Yvone, jak i widownia, wyczekiwali odpowiedzi dotyczące życia miłosnego kandydatów.
— Moja pierwsza dziewczyna, tak? — kandydat numer jeden powtórzył, chyba nawet się przy tym lekko uśmiechając, a przynajmniej to mógł sugerować ton jego głosu. — To była jeszcze moja szczenięca miłość ze szkolnych korytarzy i do tej pory wspominam ją z sympatią. Nie będę ukrywał, że początkowo oczarowała mnie przede wszystkim swoim wyglądem. Z czasem jednak, kiedy lepiej się poznaliśmy, okazało się że mamy wiele wspólnych cech charakteru i zainteresowań.
— Jak uroczo! — dodała Yvone.
Kandydat numer dwa miał za zadanie opisać najlepiej spędzony dzień z jedną z poprzednich wybranek.
— To było po ukończeniu szkoły, gdy dostaliśmy wyniki egzaminów — przyznał, wzdrygając się pod wpływem napływu wspomnień o niedoszłej wybrance serca. — Ja... Miałem mieć ważną kolację z przyjaciółmi rodziców. Biznesową. Tak mi się wydaję. — Podrapał się po karku, powoli zbierając myśli do kupy. Stronił od tych wspominek, jednak teraz eliksir prawdy wyciągał przeszłość na światło dzienne. A on się nawet zbytnio przed tym nie wzbraniał. — Wymknąłem się z rana, uciekłem do miasta i spotkaliśmy się na dworcu. Mieliśmy iść na Horyzontalną, znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale zamiast tego wsiedliśmy w pociąg. — W głosie kandydata rozbrzmiała nostalgia i... ból, który przez tak długi czas przepracowywał na własną rękę. — Naszym celem była Dolina Godryka, ale wysiedliśmy wcześniej. Wylądowaliśmy na jakimś mugolskim odludziu. Wieś pozabijana dechami, pełna staruchów. — Wbił wzrok w podłogę sceny. — Ale ona... Znalazła altanę nad jeziorem. Słońce tak pięknie padało na jej włosy, że... Praktycznie się jej oświadczyłem. Nie patrząc na konsekwencje.
Yvone aż teatralnie zasłoniła usta słysząc taką intymną historię.
Jak by wyglądało jego życie, gdyby wtedy faktycznie przemówił i rzucił się przed ukochaną na kolana? Czy uniknęliby w ten sposób przykrego splotu przypadków przez który dziewczyna odeszła z tego świata? Czy zostałby wyklęty przez swoją familię, zmuszony do tego, żeby żyć na własny rachunek bez dostępu do rodzinnych monet i czeków? Szarpnął głową, robiąc krok w tył. Skinął głową prezenterce.
— Najwyraźniej mam w sobie coś z romantyka — zażartował na koniec, siląc się na dowcipny ton.
— Zdecydowanie... — westchnęła tylko Yvone z rozmarzonym spojrzeniem.
Kandydat numer trzy dostał interesujące zadanie. Musiał się zastanowić, co powiedziałby w tym momencie swojej byłej dziewczynie.
[a]— Mojej co? — Zapadła dłuższa cisza. Yvone aż rozejrzała się na swoich pomocników, czy czasem kandydat numer trzy znowu nie został wyciszony. Ale nie, on się po prostu zastanawiał. — W innym życiu poszłoby nam lepiej. Moglibyśmy otworzyć razem jakąś pralnię albo coś.
— Jakie to smutne — westchnęła dramatycznie Yvone.
Ostatni z kandydatów miał powiedzieć, co zmieniłby w swojej poprzedniej relacji, gdyby mógł cofnąć czas. Przez moment wpatrywał się tępo w przestrzeń, nieco zielonkawy na twarzy, jak gdyby nagle go zemdliło. Bez słowa wychylił jednak podany mu kieliszek z eliksirem.
— Niczego bym nie zmienił — odpowiedział krótko na pytanie Lizzy. — Starałbym się tylko być dla niej lepszym męż- czyzną.
— Cóż za zdecydowanie! Bardzo podoba mi się ta odpowiedź — skomentowała Yvone, po czym zwróciła się do Lizzy. — Moja droga. Zastanów się nad tym, co usłyszałaś od naszych kandydatów. A następnie... jeden po drugim... Wyeliminuj trzech z nich, aż zostanie ten jeden jedyny.
Światła nieco przygasły, oprócz tych oświetlających Lizzy. Oczy wszystkich zwrócone były właśnie na nią. (Oprócz panów, którzy mogli jedynie wpatrywać się w parawanik rozdzielający scenę na dwie części.)