Ruda upiła kolejny łyk zimnego piwka. Widać była, że humor nadal jej dopisuje i naprawdę podobało jej się to, co działo się na scenie. Nie było nudno. Do tego dochodziła sprzeczka rodzeństwa Longbottom. Dawno tyle się nie działo w jej życiu.
- Wydaje mi się Brenn, że jesteś w stanie stłamsić każdego. - Powiedziała Wood zupełnie nie myśląc nad tym, jak to zabrzmiało. - Znaczy, nie, żeby to było coś złego... - Uśmiechnęła się do niej pokazując swoje proste zęby. Miała nadzieję, że wybaczy jej ten komentarz, bo naprawdę uważała, że to atut. Niewiele było takich osób, które potrafiły sprawić, że każdy ich słuchał. Uważała, że panna Longbottom była jedną z nielicznych. Jak dorośnie chciałaby być taka jak ona.
- Wiesz, że to tylko takie gadanie, nie ma lepszych od mojego prywatnego uzdrowiciela. - Rozmarzyła się nawet przez chwilę, kiedy wspominały Camerona. Szkoda, że nie było go tutaj z nimi, na pewno by mu się spodobała ta farsa. Lupin nadawał się do loży szyderców, chociaż wcale na takiego nie wyglądał.
Reakcja Brenny nieco wybiła ją z pantałyku. Czyżby nie zgadzała się z tym, co panna Wood o sobie myślała? Niemożliwie. Zarumieniła się nawet na chwilę, bo nie do końca wiedziała, jak zareagować na to, co się właśnie wydarzyło. Na pewno nie będzie żywiła urazy.
- Nie tylko dlatego, Brenna w ogóle jest wspaniała. - Powiedziała jeszcze do Erika, a brzmiała śmiertelnie poważnie. Heather Wood naprawdę była zapatrzona w swoją mentorkę jak w obrazek, co by się nie działo.
Nie umknęły jej dalsze gesty rodzeństwa. Czuła, że to dopiero początek tej historii i być może sporo ją ominie. Zdecydowanie mieli inne zdanie na temat angażowania swojej koleżanki do tego wydarzenia. Wiele by dała, żeby zobaczyć, które z rodzeństwa wyjdzie z tej sytuacji na tarczy, nie, żeby coś, ale oczywiście, że kibicowała Brennie. Na pewno ją o to wszystko podpyta, kiedy przyjdzie na to pora.