22.11.2023, 03:24 ✶
Flynn po prostu spojrzał się na nią głupkowato. Nawet gdyby mu przygrzmociła patelnią (w co wątpił z całego serca), to sądził (i pewnie miał w tym rację), że nic by nie poczuł. Te wątłe rączki mogły mu co najwyżej kleszcza wyjąć pęsetą, ale gdyby Elaine miała to zrobić, to pewnie posikałaby się ze strachu.
Nie miał zielonego, chociaż w jego przypadku szarego pojęcia, dlaczego im aż tak bardzo na tym zależało. To było tylko jedzenie, którego nie chciał jeść. Jaką im to robiło różnicę? Co ich w ogóle obchodziło to, czy dzisiaj cokolwiek jadł, czy nie - ludzie żyjący od dziecka w zdrowych relacjach pewnie by go za zastanawianie się nad tym lekko wyśmiali, ale o niego się przecież przez lata nikt nie troszczył w taki sposób. Uczucie uciskające go teraz w żołądku było mu więc kompletnie obce.
- Zjem to tylko po to, żebyście się zamknęli - odburknął, jak jakiś dzieciak zmuszony do założenia zimowej kurtki i czapki, bo padał śnieg, ale on nie chciał mieć ulizanych włosów. Nie obchodziły go rzeczy tak przyziemne - sam wolałby po prostu, żeby ta ręka Alexandra już tam została, chciał się na nim położyć jak zawsze. Z trudem zaakceptował, że nie mógł teraz dostać tego czego, po co tu przyszedł i zaczął po prostu jeść tę zupę w ciszy, ale nie cieszył się nią jak Alexander. - Jak nie karty, to Boggle - zażyczył sobie, spoglądając na nich z zaciekawieniem, czy chcieli w ogóle podjąć się z nim tej konkurencji. Flynn zarówno w Boggle jak i w Scrabblach był absolutnym mistrzem, nie tylko dlatego, że Bletchley uczył go trudnych słów, ale też dlatego, że on je bardzo często wymyślał i zawzięcie kłócił się na temat ich istnienia. - Chyba że nie chce ci się dzisiaj ćwiczyć czytania liter. - Bo chociaż szczerze wierzył w naukę przez zabawę, to było już po prostu późno, a wszystkie gry karciane i słowne, jakie znał, wymagały... no, umiejętności czytania. - To wtedy głosuję na nigdy przenigdy, bo można w to grać na leżąco.
Nie miał zielonego, chociaż w jego przypadku szarego pojęcia, dlaczego im aż tak bardzo na tym zależało. To było tylko jedzenie, którego nie chciał jeść. Jaką im to robiło różnicę? Co ich w ogóle obchodziło to, czy dzisiaj cokolwiek jadł, czy nie - ludzie żyjący od dziecka w zdrowych relacjach pewnie by go za zastanawianie się nad tym lekko wyśmiali, ale o niego się przecież przez lata nikt nie troszczył w taki sposób. Uczucie uciskające go teraz w żołądku było mu więc kompletnie obce.
- Zjem to tylko po to, żebyście się zamknęli - odburknął, jak jakiś dzieciak zmuszony do założenia zimowej kurtki i czapki, bo padał śnieg, ale on nie chciał mieć ulizanych włosów. Nie obchodziły go rzeczy tak przyziemne - sam wolałby po prostu, żeby ta ręka Alexandra już tam została, chciał się na nim położyć jak zawsze. Z trudem zaakceptował, że nie mógł teraz dostać tego czego, po co tu przyszedł i zaczął po prostu jeść tę zupę w ciszy, ale nie cieszył się nią jak Alexander. - Jak nie karty, to Boggle - zażyczył sobie, spoglądając na nich z zaciekawieniem, czy chcieli w ogóle podjąć się z nim tej konkurencji. Flynn zarówno w Boggle jak i w Scrabblach był absolutnym mistrzem, nie tylko dlatego, że Bletchley uczył go trudnych słów, ale też dlatego, że on je bardzo często wymyślał i zawzięcie kłócił się na temat ich istnienia. - Chyba że nie chce ci się dzisiaj ćwiczyć czytania liter. - Bo chociaż szczerze wierzył w naukę przez zabawę, to było już po prostu późno, a wszystkie gry karciane i słowne, jakie znał, wymagały... no, umiejętności czytania. - To wtedy głosuję na nigdy przenigdy, bo można w to grać na leżąco.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.