14.11.2022, 22:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2022, 22:33 przez Cedric Lupin.)
Słuchając z boku ich rozmowy, czuł się niekomfortowo, szczególnie że to on był jej głównym tematem. I chociaż kusiło go, aby dodać coś od siebie, ostatecznie zrezygnował. Głównie dlatego, że nie chciał ryzykować większym rozgniewaniem Cecylki. Bo chociaż ktoś z boku mógłby uznać, że ta jest już zła, on doskonale wiedział, że nie był to nawet niewielki ułamek jej zdolności. Wciąż miał traumy pochodzące z dzieciństwa i niekoniecznie chciał robić sobie kolejne. Zresztą, ciężko byłoby mu się kłócić, w końcu miały racje. Dora zdecydowanie wyświadczyła mu sporą przysługę. Wątpił w to, żeby Danny zachwyciła się, gdyby zobaczyła go w takim stanie. Starczyło już to, że nie była wybitnie zachwycona tym, że musiał przyjść tutaj sama. Nie chciał dodawać do nastroju kolejnej cegiełki w formie samego siebie ubranego w zdecydowanie nietrafione szaty. Tak w sumie to poplamiony, brudny kitel nie pasował chyba nigdzie poza szpitalem. Wciąż jednak był wygodny!
Garnitur Erika nie był wcale taki zły. O dziwo rozmiarem był prawie w sam raz, także nie wyglądał, jakby odziedziczył go po starszym bracie. Chociaż tyle.
— Wcale nie kłamałem. Po prostu chciałem pominąć pewne nieistotne momenty — wyburczał odruchowo w odpowiedzi i dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie powiedział. Jego wzrok momentalnie padł na Cecylkę, a jej mina sprawiła, że postanowił dodać do tego coś więcej. Bardzo, ale to bardzo szybko.
— Ale zjem! I więcej nie będę chodził głodny w pracy, okey? Wiem, że jedzenie jest ważne. Po prostu mieliśmy urwanie głowy z pacjentami i... tak wyszło. Naprawdę nie musisz mnie bić — rzucił bardziej wycofanym głosem, próbując jakoś załagodzić potencjalny wybuch.
Zaraz też odwrócił się w stronę Dory, której podejście zdecydowanie bardziej mu pasowało. Pewnie dlatego, że z jej spojrzenia nie biły gromy.
Kiwnął jej głową, po czym lekko się uśmiechnął. — Macie rację. Jak tylko zejdziemy na dół, zgarnę kilka ciastek. I pralinkę. Aczkolwiek nie męcz żadnego skrzata! W razie potrzeby sam zaparzę sobie miętę. I tak mają sporo roboty z tym całym balem — dokończył, posyłając dziewczynie przyjazne spojrzenie. Tak, zdecydowanie żałował, że już razem nie pracowali. Była tak miłą odmianą dla jego siostry, którą oczywiście kochał, ale nie zmieniało to tego, że się jej obawiał.
Skrzywił się, gdy napomknięto w dość brutalny sposób o jego skarpetach, ale nie dał się zbić z tropu, aż tak.
— Rano się śpieszyłem i wziąłem pierwsze lepsze ubrania, a nie wyrzuciłem ich, bo nie mam serca. Wiąże się z nimi tyle miłych wspomnień, przecież wiesz. Chociaż pewnie przydałoby się je zacerować. Zajmę się tym - dodał, gwałtownie kiwając przy tym głową. Miał nadzieję, że w ten sposób zdoła ją nieco uspokoić.
Gdy w końcu wyszli z pomieszczenia, poczuł się nieco swobodnie, jak gdyby cała zła atmosfera pozostała za drzwiami. Na twarzy zagościł mu szeroki, ciepły uśmiech, a z oczu zniknęło nieco trosk. Zapomniał nawet, że jest głodny.
Zaklaskał lekko w dłonie, gdy siostra postanowiła zrobić im mini rewię mody. — Dora ma rację! Silas zdecydowanie będzie żałował, że nie nie przyszedł tutaj wcześniej. Co do Danny zaś — zaczął, nawiązując do słów, które wcześniej wypowiedziała jego znajoma. — Zgarnęłaś mnie tak szybko, że nie zdążyłem się rozejrzeć. Chyba jej nie było, ale może już się pojawiła? Oby! Mówiła mi, że znalazła jakieś świetne ubrania. W sensie. Jej we wszystkim jest ładnie, ale jestem ciekaw, co wypatrzyła tym razem! — rzucił, a jego policzki mimowolnie poczerwieniały, a spojrzenie zrobiło się nieco rozmarzone.
Zaraz jednak wrócił do teraźniejszości.
— Co będę chciał robić? — zaczął, zerkając przy tym na oddalającą się od niego Brennę, wciąż przetrawiając jej informacje. Przy okazji zerknął na swój mieszek, oceniając, czy stać go na takie przygody. Ważąc go w dłoni, zastanawiał się, czy chce brać pożyczki, ale wizja szerokiego uśmiechu Danny sprawiała, że ciężko było powiedzieć sobie nie. — Wiecie co... chyba spróbuję coś wylicytować. Danny lubi biżuterię, a ponoć mają wystawić ładny pierścień! Może chcecie przejść się ze mną? — rzucił, patrząc na nie z nadzieją w oczach. Gdy pokiwały głową, niemal w podskokach ruszył w stronę licytacji. W trakcie krótkiej wędrówki dostrzegł Camerona, któremu energicznie odmachał, ale widząc, że ten jest ze znajomymi, postanowił mu nie przeszkadzać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
I chociaż jeszcze chwilę wcześniej był w doskonałym humorze, stanął dęba, gdy usłyszał aktualną cenę przedmiotu, o który chciał walczyć. 50 galeonów to było cholernie dużo pieniędzy, a on raczej tyle przy sobie nie miał. Przez kilka długich chwil myślał, co ma tera zrobić, ale ostatecznie impuls wygrał z rozumem.
— 60 galeonów! — wykrzyknął, włączając się do licytacji o pierścień. Zaczął żałować tej decyzji, gdy tylko to powiedział, ale cóż, teraz nie miał już jak od tego uciec. Pozostawało mieć nadzieję, że nikt więcej nie będzie chciał tego przedmiotu, a do jego kieszeni magicznie namnożą się galeony. I chociaż starał się grać pewnego, jeśli ktoś go znał, mógł dostrzec w jego spojrzeniu rosnący niepokój. Szczególnie stojąca przy nim Cecily i Dora.
Garnitur Erika nie był wcale taki zły. O dziwo rozmiarem był prawie w sam raz, także nie wyglądał, jakby odziedziczył go po starszym bracie. Chociaż tyle.
— Wcale nie kłamałem. Po prostu chciałem pominąć pewne nieistotne momenty — wyburczał odruchowo w odpowiedzi i dopiero po chwili dotarło do niego, co właśnie powiedział. Jego wzrok momentalnie padł na Cecylkę, a jej mina sprawiła, że postanowił dodać do tego coś więcej. Bardzo, ale to bardzo szybko.
— Ale zjem! I więcej nie będę chodził głodny w pracy, okey? Wiem, że jedzenie jest ważne. Po prostu mieliśmy urwanie głowy z pacjentami i... tak wyszło. Naprawdę nie musisz mnie bić — rzucił bardziej wycofanym głosem, próbując jakoś załagodzić potencjalny wybuch.
Zaraz też odwrócił się w stronę Dory, której podejście zdecydowanie bardziej mu pasowało. Pewnie dlatego, że z jej spojrzenia nie biły gromy.
Kiwnął jej głową, po czym lekko się uśmiechnął. — Macie rację. Jak tylko zejdziemy na dół, zgarnę kilka ciastek. I pralinkę. Aczkolwiek nie męcz żadnego skrzata! W razie potrzeby sam zaparzę sobie miętę. I tak mają sporo roboty z tym całym balem — dokończył, posyłając dziewczynie przyjazne spojrzenie. Tak, zdecydowanie żałował, że już razem nie pracowali. Była tak miłą odmianą dla jego siostry, którą oczywiście kochał, ale nie zmieniało to tego, że się jej obawiał.
Skrzywił się, gdy napomknięto w dość brutalny sposób o jego skarpetach, ale nie dał się zbić z tropu, aż tak.
— Rano się śpieszyłem i wziąłem pierwsze lepsze ubrania, a nie wyrzuciłem ich, bo nie mam serca. Wiąże się z nimi tyle miłych wspomnień, przecież wiesz. Chociaż pewnie przydałoby się je zacerować. Zajmę się tym - dodał, gwałtownie kiwając przy tym głową. Miał nadzieję, że w ten sposób zdoła ją nieco uspokoić.
Gdy w końcu wyszli z pomieszczenia, poczuł się nieco swobodnie, jak gdyby cała zła atmosfera pozostała za drzwiami. Na twarzy zagościł mu szeroki, ciepły uśmiech, a z oczu zniknęło nieco trosk. Zapomniał nawet, że jest głodny.
Zaklaskał lekko w dłonie, gdy siostra postanowiła zrobić im mini rewię mody. — Dora ma rację! Silas zdecydowanie będzie żałował, że nie nie przyszedł tutaj wcześniej. Co do Danny zaś — zaczął, nawiązując do słów, które wcześniej wypowiedziała jego znajoma. — Zgarnęłaś mnie tak szybko, że nie zdążyłem się rozejrzeć. Chyba jej nie było, ale może już się pojawiła? Oby! Mówiła mi, że znalazła jakieś świetne ubrania. W sensie. Jej we wszystkim jest ładnie, ale jestem ciekaw, co wypatrzyła tym razem! — rzucił, a jego policzki mimowolnie poczerwieniały, a spojrzenie zrobiło się nieco rozmarzone.
Zaraz jednak wrócił do teraźniejszości.
— Co będę chciał robić? — zaczął, zerkając przy tym na oddalającą się od niego Brennę, wciąż przetrawiając jej informacje. Przy okazji zerknął na swój mieszek, oceniając, czy stać go na takie przygody. Ważąc go w dłoni, zastanawiał się, czy chce brać pożyczki, ale wizja szerokiego uśmiechu Danny sprawiała, że ciężko było powiedzieć sobie nie. — Wiecie co... chyba spróbuję coś wylicytować. Danny lubi biżuterię, a ponoć mają wystawić ładny pierścień! Może chcecie przejść się ze mną? — rzucił, patrząc na nie z nadzieją w oczach. Gdy pokiwały głową, niemal w podskokach ruszył w stronę licytacji. W trakcie krótkiej wędrówki dostrzegł Camerona, któremu energicznie odmachał, ale widząc, że ten jest ze znajomymi, postanowił mu nie przeszkadzać. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
I chociaż jeszcze chwilę wcześniej był w doskonałym humorze, stanął dęba, gdy usłyszał aktualną cenę przedmiotu, o który chciał walczyć. 50 galeonów to było cholernie dużo pieniędzy, a on raczej tyle przy sobie nie miał. Przez kilka długich chwil myślał, co ma tera zrobić, ale ostatecznie impuls wygrał z rozumem.
— 60 galeonów! — wykrzyknął, włączając się do licytacji o pierścień. Zaczął żałować tej decyzji, gdy tylko to powiedział, ale cóż, teraz nie miał już jak od tego uciec. Pozostawało mieć nadzieję, że nikt więcej nie będzie chciał tego przedmiotu, a do jego kieszeni magicznie namnożą się galeony. I chociaż starał się grać pewnego, jeśli ktoś go znał, mógł dostrzec w jego spojrzeniu rosnący niepokój. Szczególnie stojąca przy nim Cecily i Dora.