07.11.2023, 23:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2023, 23:05 przez Rodolphus Lestrange.)
To nie była kwestia wieku. Rodolphus po prostu nie zwracał uwagi na to, co niepotrzebne. Duża część wspomnień z Hogwartu była zbędna, ich ogromną część wyrzucił z pamięci. Kolejne miesiące i lata zlały mu się szybko w jedno, sprawiając, że na czasy szkolne patrzył jak przez mgłę. Wyraźne były tylko niektóre momenty. Celowo spychał tego typu wydarzenia, ba - całe lata - w odmęty szaleństwa, do kotła w którym kotłowały się wspomnienia. Robił z nich jedną zupę, by nie musieć obciążać umysłu pierdoletami.
- Wiem, że nie było. Ale problemy nas z przeszłości wydają się tak odległe... Zupełnie jakby przez te parę lat zmienił się świat i to wszystko przestało mieć znaczenie - wzruszył ramionami. Gdy zwolniła, Rolph odetchnął. Może i nie było specjalnie gorąco, ale Trix potrafiła tak pędzić przed siebie, że gdyby tylko ją puścił - na pewno zniknęłaby mu z oczu. I pomyliła drogę, więc by wróciła, złapała go za rękę i pociągnęła w przeciwną stronę. Na samo wyobrażenie tej sceny, jakże prawdopodobnej, zaśmiał się cicho. - Zacofani czy nie, przynajmniej nie dotarła tu brudna moda.
Znowu spoważniał. Ostatnio coraz więcej czasu spędzał w Dolinie Godryka i wcale mu się to nie podobało. Już wolał Hogsmeade z tym swoim zacofaniem. Może to był klucz do tego, by utrzymać jedność i czystość? Po prostu zwolnić? Sprawić, by świat się na chwilę zatrzymał? Sam nie wiedział.
- W razie czego wrócimy po własnych śladach. Nie spieszy nam się, a każda chwila spędzona z tobą sprawia, że czuję się w pełni sobą - posłał jej szeroki, pełen uczucia uśmiech, mocno zaciskając palce na jej dłoni. Zaraz jednak pokręcił głową, nie tracąc uśmiechu z twarzy. Zwierzę... Blisko było do Zakazanego Lasu, ale bez przesady. - Nie, nie wydaje mi się. Jeżeli to byłoby zwierzę, to musiałoby być ogromne, by połknąć ją w całości. Usłyszałabyś, jak się skrada. W innym przypadku byłyby krzyki. Bella, jesteś pewna, że to była dziewczynka? A nie zjawa?
To coś, co mu przyszło do głowy dopiero teraz. Może to było przywidzenie? Dusza, która tu utknęła i nie była pełnoprawnym duchem, który był przezroczysty? Czy to w ogóle miało sens?
Chyba nie miało sensu, bo Rolph nie kontynuował tego wątku. Zamiast tego prawą rękę wsunął do kieszeni marynarki i wydobył z niej srebrną monetę. Raz-dwa położył ją na straganie, obok którego przechodzili, w zamian zabierając z kosza różę. Była krwistoczerwona, do połowy rozkwitnięta.
- Ale normalne dzieci nie rozpływają się tak o w powietrzu. Jakaś iluzja? Na tyle silna, by zdołała cię omamić? - wątpił w to, Bellatrix miała cholernie ogromną silną wolę. Ale może tutaj w grę wchodziły inne siły? Bezwiednie zatrzymał narzeczoną i nachylił się, by skraść jej delikatny pocałunek, jednocześnie wkładając w jej wolną rękę różę. - Ale się nie dowiemy, dopóki nie sprawdzimy. Chodź.
Nie, nie spieszyli się, ale czuł, że energia, którą czuł w środku, zaraz rozerwie go na strzępy. Sam pewnie na miejscu Bellatrix przeczesałby teren wokół miejsca, w którym zaginęła dziewczynka. A potem ruszył niebo i ziemię, by zaspokoić ciekawość. Więc to, co zrobił, było niewielką ceną. Złapał Trix za rękę i pociagnął ją, by zaczęła z nim biec. Na południe od Hogwartu. Bellatrix miała rację - w oddali majaczył im zarys dużego budynku. Nie wyglądał na zamieszkały, ale niektórzy lubili hodować chaszcze wokół domu, więc to o niczym nie świadczyło.
- Wiem, że nie było. Ale problemy nas z przeszłości wydają się tak odległe... Zupełnie jakby przez te parę lat zmienił się świat i to wszystko przestało mieć znaczenie - wzruszył ramionami. Gdy zwolniła, Rolph odetchnął. Może i nie było specjalnie gorąco, ale Trix potrafiła tak pędzić przed siebie, że gdyby tylko ją puścił - na pewno zniknęłaby mu z oczu. I pomyliła drogę, więc by wróciła, złapała go za rękę i pociągnęła w przeciwną stronę. Na samo wyobrażenie tej sceny, jakże prawdopodobnej, zaśmiał się cicho. - Zacofani czy nie, przynajmniej nie dotarła tu brudna moda.
Znowu spoważniał. Ostatnio coraz więcej czasu spędzał w Dolinie Godryka i wcale mu się to nie podobało. Już wolał Hogsmeade z tym swoim zacofaniem. Może to był klucz do tego, by utrzymać jedność i czystość? Po prostu zwolnić? Sprawić, by świat się na chwilę zatrzymał? Sam nie wiedział.
- W razie czego wrócimy po własnych śladach. Nie spieszy nam się, a każda chwila spędzona z tobą sprawia, że czuję się w pełni sobą - posłał jej szeroki, pełen uczucia uśmiech, mocno zaciskając palce na jej dłoni. Zaraz jednak pokręcił głową, nie tracąc uśmiechu z twarzy. Zwierzę... Blisko było do Zakazanego Lasu, ale bez przesady. - Nie, nie wydaje mi się. Jeżeli to byłoby zwierzę, to musiałoby być ogromne, by połknąć ją w całości. Usłyszałabyś, jak się skrada. W innym przypadku byłyby krzyki. Bella, jesteś pewna, że to była dziewczynka? A nie zjawa?
To coś, co mu przyszło do głowy dopiero teraz. Może to było przywidzenie? Dusza, która tu utknęła i nie była pełnoprawnym duchem, który był przezroczysty? Czy to w ogóle miało sens?
Chyba nie miało sensu, bo Rolph nie kontynuował tego wątku. Zamiast tego prawą rękę wsunął do kieszeni marynarki i wydobył z niej srebrną monetę. Raz-dwa położył ją na straganie, obok którego przechodzili, w zamian zabierając z kosza różę. Była krwistoczerwona, do połowy rozkwitnięta.
- Ale normalne dzieci nie rozpływają się tak o w powietrzu. Jakaś iluzja? Na tyle silna, by zdołała cię omamić? - wątpił w to, Bellatrix miała cholernie ogromną silną wolę. Ale może tutaj w grę wchodziły inne siły? Bezwiednie zatrzymał narzeczoną i nachylił się, by skraść jej delikatny pocałunek, jednocześnie wkładając w jej wolną rękę różę. - Ale się nie dowiemy, dopóki nie sprawdzimy. Chodź.
Nie, nie spieszyli się, ale czuł, że energia, którą czuł w środku, zaraz rozerwie go na strzępy. Sam pewnie na miejscu Bellatrix przeczesałby teren wokół miejsca, w którym zaginęła dziewczynka. A potem ruszył niebo i ziemię, by zaspokoić ciekawość. Więc to, co zrobił, było niewielką ceną. Złapał Trix za rękę i pociagnął ją, by zaczęła z nim biec. Na południe od Hogwartu. Bellatrix miała rację - w oddali majaczył im zarys dużego budynku. Nie wyglądał na zamieszkały, ale niektórzy lubili hodować chaszcze wokół domu, więc to o niczym nie świadczyło.