24.11.2023, 00:58 ✶
Crow zmarszczył brwi.
- Każda tak mówi przed piątym drinkiem, więc jaki to ma związek?
Autoironiczny dowcip był łatwy do wychwycenia, ale mijał się z prawdą na kilometr, bo z powodów niezrozumiałych dla większości ludzi posiadających jakiekolwiek fałdy mózgowe, takie osoby jak on wręcz przyciągały innych. Był inny od wszystkich, pełen uczuć i energii, jednocześnie bardzo w tym wszystkim skryty - kiedy ktoś jego pokroju się przed tobą otwierał, smakowało to jak nagroda. Potrafił więc pełnić zadziwiająco wiele ról - oprawcy, zakazanego owocu, tryskającego emocjami kochanka - jak się do tego dodało, że dobra była z niego kokietka i wyuzdanie zaprowadziło go do naprawdę nieoczekiwanych relacji, to wcale nie miał powodu, aby tak o sobie mówić. Ale Crow przecież egzystował, zmagając się z masą kompleksów i poczuciem, że nigdy nie będzie kimś wystarczającym - takie myślenie sprzyjało drwieniu z samego siebie.
- Mam ci znaleźć zaginione dziecko czy je porwać? - Pytanie zadał w sposób sugerujący wyraźnie, że jedna z opcji mu nie pasowała. Dzieci były dla niego tematem wrażliwym, bo zawsze widział w nich swoje odbicie. Skłamałby okrutnie, jakby się zapierał, że nigdy żadnego nie skrzywdził, bo może nie uczynił tego bezpośrednio, ale masa ich pewnie oberwała rykoszetem jego paskudnych działań, ale... tak, żeby je własną ręką? Nigdy. Nigdy-przenigdy. No, chyba że by go życie do tego zmusiło już tak ostatecznie, ale i tak by się w ostatnim momencie zawahał, bo może dobrym człowiekiem nie był, ale nie był też kimś zepsutym do cna.
- I jak ty mnie kurwa znalazłaś? Dziesięć tysięcy galeonów, ty wiesz, jak to brzmi?
Uważał, że miał pełne prawo wątpić zarówno w jej prawdomówność jak i zdrowy rozsądek.
- Nawet jeżeli ci pomogę, to się tym nie dziel z absolutnie nikim - albo ten dzieciak skończy w piecu, chciał dokończyć, ale dobrze wiedział, że nie będzie miał jaj. W najgorszym wypadku podrzuciłby je Alexandrowi...
- Każda tak mówi przed piątym drinkiem, więc jaki to ma związek?
Autoironiczny dowcip był łatwy do wychwycenia, ale mijał się z prawdą na kilometr, bo z powodów niezrozumiałych dla większości ludzi posiadających jakiekolwiek fałdy mózgowe, takie osoby jak on wręcz przyciągały innych. Był inny od wszystkich, pełen uczuć i energii, jednocześnie bardzo w tym wszystkim skryty - kiedy ktoś jego pokroju się przed tobą otwierał, smakowało to jak nagroda. Potrafił więc pełnić zadziwiająco wiele ról - oprawcy, zakazanego owocu, tryskającego emocjami kochanka - jak się do tego dodało, że dobra była z niego kokietka i wyuzdanie zaprowadziło go do naprawdę nieoczekiwanych relacji, to wcale nie miał powodu, aby tak o sobie mówić. Ale Crow przecież egzystował, zmagając się z masą kompleksów i poczuciem, że nigdy nie będzie kimś wystarczającym - takie myślenie sprzyjało drwieniu z samego siebie.
- Mam ci znaleźć zaginione dziecko czy je porwać? - Pytanie zadał w sposób sugerujący wyraźnie, że jedna z opcji mu nie pasowała. Dzieci były dla niego tematem wrażliwym, bo zawsze widział w nich swoje odbicie. Skłamałby okrutnie, jakby się zapierał, że nigdy żadnego nie skrzywdził, bo może nie uczynił tego bezpośrednio, ale masa ich pewnie oberwała rykoszetem jego paskudnych działań, ale... tak, żeby je własną ręką? Nigdy. Nigdy-przenigdy. No, chyba że by go życie do tego zmusiło już tak ostatecznie, ale i tak by się w ostatnim momencie zawahał, bo może dobrym człowiekiem nie był, ale nie był też kimś zepsutym do cna.
- I jak ty mnie kurwa znalazłaś? Dziesięć tysięcy galeonów, ty wiesz, jak to brzmi?
Uważał, że miał pełne prawo wątpić zarówno w jej prawdomówność jak i zdrowy rozsądek.
- Nawet jeżeli ci pomogę, to się tym nie dziel z absolutnie nikim - albo ten dzieciak skończy w piecu, chciał dokończyć, ale dobrze wiedział, że nie będzie miał jaj. W najgorszym wypadku podrzuciłby je Alexandrowi...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.