22.11.2023, 02:27 ✶
Każde kolejne słowo wypowiadane przez Elaine było coraz gorsze. Każde kolejne słowo dobitnie uświadamiało go, że tak, to był ten sam cholerny Laurent, którego znał z Londynu i ten sam cholerny Laurent postanowił go tak po prostu zdemaskować przed jego siostrą, a teraz wrócił sobie gdzieś tam i mógł sprzedać komuś informacje o tym gdzie znajdował się Crow. Ta szmata miała na jego punkcie obsesję gorszą niż on na jej, oddałaby naprawdę wiele za detale o tym jak wbić mu szpilę pod paznokieć, a jego młodsze rodzeństwo stanowiło najlepsze ofiary, jakie tylko ktoś pokroju Fontaine mógł sobie wyobrazić. Nie, to kompletnie nie było fair, że po tylu latach postanowił wpierdolić się w jego życie w taki sposób.
Znowu poczuł, jak zbiera się w nim ten szlam, jak toksyna zaczyna domagać się opuszczenia jego duszy. Żyło mu się w Fantasmagorii dobrze i spokojnie, momentami za spokojnie, ale to nie znaczyło, że jego gorsza strona przestała nagle istnieć. Po prostu odpłynęła na dalszy plan... do czasu. Do teraz. Wciąż był tym dzieciakiem z rynsztoka, przed którym przestrzegało się inne dzieci.
- Co za sukinsyn - warknął, podnosząc się do siadu, żeby wstać z łóżka. Flynn był nabuzowany emocjami i znowu reagował pod ich wpływem, bo sobie z nimi mimo wieku kompletnie nie radził, to nie było nic nowego, ale tym razem te emocje były kompletnie inne, niż te przylegające do jego oblicza podczas codzienności w cyrku.
To był ten sam człowiek, który przyjechał tutaj trzy lata temu i robił sceny na oczach całej Fantasmagorii, zanim się uspokoił i wyciszył. To był po prostu Crow. Maska dająca mu jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, kiedy ogarniały go najgorsze z możliwych myśli.
- Jesteś moją siostrą - powiedział, podnosząc z podłogi brudną koszulkę i zakładając ją na siebie - nigdy bym ci nic nie zrobił, ale do kurwy nędzy - nerwowo poprawił spodnie, po czym przejechał sobie ręką po gołym brzuchu - jak dorwę tę dziwkę, to nie ręczę za siebie. - Pierwszy raz od dawna nie czuł się za dobrze z tym, że Elaine była tak blisko niego. Bo powiedział właśnie rzeczy obrzydliwe, po czymś takim nie przytulało się drugiego człowieka i nie zapewniało go o tym, że wszystko będzie dobrze.
Znowu poczuł, jak zbiera się w nim ten szlam, jak toksyna zaczyna domagać się opuszczenia jego duszy. Żyło mu się w Fantasmagorii dobrze i spokojnie, momentami za spokojnie, ale to nie znaczyło, że jego gorsza strona przestała nagle istnieć. Po prostu odpłynęła na dalszy plan... do czasu. Do teraz. Wciąż był tym dzieciakiem z rynsztoka, przed którym przestrzegało się inne dzieci.
- Co za sukinsyn - warknął, podnosząc się do siadu, żeby wstać z łóżka. Flynn był nabuzowany emocjami i znowu reagował pod ich wpływem, bo sobie z nimi mimo wieku kompletnie nie radził, to nie było nic nowego, ale tym razem te emocje były kompletnie inne, niż te przylegające do jego oblicza podczas codzienności w cyrku.
To był ten sam człowiek, który przyjechał tutaj trzy lata temu i robił sceny na oczach całej Fantasmagorii, zanim się uspokoił i wyciszył. To był po prostu Crow. Maska dająca mu jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa, kiedy ogarniały go najgorsze z możliwych myśli.
- Jesteś moją siostrą - powiedział, podnosząc z podłogi brudną koszulkę i zakładając ją na siebie - nigdy bym ci nic nie zrobił, ale do kurwy nędzy - nerwowo poprawił spodnie, po czym przejechał sobie ręką po gołym brzuchu - jak dorwę tę dziwkę, to nie ręczę za siebie. - Pierwszy raz od dawna nie czuł się za dobrze z tym, że Elaine była tak blisko niego. Bo powiedział właśnie rzeczy obrzydliwe, po czymś takim nie przytulało się drugiego człowieka i nie zapewniało go o tym, że wszystko będzie dobrze.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.