Alexander był tak zaspany, że nie wyczuł zmartwienia w tonie głosu brata, czy po prostu miał to gdzieś? A może Flynn znowu przesadzał, zamartwiając się tym wszystkim, może to wcale nie było takie skomplikowane, tylko on sam sobie tworzył w głowie ten wisielczy nastrój, bo zwyczajnie nie potrafił egzystować szczęśliwy? W końcu był autorem lub współautorem przynajmniej połowy problemów, na temat których chciał z nim tak zawzięcie porozmawiać.
Było tak ciężko o tym myśleć, kiedy ten ciepły człowiek oddający ci się bezgranicznie mimo posiadania tak licznych wad, przytulał się do ciebie i mówił spokojnym głosem, żebyś zasnął. Nie chciał spać. Chciał rozmawiać, chciał mu wyszeptać do ucha wszystkie te rzeczy, jakich się bał od lat. Byli ze sobą już ze trzy, a on mu nadal nie wyjaśnił jak bardzo go ta relacja z Fontaine i ukształtowała i na kogo, nie miał nawet odrobiny odwagi na zwierzenie się z tego jak często o niej myślał i tęsknił. Tona spraw z przeszłości, zagrzebanych gdzieś głęboko, tak żeby nie wystawały spod sterty liści. Ale te liście rozwiewało jeden po drugim i szczyt tej głupoty już było widać, zaraz los odsłoni przed Alexandrem cały pomnik tej porażki, jaką było jego życie - zawiedzie się? To mało powiedziane.
- Tak, kocham cię - powtórzył za nim, obejmując go rękoma i układając się wygodnie, nawet jeżeli już teraz wiedział, że nie zaśnie całą noc. Ale mógł przynajmniej nad nim czuwać. - Ale porozmawiamy o tym jutro, tak? - Zawahał się. - Już śpię. - Tak naprawdę to nie spał. Ani teraz, ani przez następnych kilkanaście godzin.
To, że nie spał, odbiło się na nim następnego dnia. Wyglądał i zachowywał się jak trup, bo obiecał pomóc w masie pierdół, przy których tak naprawdę nie chciał pomagać i zgodził się tylko dlatego, że nie mógł już udawać wiecznie zajętego (niestety rodzinka zorientowała się, że kiedy szedł do miasta, to najczęściej ucinał sobie drzemkę na drzewie, po tym jak pobił go tam Bulstrode), a nie miał nic sensownego do roboty. Po obskoczeniu każdego w potrzebie i wyskakaniu codziennego minimum na trampolinie nie wszedł, a wczołgał się do tego łóżka na wpół przytomny. Kiedy do wozu wrócił Alexander, zastał następującą scenę: buty, skarpetki, spodnie i koszulka Flynna leżały w równej linii prowadzącej od drzwi do śpiącego delikwenta, porzucone tam tak, jakby idąc ściągał z siebie cokolwiek z zamkniętymi oczami i pozostawiał to dokładnie tam, gdzie spadło. On sam leżał na pościeli kompletnie rozjebany, pokrywając ciałem większość powierzchni materaca i chrapał w najlepsze, chociaż nie dobiła jeszcze północ. Znając go, będzie trwał w tej pozycji do godziny czternastej dnia następnego.
Było tak ciężko o tym myśleć, kiedy ten ciepły człowiek oddający ci się bezgranicznie mimo posiadania tak licznych wad, przytulał się do ciebie i mówił spokojnym głosem, żebyś zasnął. Nie chciał spać. Chciał rozmawiać, chciał mu wyszeptać do ucha wszystkie te rzeczy, jakich się bał od lat. Byli ze sobą już ze trzy, a on mu nadal nie wyjaśnił jak bardzo go ta relacja z Fontaine i ukształtowała i na kogo, nie miał nawet odrobiny odwagi na zwierzenie się z tego jak często o niej myślał i tęsknił. Tona spraw z przeszłości, zagrzebanych gdzieś głęboko, tak żeby nie wystawały spod sterty liści. Ale te liście rozwiewało jeden po drugim i szczyt tej głupoty już było widać, zaraz los odsłoni przed Alexandrem cały pomnik tej porażki, jaką było jego życie - zawiedzie się? To mało powiedziane.
- Tak, kocham cię - powtórzył za nim, obejmując go rękoma i układając się wygodnie, nawet jeżeli już teraz wiedział, że nie zaśnie całą noc. Ale mógł przynajmniej nad nim czuwać. - Ale porozmawiamy o tym jutro, tak? - Zawahał się. - Już śpię. - Tak naprawdę to nie spał. Ani teraz, ani przez następnych kilkanaście godzin.
To, że nie spał, odbiło się na nim następnego dnia. Wyglądał i zachowywał się jak trup, bo obiecał pomóc w masie pierdół, przy których tak naprawdę nie chciał pomagać i zgodził się tylko dlatego, że nie mógł już udawać wiecznie zajętego (niestety rodzinka zorientowała się, że kiedy szedł do miasta, to najczęściej ucinał sobie drzemkę na drzewie, po tym jak pobił go tam Bulstrode), a nie miał nic sensownego do roboty. Po obskoczeniu każdego w potrzebie i wyskakaniu codziennego minimum na trampolinie nie wszedł, a wczołgał się do tego łóżka na wpół przytomny. Kiedy do wozu wrócił Alexander, zastał następującą scenę: buty, skarpetki, spodnie i koszulka Flynna leżały w równej linii prowadzącej od drzwi do śpiącego delikwenta, porzucone tam tak, jakby idąc ściągał z siebie cokolwiek z zamkniętymi oczami i pozostawiał to dokładnie tam, gdzie spadło. On sam leżał na pościeli kompletnie rozjebany, pokrywając ciałem większość powierzchni materaca i chrapał w najlepsze, chociaż nie dobiła jeszcze północ. Znając go, będzie trwał w tej pozycji do godziny czternastej dnia następnego.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.