22.11.2023, 22:48 ✶
Uśmiechnął się do Stanleya, kiwając głową i sugerując tym samym, że fanatyk latania na miotle i tutejszej drużyny sportowej jest do jego pełnej dyspozycji, a do tego pozbawiony możliwości ewentualnej teleportacji. Strzepał z ramienia niewidzialny pyłek i poprawił marynarkę, zupełnie ignorując trwające zamieszanie. Oczywiście, facet miał rodzine — był czyimś synem, może bratem czy ojcem i trochę paskudnie, że nie wróci do domu, ale lepiej on niż Sauriel lub Stanley. Świat w ostatnich miesiącach był bardziej brutalny i bezwzględny, niż dotychczas i Antek miał wrażenie, że zaczęło obowiązywać prawo dżungli — zjedz lub zostań zjedzony. A może zawsze tak było, tylko dopiero teraz zaczął to wszystko dostrzegać i rozróżniać? Ostatnie miesiące znacznie zmieniły jego postrzeganie świata, znieczulały go na ciągle występujące dookoła nieszczęścia. Miał właściwie głęboko w poważaniu to, czy wszystko dookoła płonęło, czy też nie, dopóki jego najbliżsi byli bezpieczni. Potrzeba zapewnienia im bezpieczeństwa kosztem wszystkich i wszystkiego stawała się coraz silniejsza, jakby powolnie próbowała przedrzeć się na miejsce tej, która kierowała nim przecież od lat — żyć po swojemu, według własnych zasad. Facet cierpiał, był niczym ryba wyjęta na brzeg, pozbawiony szansy na ucieczkę, a jego usta otwierały się i zamykały, gdy próbował złapać powietrza. Gdy podniósł ponownie spojrzenie na śmierciożerców, Ci zdawali się dobrze bawić. Byli mroczni i pokręceni jak zaginieni bliźniacy. Uzupełniali się w jakiś sposób. Chciał ich chronić, jak oni jego, chociaż on wcale nie nazywał ich płatkiem śniegu. Rookwood miał szczęście, że Antek nie umiał czytać w myślach, bo na pewno by się obraził, może nawet tupnął nóżką. Jedyne co mógł zrobić, to zapewnić im brak pościgu za skazaną na śmierć ofiarą.
- Nie dajcie się tylko złapać. - rzucił w ich kierunku, sięgając do kieszeni spodni po różdżkę i niedbale machnął, rzucając zaklęcie w stronę jednej ze ścianek konstrukcji, a potem kiwnął w ich stronę głową, ruszając w stronę wyjścia. Nie mógł sobie pozwolić na rozpoznanie, a zaraz zacznie się przecież prawdziwe zamieszanie. Narażanie kariery i twarzy, nazwiska Borgin nie było mądre, nawet jeśli perspektywa zostawienia ich tu samych mu się zupełnie nie podobała. Byli zgranym duetem, uzupełniali się — o czym utwierdził go w przekonaniu nieprzyjemny odgłos pękających kości gdzieś za plecami. Sauriel urywał mu głowę? Oby nie. Nie odwrócił się jednak, znając zasady. Zapach palonego drewna wdzierał mu się subtelnie do nosa, napędzał chęć sięgnięcia po papierosa. Nie wyszedł jednak głównym wejściem za dwójką przyjaciół, poszedł drewnianym tunelem pod kolejną trybunę, szybkim krokiem, niknąc gdzieś w półmroku i skorzystał z innego sposobu, innej bramki, na opuszczenie trybuny meczu.
Kształtowanie na podpalenie
- Nie dajcie się tylko złapać. - rzucił w ich kierunku, sięgając do kieszeni spodni po różdżkę i niedbale machnął, rzucając zaklęcie w stronę jednej ze ścianek konstrukcji, a potem kiwnął w ich stronę głową, ruszając w stronę wyjścia. Nie mógł sobie pozwolić na rozpoznanie, a zaraz zacznie się przecież prawdziwe zamieszanie. Narażanie kariery i twarzy, nazwiska Borgin nie było mądre, nawet jeśli perspektywa zostawienia ich tu samych mu się zupełnie nie podobała. Byli zgranym duetem, uzupełniali się — o czym utwierdził go w przekonaniu nieprzyjemny odgłos pękających kości gdzieś za plecami. Sauriel urywał mu głowę? Oby nie. Nie odwrócił się jednak, znając zasady. Zapach palonego drewna wdzierał mu się subtelnie do nosa, napędzał chęć sięgnięcia po papierosa. Nie wyszedł jednak głównym wejściem za dwójką przyjaciół, poszedł drewnianym tunelem pod kolejną trybunę, szybkim krokiem, niknąc gdzieś w półmroku i skorzystał z innego sposobu, innej bramki, na opuszczenie trybuny meczu.
Kształtowanie na podpalenie
Rzut Z 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Postać opuszcza sesję