła, chcąc brzmieć tajemniczo i być może groźnie, uparcie pomijając fakt, że znalazła się tutaj zupełnie przypadkiem, że wcale go nie szukała i że ten szalony plan zrodził się w jej głowie dosłownie kilka minut wcześniej. Przyznanie się do tego byłoby dobitnym dowodem na jej desperację. — Piętnaście, jeśli nie będziesz marudził.
Dała mu chwilę na oswojenie się z myślą o stosie pieniędzy, który może być tylko jego; mógłby zanurzyć się w nich po szyję wraz z całą swoją cyrkową gromadką (zakładając, że rozmieni je na drobniaki).
— Dlaczego miałabym komukolwiek... — urwała, dotykając dłońmi obolałej skroni. Czy Crow-Edge-Flynn-jakkolwiek nazywał się ten człowiek i z jakiego zaułku wypełzł - zdawał sobie sprawę z tego, że Severine namawia go do popełnienia przestępstwa — Gdyby nie zależało mi na dyskrecji, poszłabym z tym do Proroka Codziennego.