Elaine rozumiała niektóre zagadnienia ludzi z zewnątrz. Wiedziała, że gonili za pojęciem dziwnej czystości, która w ostatecznym rozrachunku i tak znaczenia nie będzie miała. I tak umrą i staną się tylko nawozem dla gleby – tak samo umierają jak ci, co nie są uznawani za czystych, i tak znikną i każdy o nich zapomni niezależnie od tego jaki ich status był. Zapamiętywane są czyny, a nie metaliczna, czerwona krew w żyłach, która wygląda jak każda inna. Rozumiała to, ale nigdy nie będzie w stanie zaakceptować tej niesprawiedliwości, że jedni uważają się za lepszy od tych drugich, bo sensu w tym nie było. Obserwowała go uważnie, a oczach tliło się delikatne rozczarowanie, ale też zrozumienie dla jego małej głupotki i hipokryzji. Podniosła się z miejsca i skocznym krokiem stanęła przed nim. Oparła dłoń o chybotliwy stoliczek i spojrzała mu w oczy.
– Wiesz, że to jest hipo… hipokry…zja – ostatnie słowo powiedziała z niepewnością. Kiedyś je usłyszała od jednej ze sióstr i starała się je zapamiętać, bo idealnie opisywało ludzi spoza cyrku, a w tym również Edwarda. – Nie umiem zrozumieć dlaczego nie liczy się dla was miłość i szczęście, a takie dziwne i głupie gonienie za czymś, czego nie możesz nawet do końca udowodnić jest tak bardzo istotne. – odpowiedziała patrząc mu intensywnie w oczy jakby chciała odczytać z nich to, czego nie potrafiła zrozumieć. Dlaczego oni się tak bardzo upierali się przy tym, aby zachowywać tę czystość w życiu innych osób. Łatwo było to oszukać. Gdyby została adoptowana przez jakąś rodzinę o statusie czystej, gdyby została wdrożona w ich rodzinę tak, że nikt nawet nie wiedział, że była z ulicy to Edward nigdy nie udowodniłby jej statusu krwi. To było naprawdę głupie pojęcie.
Gdy wspomniał, że Laurent to jego syn odsunęła się od niego czując jak policzki delikatnie się jej zaróżowiły. Niesamowite jak ten świat był mały, od Laurenta jednak nie poczuła nigdy tego, aby jej status był gorszy, a Edward otwarcie jej powiedział, że nie nadawała się do dołączenia do jego rodziny. Nie, nie miała mu tego za złe, ale to było naprawdę fascynujące.
– Tak, było miło. Laurent to naprawdę miły chłopak. – odpowiedziała mu z uśmiechem. Polubiła jego syna, było jej zawsze przyjemnie w jego towarzystwie. Traktował ją tak szczególnie, że Elaine nie czuła się przy nim nawet skrępowana.