22.11.2023, 20:38 ✶
Jeśli Vincent oczekiwał, że Brenna się zakłopota, to… miał się srogo rozczarować. Bo Brennę było naprawdę trudno wprawić w zażenowanie, zakłopotać albo ogółem wprowadzić jakiś zamęt w jej myślach. Jak dotąd udało się to przez całe jej życie wyłącznie jednemu mężczyźnie i tym mężczyzną nie był Vincent Prewett. Zwłaszcza, że doskonale wiedziała, że niczego nie mówił na poważnie. Na mordercze spojrzenie tylko się uśmiechnęła szerzej, a na kolejne słowa znowu poklepała go po ramieniu, z nieco zbolałą miną.
– Ależ skarbie, przecież wiesz, że jestem nieśmiała – westchnęła. – Tak przy tym panu? Dla mnie mieliśmy znaleźć tatuatorkę. Obrażam się na ciebie śmiertelnie, że zapomniałeś. – Zwróciła spojrzenie na tatuażystę, bo nie chciała przecież przesadzić z tym całym przedstawieniem.
– To może opowiem, jak pan siądzie na fotelu? – zaproponował Azjata, wskazując na rzeczony fotel. – A Kevin… – zawahał się, jakby nie do końca pewien co odpowiedzieć. – No, my się sobie za bardzo nie wtrącamy. On dość rzadko bywa w domu, ostatnio dostał jakąś nową pracę, pośredniczy w jakichś tam interesach. Wiecie, my jakoś bardzo blisko nie jesteśmy, jedna matka, inni ojcowie, zresztą chyba po nas widać…
– To fakt, nie da się nie zauważyć. Pan jest trochę niższy, no i Kev ma jaśniejsze włosy – powiedziała szybko Brenna, by w ten sposób uwiarygodnić historyjkę o tym, że go zna. – Mówił pan, że niedługo może wrócić?
– No tak, poszedł na spotkanie w interesach, mówił, że wróci za jakieś… pół godziny? Możesz na niego poczekać, jak ja tutaj będę tatuował – nalegał. Widać niekoniecznie był aż takim geniuszem tatuażu, skoro widać klienci nie walili drzwiami i oknami. – To tatuujemy, czy nie?
– Tak, pewnie, że tak. Maleńki, no siadaj na fotel… – zażądała Brenna, ale jednocześnie spróbowała pochwycić spojrzenie Vincenta, a potem przenieść wzrok ku swojej dłoni. A tę trzymała tuż przy różdżce.
Tak, miała zamiar potraktować Kevina zaklęciem. Tyle że ponieważ byli w mugolskiej dzielnicy, trzeba było zrobić to ostrożnie.
No idź na ten fotel, Vinc, pomyślała. Wystarczyło, że tatuażysta odwróci się do niej plecami i będzie mogła błyskawicznie załatwić sprawę drobnym konfundusem. No, chyba że Prewett jednak życzył sobie mieć ten tatuaż, w takim wypadku mogła poczekać z czarami, kim była żeby zabraniać mu w życiu odrobiny radości…
– Ależ skarbie, przecież wiesz, że jestem nieśmiała – westchnęła. – Tak przy tym panu? Dla mnie mieliśmy znaleźć tatuatorkę. Obrażam się na ciebie śmiertelnie, że zapomniałeś. – Zwróciła spojrzenie na tatuażystę, bo nie chciała przecież przesadzić z tym całym przedstawieniem.
– To może opowiem, jak pan siądzie na fotelu? – zaproponował Azjata, wskazując na rzeczony fotel. – A Kevin… – zawahał się, jakby nie do końca pewien co odpowiedzieć. – No, my się sobie za bardzo nie wtrącamy. On dość rzadko bywa w domu, ostatnio dostał jakąś nową pracę, pośredniczy w jakichś tam interesach. Wiecie, my jakoś bardzo blisko nie jesteśmy, jedna matka, inni ojcowie, zresztą chyba po nas widać…
– To fakt, nie da się nie zauważyć. Pan jest trochę niższy, no i Kev ma jaśniejsze włosy – powiedziała szybko Brenna, by w ten sposób uwiarygodnić historyjkę o tym, że go zna. – Mówił pan, że niedługo może wrócić?
– No tak, poszedł na spotkanie w interesach, mówił, że wróci za jakieś… pół godziny? Możesz na niego poczekać, jak ja tutaj będę tatuował – nalegał. Widać niekoniecznie był aż takim geniuszem tatuażu, skoro widać klienci nie walili drzwiami i oknami. – To tatuujemy, czy nie?
– Tak, pewnie, że tak. Maleńki, no siadaj na fotel… – zażądała Brenna, ale jednocześnie spróbowała pochwycić spojrzenie Vincenta, a potem przenieść wzrok ku swojej dłoni. A tę trzymała tuż przy różdżce.
Tak, miała zamiar potraktować Kevina zaklęciem. Tyle że ponieważ byli w mugolskiej dzielnicy, trzeba było zrobić to ostrożnie.
No idź na ten fotel, Vinc, pomyślała. Wystarczyło, że tatuażysta odwróci się do niej plecami i będzie mogła błyskawicznie załatwić sprawę drobnym konfundusem. No, chyba że Prewett jednak życzył sobie mieć ten tatuaż, w takim wypadku mogła poczekać z czarami, kim była żeby zabraniać mu w życiu odrobiny radości…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.