07.11.2023, 22:36 ✶
– Ach, taki masz plan… całkiem sprytnie to sobie przemyślałeś. „Co zrobiłem nie tak, że napotkałem Brennę”, to pytanie, na które pewnie wiele osób w swoim życiu chciało sobie odpowiedzieć – powiedziała, zerkając na brata. Nie. Ani trochę nie była urażona. Tego typu przekomarzanki nigdy jej nie ruszały, a poza tym wiedziała, że Erik sobie żartuje. - Mam nadzieję, że nie zrobiłeś wielu planów na najbliższy tydzień, braciszku. Bo skoro tak troszczysz się o Norę i jej życie uczuciowe, a także o rozrywki, mam doskonały plan. Po godzinach zajmiesz się klubokawiarnią. Staniesz za ladą, rozdasz parę drinków. Twoje fanki wpadną, żeby kawę zrobił im najbardziej pożądany kawaler w Brytanii, klubokawiarnia zwiększy obroty, a Nora sobie odpocznie, zabiorę ją na jakieś tańce albo do teatru i kto wie, może nawet pozna kogoś miłego? Kogoś, kto będzie... bułką kajzerką, a nie chlebem razowym - powiedziała Brenna, przypatrując się Erikowi znad swojego kremowego piwa. Uśmiechała się, ale w jej oczach nie było ani trochę rozbawienia. Do licha, po tym, w co wrobił ich przyjaciółkę, powinien odpokutować grzechy.
Westchnęła, zajrzała do wnętrza kufla, a potem odstawiła go na stolik. Wciąż słuchała każdego słowa, jakie padało ze sceny i chociaż była dumna z tego, jak Figg doskonale sobie radzi, ledwo powstrzymywała się przed skrzywieniem, kiedy zerknęła ku scenie, nad którą wyświetliły się pokoje. Ten bałagan i... ta dziwaczność ostatniego. Nie wspominając już o tym, że okładka książki w pokoju trzeciego wydawała się doklejona. Czy w całej Anglii nie było już żadnego miłego chłopca poza jej bratem? Bo Nora potrzebowała chyba właśnie kogoś... po prostu sympatycznego.
Brenna uśmiechnęła się jednak mimowolnie, kiedy padły odpowiedzi Figg. Do licha, niepotrzebnie tak się martwiła. Nora rządziła na tej scenie.
– Naprawdę, Heath? Będziemy musiały to sprawdzić na jednostkach ciężkich do stłamszenia – rzuciła do Wood, oczywiście nie biorąc jej słów za złe. A i sama nie chciała nijak partnerki urazić: po prostu Heather zdawała się jej zawsze osobą, która lubi wieść prym. I nie to, że Brenna miała to za coś złego…
– Taaak, Erik, tylko chodzi jej chyba o to, że ta książka wygląda, jakby na encyklopedię doklejono okładkę. Zdobądź imię i nazwisko człowieka, którego wybierze. Trzeba będzie go prześwietlić, tak na wszelki wypadek - mruknęła, tym razem już poważnie. Te całe konserwatywne poglądy i mroczne dusze ją niepokoiły. Oj, prześwietli się, wybranego, jego rodziców, dziadków, pracodawcę i najlepszych przyjaciół. - Możesz jej powiedzieć, że zajmę się klubokawiarnią w dniu tej randki. A ty, dzielna lwico… dziękuję, jesteś kochana. Zastanów się w ogóle, co chcesz na urodziny od mamy. Ja znikam, zanim Nora wpadnie tutaj udusić mojego brata i będę czuła się w obowiązku go bronić przed czymś, na co przecież zasłużył... - dodała, podnosząc się i klepnęła Heather w ramię.
Siedziała już tu na tyle długo, że wyjście nie było dziwne. Wypiła większość kremowego, runda pierwsza widowiska zmierzała chyba do końca, Wood dostała, co chciała, Brenna mogła więc się stąd zabrać. I zdecydować, czy resztę wyjątkowo wolnego popołudnia przeznaczyć na nadgonienie raportów, czy może wybrać się poćwiczyć z mieczem w ruinach tak - żeby - mama - nie - widziała.
Brenna wolała nie być tutaj, kiedy Nora dopadnie Erika. Tym razem kochany braciszek będzie musiał poradzić sobie sam.
Westchnęła, zajrzała do wnętrza kufla, a potem odstawiła go na stolik. Wciąż słuchała każdego słowa, jakie padało ze sceny i chociaż była dumna z tego, jak Figg doskonale sobie radzi, ledwo powstrzymywała się przed skrzywieniem, kiedy zerknęła ku scenie, nad którą wyświetliły się pokoje. Ten bałagan i... ta dziwaczność ostatniego. Nie wspominając już o tym, że okładka książki w pokoju trzeciego wydawała się doklejona. Czy w całej Anglii nie było już żadnego miłego chłopca poza jej bratem? Bo Nora potrzebowała chyba właśnie kogoś... po prostu sympatycznego.
Brenna uśmiechnęła się jednak mimowolnie, kiedy padły odpowiedzi Figg. Do licha, niepotrzebnie tak się martwiła. Nora rządziła na tej scenie.
– Naprawdę, Heath? Będziemy musiały to sprawdzić na jednostkach ciężkich do stłamszenia – rzuciła do Wood, oczywiście nie biorąc jej słów za złe. A i sama nie chciała nijak partnerki urazić: po prostu Heather zdawała się jej zawsze osobą, która lubi wieść prym. I nie to, że Brenna miała to za coś złego…
– Taaak, Erik, tylko chodzi jej chyba o to, że ta książka wygląda, jakby na encyklopedię doklejono okładkę. Zdobądź imię i nazwisko człowieka, którego wybierze. Trzeba będzie go prześwietlić, tak na wszelki wypadek - mruknęła, tym razem już poważnie. Te całe konserwatywne poglądy i mroczne dusze ją niepokoiły. Oj, prześwietli się, wybranego, jego rodziców, dziadków, pracodawcę i najlepszych przyjaciół. - Możesz jej powiedzieć, że zajmę się klubokawiarnią w dniu tej randki. A ty, dzielna lwico… dziękuję, jesteś kochana. Zastanów się w ogóle, co chcesz na urodziny od mamy. Ja znikam, zanim Nora wpadnie tutaj udusić mojego brata i będę czuła się w obowiązku go bronić przed czymś, na co przecież zasłużył... - dodała, podnosząc się i klepnęła Heather w ramię.
Siedziała już tu na tyle długo, że wyjście nie było dziwne. Wypiła większość kremowego, runda pierwsza widowiska zmierzała chyba do końca, Wood dostała, co chciała, Brenna mogła więc się stąd zabrać. I zdecydować, czy resztę wyjątkowo wolnego popołudnia przeznaczyć na nadgonienie raportów, czy może wybrać się poćwiczyć z mieczem w ruinach tak - żeby - mama - nie - widziała.
Brenna wolała nie być tutaj, kiedy Nora dopadnie Erika. Tym razem kochany braciszek będzie musiał poradzić sobie sam.
Postać opuszcza sesję
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.