10.11.2023, 19:20 ✶
– U was faktycznie nie spodziewałbym się portretu mnichów z szesnastego wieku upijających się winem – skwitował Cathal.
Sam był… chyba dość przeciętny, jeśli szło o bycie problematycznym uczniem. Miał mocne problemy z uznawaniem autorytetów, przychodząc do szkoły jako czternastolatek znał zapewne więcej paskudnych zaklęć niż wszyscy siódmorocznicy razem wzięci, chętnie sprawdzał to, co go zainteresowało i niekoniecznie był miły dla rówieśników. Ale jednocześnie nie miał zapędów do bycia łobuzem i nie chciałoby się mu tracić czasu na łamanie regulaminu tylko w imię jakiegoś buntu.
Jamila w czasach szkolnych mógł sobie jednak wyobrazić jako jednego z tych uczniów, którzy zgarniali szlaban za szlabanem, i równie często wkurzali kolegów jak przyprawiali ich o śmiech.
– Pudło. To była duża bardziej fascynująca historia, ale jestem pewien, że ja nie oddam jej pełnej sprawiedliwości – oświadczył, uśmiechając się półgębkiem. Sam zapewne też zauważył, że w dużej mierze złośliwości Anwara pod adresem Nell były mniej więcej tym samym poziomem, co nastoletniego chłopca próbującego zwrócić na siebie uwagę dziewczyny, którą lubi, ale nigdy tego nie skomentował. Nie pytał też nigdy Bagshotówny, co ona na to, ostatecznie to nie była jego sprawa. Zwłaszcza, że wiedział: gdyby Nell uznała, że wtrąca się w nie swoje sprawy, może nie rzuciłaby na niego jakiejś paskudnej klątwy, ale już nie podarowałaby sobie paru złośliwych komentarzy, a potem przy pierwszej okazji zaserwowałaby mu jakiś paskudny eliksir.
Gdy McGongall wstała, zostawił na blacie monety z zapłatą za zamówienie i również podniósł się z miejsca, by razem z nią ruszyć w ciemność, spowijającą już okolice Hogsmeade. Nie widział w ciemnościach tak dobrze, jak ona, i gdy zbliżyli się do skraju wioski, gdzie nie sięgał już blask lamp, też wyciągnął różdżkę i rozświetlił ją za pomocą lumos. Wieczór był ciepły, a na niebie błyszczały gwiazdy i księżyc. Shafiq nie mówił wiele, pogrążony we własnych myślach, z których wyrwał go cichy, dziecięcy głos, jaki mniej więcej w połowie drogi do cmentarza odezwał się nagle za ich plecami.
– Przepraszam? Czy mogliby mi państwo pomóc?
Odwrócił się, a światło różdżki padło na kilkuletnią dziewczynkę w wytwornym ubraniu, które wskazywało na to, że ktokolwiek je dla niej wybrał, miał po pierwsze pieniądze, po drugie zapewne konserwatywne poglądy.
Sam był… chyba dość przeciętny, jeśli szło o bycie problematycznym uczniem. Miał mocne problemy z uznawaniem autorytetów, przychodząc do szkoły jako czternastolatek znał zapewne więcej paskudnych zaklęć niż wszyscy siódmorocznicy razem wzięci, chętnie sprawdzał to, co go zainteresowało i niekoniecznie był miły dla rówieśników. Ale jednocześnie nie miał zapędów do bycia łobuzem i nie chciałoby się mu tracić czasu na łamanie regulaminu tylko w imię jakiegoś buntu.
Jamila w czasach szkolnych mógł sobie jednak wyobrazić jako jednego z tych uczniów, którzy zgarniali szlaban za szlabanem, i równie często wkurzali kolegów jak przyprawiali ich o śmiech.
– Pudło. To była duża bardziej fascynująca historia, ale jestem pewien, że ja nie oddam jej pełnej sprawiedliwości – oświadczył, uśmiechając się półgębkiem. Sam zapewne też zauważył, że w dużej mierze złośliwości Anwara pod adresem Nell były mniej więcej tym samym poziomem, co nastoletniego chłopca próbującego zwrócić na siebie uwagę dziewczyny, którą lubi, ale nigdy tego nie skomentował. Nie pytał też nigdy Bagshotówny, co ona na to, ostatecznie to nie była jego sprawa. Zwłaszcza, że wiedział: gdyby Nell uznała, że wtrąca się w nie swoje sprawy, może nie rzuciłaby na niego jakiejś paskudnej klątwy, ale już nie podarowałaby sobie paru złośliwych komentarzy, a potem przy pierwszej okazji zaserwowałaby mu jakiś paskudny eliksir.
Gdy McGongall wstała, zostawił na blacie monety z zapłatą za zamówienie i również podniósł się z miejsca, by razem z nią ruszyć w ciemność, spowijającą już okolice Hogsmeade. Nie widział w ciemnościach tak dobrze, jak ona, i gdy zbliżyli się do skraju wioski, gdzie nie sięgał już blask lamp, też wyciągnął różdżkę i rozświetlił ją za pomocą lumos. Wieczór był ciepły, a na niebie błyszczały gwiazdy i księżyc. Shafiq nie mówił wiele, pogrążony we własnych myślach, z których wyrwał go cichy, dziecięcy głos, jaki mniej więcej w połowie drogi do cmentarza odezwał się nagle za ich plecami.
– Przepraszam? Czy mogliby mi państwo pomóc?
Odwrócił się, a światło różdżki padło na kilkuletnią dziewczynkę w wytwornym ubraniu, które wskazywało na to, że ktokolwiek je dla niej wybrał, miał po pierwsze pieniądze, po drugie zapewne konserwatywne poglądy.