Dostrzegł, a raczej poczuł jak Maeve ściąga go swoim wzrokiem, więc i odpowiedział na to wezwanie, spoglądając na nią. Uśmiechnął się pod nosem jakby chciał jej odpowiedzieć tak, a następnie zakrył usta dłonią co by nie wybuchnąć przy wszystkich. Powiedzieć, że Nicholas wpierdolił się na minę ze swoją chęcią pomocy to jak nie powiedzieć nic. Jednak czy można było mu się dziwić? Nie znał Maeve, a chciał dobrze wypaść przed całą resztą. Chciał udowodnić, że w porównaniu do nich zna te wszystkie zasady savoir vivre'u i innych tego typu regułek czy formułek? Bo jeżeli tak... to nie wyszło. Młoda Changówna była chyba ostatnią osoba, która mogłaby chcieć pomocy od faceta, a już na pewno ostatnią aby się do tego przyznać. Sam tego problemu z nią nie miał, ponieważ byli wspólnikami i nie prosili o pomoc płci przeciwnej, a swojego wspólnika - taka win-win situation.
Może i by ta kartka była bezpieczniejsza? Wtedy istniałaby szansa, że Stanley zapamięta nazwę tej rośliny, wszak już zdążył ją zamienić na psinkę trującą... ale był niemal pewny, że pierwsza wersja brzmiała inaczej. Czy chciał się rozczarować? Nie. Najważniejsze było to, że wiedział aby tego nie spożywać - Heh - Maeve komplementowała jak zawsze. Czy można było nie zgodzić się z jej słowami? Trochę nie bardzo, ponieważ mówiła prawdę... a przynajmniej w pewnej części. Bo w sumie gdyby życie ich tak nie pokarało to robiliby jakieś wielkie kariery w Ministerstwie czy innych organizacjach zamiast grzać ławę na Nokturnie - Miła jak zawsze - skwitował, zdając sobie sprawę, że ewentualna dyskusja i tak by nie przyniosła żadnego skutku. No bo co, mieli pogryźć się tutaj jak te przysłowiowe dwa koty? Bez sensu, a i mogliby skasować przynajmniej trochę galeonów na poczet spłaty przyszłej hipoteki. Ktoś przecież musiał na nią zarobić, czyż nie?
Kiedy Sauriel przedstawił go Belli kiwnał głową na potwierdzenie, że on to on. Ledwo złapał prezent powitalny od Black, wszak nie spodziewał się przekazania z takim impetem czy nawet zaangażowaniem. Odstawił go zaraz na stół i kiwnął w kierunku Francisa, który też wiedział o co w tym momencie chodzi. Nie musiała minąć nawet sekunda, a ich barman i kuchmistrz podszedł, zgarnął to co miał zabrać i ponownie zniknął na zapleczu. Nie byłby też sobą, gdyby nie omieszkał również posłać spojrzenia Borginowi w stylu na serio? Znał jednak odpowiedź na to pytanie. Za to mu właśnie płacono i powinien się cieszyć, że dzisiaj musiał tylko stać i trochę pochodzić, a nie użerać się z ciężką klientelą, która miała zasiadać w tym lokalu na porządku dziennym.
Czy właśnie w ten sposób Malfoyówna zdobywała te wszystkie informacje? Uśmiech tu, miłe słówko tam i bach - ofiara złapana w sieć. Dosłownie i w przenośni. Przypominało to trochę czarną wdowę w swoim działaniu. Gdyby Borgin znał się na pajęczakach to mógłby jej o tym wspomnieć, a tak to nie... cóż za pech - Na pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze Lorraine - od razu dodał od siebie odnośnie tego całego "pana kapitana". On nawet nie potrafił jakoś specjalnie operować łódką inaczej, niż siedzieć i czekać aż zrobi to ktoś inny - Nie chce Cię smucić... ale aktualnie nic takiego nie ma. Nic jednak straconego. Gwarantuję Ci, że załatwimy jakieś pianino i... - podrapał się po brodzie w zamyśle, wskazując po chwili jakieś miejsce w rogu sali - postawimy je tam - zapewnił i nie rzucał w tym momencie słów na wiatr. Stanley miał zamiar najpierw popytać, a jakby nie odnalazł to przecież ktoś na Nokturnie im pożyczy na stałe, prawda? Trzeba było się dzielić dobytkiem, a ta właśnie zgraja była trochę jak Robin Hood, który zabierał innym aby dać sobie. Jakie czasy taki Robin Hood.
Tak jak im powiedział, tak miał nadzieję, że zrobił. Chciał im po krótce nakreślić sytuację i dowiedzieć się co nie co o umiejętnościach pozostałych osób. Sauriel oczywiście nie kwapił się aby powiedzieć cokolwiek o sobie ale jego akurat to chyba wszyscy znali. Jego odpowiedź na pytanie, po części prośbę była niemal jak jego odpowiedź na maile listy - "OK" i tyle - Uroki... - popukał się w podbródek na słowa Nicholasa - Dobrze, dobrze... - skwitował, przenosząc wzrok na Mewę - Mocna głowa... no tak - zgodził się. Jako, że znał się z Changówną nie od dzisiaj, domyślał się co może się zaraz stać i w sumie to się stało. Teraz nie mieli jednego Sauriela. Mieli ich dwóch. Stanley aż się zaczął zastanawiać czy byłaby w stanie opierdolić największą wiejską pitce z brzegowymi serami skoro potrafiła dokładnie to samo co Rookwood... Ale to pytanie musiało chyba tylko zostać w sferze domysłów - Świetna sztuczka - zgodził się z Bellą, spoglądając na moment na Rookwooda aby przejść do Belli. Wysłuchał jej równie uważnie co wszystkich pozostałych - Przydatne, wręcz bardzo przydatne - odparł, a następnie zaciągnął się papierosem. Wszystko wskazywało na to, że nie tylko Borgin zabłądził w swojej Ministerialnej karierze na Nokturnie. Ciekawa banda się robi... I została tylko Lorraine do przedstawienia się z wyuczonego fachu. Tutaj też nie był raczej zaskoczony. Może jedynie te nagrobki go trochę zdziwiły - Mam rozumieć, że jakby się komuś potknęła noga to jego rodzina może liczyć na zniżkę? - zażartował odnośnie organizacji takich ceremoniałów. Z drugiej zaś strony było to całkiem przydatne - mogli zorganizować jakikolwiek pogrzeb bez niepotrzebnego nagłaśniania sprawy czy informowania niepożądanych osób.
Wszystko wskazywało, że tą miłą część, zwaną również "zapoznawczą" mają za sobą i mogą przejść do konkretów... no ale nie. Ktoś musiał być w gorącej wodzie kąpany zupełnie jak Rookwood i wparował z buta do środka. Co by nie mówić, wejście było bardzo efektowne ale i efektywne, ponieważ Leo kupił chyba uwagę wszystkich, a już na pewno gospodarza tego przybytku - Imponujące wejście... Już wiemy kto będzie odpowiedzialny za wparowania do innych lokali - uśmiechnął się pod nosem, komplementując poczynania O'Dwyera. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz kiedy w ten sposób wszedł do tego przybytku. Stanley bardzo nie chciał aby ten dawał mu kolejne powody do potraktowania go którymś z czarno magicznych zaklęć, zwłaszcza kiedy miał przydatne umiejętności - był medykiem. Przysłuchiwał się przez chwilę wymianie zdań pomiędzy Lorrainę i Leo, a później wskazał mu dłonią wolne miejsce - Siadaj proszę - zachęcił go aby tak nie stał. Borgin przetarł ręcę i chciał zacząć kolejny temat ze swojej nieistniejącej listy ale ponownie nie było mu to dane. Do środka wparował nikt inny jak Murtagh we własnej osobie. Tylko Ciebie tu kurwa brakowało w tym burdelu na kółkach pokręcił głową, przejeżdżając od razu dłonią po swojej twarzy - Witaj - rzekł i rozejrzał się po sali aby upewnić się, że nigdzie nie ma tabliczki "BURDEL". Na całe szczęście niczego takiego nie dostrzegł - Cieszę się niezmiernie - dodał, spoglądając na kilka sekund w kierunku sufitu. To jeszcze daleka droga przed nami... - To jest Murtagh - wskazał dłonią na Macmillana - A to Sauriel, Nicholas, Maeve, Bella, Lorraine i Leo - przedstawił po kolei całą resztę. Nie miał pojęcia ile osób zna i czy w ogóle kogokolwiek zna ale nie chciał się dopytywać ani czekać, aż wszyscy mu odpowiedzą "cześć Murtagh" - tak jak to bywało na zajęciach czasami - Rzuć jeszcze o sobie z dwa zdania odnośnie swojej mocnej strony i przejdziemy dalej - poprosił dopalając papierosa, kiwając w kierunku Francisa, który zaraz polał mu drinka, a Stanley tylko podszedł go odebrać.
Napił się od razu poczym odstawił szklankę na stół - Dobrze. Czy ktoś zna jakieś fachurę od świstoklików? Ostatni z którym było dane nam współpracować zaginął... - przyznał, spogladając w kierunku Sauriela. Oczywiście chodziło mu i nikogo innego jak Wilhelma z którym mieli okazję współpracować pod koniec kwietnia i tuż przed samym Beltane, a nawet na nim - Drugą sprawa jest taka, że możemy mieć trochę na pieńku od samego startu... Ale tutaj musieliby się bardziej wypowiedzieć Sauriel z Lorrainę, wszak ja nie znam za dużo szczegółów - wyjaśnił. Chodziło mu o tę całą sprawę z Panem Zagadką czy jak mu tam było - może i gość był kropnięty ale jego ludzie raczej nie postanowili przejść na dobrą stronę świata by zacząć uczciwe życie. O nie. Nic z tych rzeczy - ci najpewniej zaczną szukać zemsty i musieli być na to gotowi - Ze spraw organizacyjnych to dodam jeszcze, że jesteśmy mile widziani w lokalu Stanleya Reida. Jego karki też nam w razie czego z chęcią pomogą - stwierdził z uśmieszkiem na ustach - Aha i jeszcze jedno... Uważajcie na siebie bo ludzie tutaj obserwują wszystko. Zaraz zaczną kojarzyć kto tu się pojawia i mogą próbować kogoś sprzątnąć albo porwać... Ale po co ja Wam to w ogóle mówię, przecież wiecie, nie? - wzruszył ramionami, sięgając po szklankę aby się napić.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972