21.11.2023, 19:06 ✶
Brenna nie odpowiedziała na jego słowa odnośnie niebycia narwańcem. Rzuciła mu tylko spojrzenie albo nawet Spojrzenie. Takie z gatunku tych, które jasno sygnalizowały „nie wierzę w ani jedno twoje słowo”. Tak, jak nie wierzyła, że Vincent jest grzecznym chłopcem. Był w końcu Prewettem, i to takim typowym Prewettem. A nawet ci nietypowi Prewettowie – jak Laurent – mieli w jej oczach swoje na sumieniu.
Tyle że chociaż Brenna brała sobie do serca powtarzane przez ojca „Brygadzista zawsze jest na służbie”, to wcale nie była przykładnym stróżem prawa. Gdyby było inaczej, już wieki temu musiałaby aresztować sama siebie. Ustalała więc priorytety i o pewne rzeczy nigdy nie pytała.
– Oj, Sherwood… Raczej: każdy jest podejrzany – sprostowała. Przewróciła oczyma, kiedy Vincent złapał ją za ramię, ale pozwoliła pociągnąć się do budynku. Był w tej chwili jak duży chłopiec, którego mama zabrała na wycieczkę do sklepu z zabawkami, tak bardzo chciał dopaść gościa, mogącego mieć coś wspólnego z kłusownikami. Jak dzieciak nową zabawkę.
W pierwszej chwili, gdy tatuażysta ruszył w ich kierunku, w jej głowie rozbrzmiały dzwonki alarmowe. Ale te zaraz umilkły, zastąpione trudnym do opanowania rozbawieniem. Kiedy właściciel studia, dość drobny Azjata, wspomniał, że „pański penis jest już gotowy do tatuowania” zdołała wprawdzie nie parsknąć głośnym śmiechem, ale oczy aż jej pojaśniały ze złośliwej radości.
– Mój przyjaciel chyba po prostu trochę się boi – powiedziała i poklepała Vincenta po ramieniu z poważną miną, niby to w dodającym otuchy geście. – Wie pan, jeszcze się waha, nie jest pewny, czy chce ten tatuaż, czy nie, ciągle zastanawia się nad wzorem i miejscem, bo nie wie, czy ten penis to najlepszy wybór, który podkreśli jego męskość, a poza tym to jego pierwszy raz, sam pan rozumie. Wziął mnie tutaj, żebym trzymała go za rękę, gdyby za bardzo bolało, on biedny ma bardzo niski próg odporności na ból – paplała. Mogłoby się zdawać, że robi to, żeby znęcać się nad Vincentem… i no dobrze, trochę tak było, bo po prostu bardzo lubiła się nad nim znęcać.
Ale jak to już wspomniano, Brenna zawsze w głębi serca była Brygadzistką. Każda okazja była dobra, aby zdobyć trochę informacji, zanim po prostu wjadą na górę na bezczelnego, prawda?
– Sama mu poleciłam to miejsce, wie pan, Kevin mi wspomniał, że jego brat jest absolutnym geniuszem tatuażu, a w salonach w Londynie robią same takie byle jakie tatuaże? I Kevin w ogóle jest w domu? Obiecał, że zabierze mnie na chińskie jedzenie, podobno macie tutaj w pobliżu najlepszą knajpę pod słońcem, serwującą świetne makarony.
– Pewnie, że jestem geniuszem tatuażu! – zapewnił mężczyzna, prężąc wątłą pierś. – Pan się nie boi, poboli i przestanie, a pan wie, jak laski lecą na tatuaże? – dodał konspiracyjnym szeptem, mrugając przy tym do Brenny. – A Kevin wyszedł godzinę temu, ale w sumie to niedługo może wrócić… Może ty chciałabyś tatuaż, co? Wiem, że kobiety rzadko je robią, ale do odważnych świat należy!
- Och, przemyślę to, sam pan rozumie, to poważna decyzja. Poza tym nie mogłabym jej podjąć bez zgody ojca i brata… - westchnęła, robiąc smutną minę, jakby to ojciec i brat decydowali o wszystkim w jej życiu. - A dokąd poszedł Kevin?
Tyle że chociaż Brenna brała sobie do serca powtarzane przez ojca „Brygadzista zawsze jest na służbie”, to wcale nie była przykładnym stróżem prawa. Gdyby było inaczej, już wieki temu musiałaby aresztować sama siebie. Ustalała więc priorytety i o pewne rzeczy nigdy nie pytała.
– Oj, Sherwood… Raczej: każdy jest podejrzany – sprostowała. Przewróciła oczyma, kiedy Vincent złapał ją za ramię, ale pozwoliła pociągnąć się do budynku. Był w tej chwili jak duży chłopiec, którego mama zabrała na wycieczkę do sklepu z zabawkami, tak bardzo chciał dopaść gościa, mogącego mieć coś wspólnego z kłusownikami. Jak dzieciak nową zabawkę.
W pierwszej chwili, gdy tatuażysta ruszył w ich kierunku, w jej głowie rozbrzmiały dzwonki alarmowe. Ale te zaraz umilkły, zastąpione trudnym do opanowania rozbawieniem. Kiedy właściciel studia, dość drobny Azjata, wspomniał, że „pański penis jest już gotowy do tatuowania” zdołała wprawdzie nie parsknąć głośnym śmiechem, ale oczy aż jej pojaśniały ze złośliwej radości.
– Mój przyjaciel chyba po prostu trochę się boi – powiedziała i poklepała Vincenta po ramieniu z poważną miną, niby to w dodającym otuchy geście. – Wie pan, jeszcze się waha, nie jest pewny, czy chce ten tatuaż, czy nie, ciągle zastanawia się nad wzorem i miejscem, bo nie wie, czy ten penis to najlepszy wybór, który podkreśli jego męskość, a poza tym to jego pierwszy raz, sam pan rozumie. Wziął mnie tutaj, żebym trzymała go za rękę, gdyby za bardzo bolało, on biedny ma bardzo niski próg odporności na ból – paplała. Mogłoby się zdawać, że robi to, żeby znęcać się nad Vincentem… i no dobrze, trochę tak było, bo po prostu bardzo lubiła się nad nim znęcać.
Ale jak to już wspomniano, Brenna zawsze w głębi serca była Brygadzistką. Każda okazja była dobra, aby zdobyć trochę informacji, zanim po prostu wjadą na górę na bezczelnego, prawda?
– Sama mu poleciłam to miejsce, wie pan, Kevin mi wspomniał, że jego brat jest absolutnym geniuszem tatuażu, a w salonach w Londynie robią same takie byle jakie tatuaże? I Kevin w ogóle jest w domu? Obiecał, że zabierze mnie na chińskie jedzenie, podobno macie tutaj w pobliżu najlepszą knajpę pod słońcem, serwującą świetne makarony.
– Pewnie, że jestem geniuszem tatuażu! – zapewnił mężczyzna, prężąc wątłą pierś. – Pan się nie boi, poboli i przestanie, a pan wie, jak laski lecą na tatuaże? – dodał konspiracyjnym szeptem, mrugając przy tym do Brenny. – A Kevin wyszedł godzinę temu, ale w sumie to niedługo może wrócić… Może ty chciałabyś tatuaż, co? Wiem, że kobiety rzadko je robią, ale do odważnych świat należy!
- Och, przemyślę to, sam pan rozumie, to poważna decyzja. Poza tym nie mogłabym jej podjąć bez zgody ojca i brata… - westchnęła, robiąc smutną minę, jakby to ojciec i brat decydowali o wszystkim w jej życiu. - A dokąd poszedł Kevin?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.