20.11.2023, 22:47 ✶
Ten aspekt Milforda potrafił być niezwykle irytujący - rozmawiasz z kimś, a nagle ta osoba się zacina, niczym nienaoliwione zawiasy. Potrafił być - ale i też Eunice zdawała sobie sprawę z tego, że naprawdę to nie jest wina Ulyssesa, że tak działał jego umysł... nieświadoma, że w tej konkretnej sytuacji to nie choroba wywołała taką, a nie inną reakcję Rookwooda. To jej pytanie wywołało swego rodzaju "zawieszenie się", to poszukiwanie właściwej odpowiedzi, konkretnych słów najwyraźniej najzwyczajniej w świecie się przedłużyło... tylko tyle i aż tyle; wystarczyło, żeby podczas tej chwili mogła nie tylko upewnić się, że temperaturę miał względnie w normie (względnie, ot, może ciut cieplejszy, ale ostateczny werdykt mógł wydać tylko termometr; z pomocą dłoni to mogła co najwyżej stwierdzić, że skóra nie parzy, co kwalifikowałoby się do natychmiastowego wysłania pod kołdrę. Co najmniej) i nawet nieco się odsunąć. Cierpliwie poczekała, aż natężone procesy myślowe znajdą swój koniec...
Skinęła lekko głową, skreślając zatem kolejne możliwości. Nie pił. Nie jadł. Więc dlaczego, skoro nie chodziło o dolegliwości...? Zmarszczyła brwi. Rozmowa? Przygnał tutaj tylko dlatego, że chciał porozmawiać? Nie mógł wysłać sowy i poprosić o poświecenie chwili? Co takiego musiało się stać, że już, teraz, natychmiast?
Cóż, niewątpliwie zaraz się tego dowie.
- Chwileczkę - stwierdziła w końcu, starając się ukryć niepokój i wyminęła mężczyznę, żeby otworzyć drzwi, wychylić przez nie głowę, upewnić się, że przypadkiem nikt się tu nie kręci... i żeby z powrotem cofnąć się do pomieszczenia oraz przekręcić klucz w zamku. Jak na osobności, to na osobności; może lepiej, żeby nikt nie wparował w środku rozmowy, która zresztą nie wyglądała na udzielanie pomocy.
- Rozumiem, że to nie może poczekać, aż stąd wyjdę? - bardziej stwierdziła niż spytała, opierając się jednocześnie plecami o drzwi - Raczej nie mamy wiele czasu, zanim uzdrowiciel tu przyjdzie, ale... - wskazała gestem dłoni krzesło; na najwygodniejsze specjalnie nie wyglądało, tak samo jak raczej nie było co liczyć na gorącą herbatę.
Skinęła lekko głową, skreślając zatem kolejne możliwości. Nie pił. Nie jadł. Więc dlaczego, skoro nie chodziło o dolegliwości...? Zmarszczyła brwi. Rozmowa? Przygnał tutaj tylko dlatego, że chciał porozmawiać? Nie mógł wysłać sowy i poprosić o poświecenie chwili? Co takiego musiało się stać, że już, teraz, natychmiast?
Cóż, niewątpliwie zaraz się tego dowie.
- Chwileczkę - stwierdziła w końcu, starając się ukryć niepokój i wyminęła mężczyznę, żeby otworzyć drzwi, wychylić przez nie głowę, upewnić się, że przypadkiem nikt się tu nie kręci... i żeby z powrotem cofnąć się do pomieszczenia oraz przekręcić klucz w zamku. Jak na osobności, to na osobności; może lepiej, żeby nikt nie wparował w środku rozmowy, która zresztą nie wyglądała na udzielanie pomocy.
- Rozumiem, że to nie może poczekać, aż stąd wyjdę? - bardziej stwierdziła niż spytała, opierając się jednocześnie plecami o drzwi - Raczej nie mamy wiele czasu, zanim uzdrowiciel tu przyjdzie, ale... - wskazała gestem dłoni krzesło; na najwygodniejsze specjalnie nie wyglądało, tak samo jak raczej nie było co liczyć na gorącą herbatę.