07.11.2023, 20:19 ✶
Bellatrix nie musiała długo prosić. W zasadzie gdy tylko opowiedziała mu historię dworu Cape, na twarzy Rolpha odbiło się żywe zainteresowanie. Przy Trix zdejmował maskę, jego twarz stawała się plastyczna, a oczy - pełne emocji. Po pierwszych słowach Bellatrix już wiedziała, że ma go w garści. Gdy jeszcze obiecała mu, że nie rozszczepi go przy teleportacji, to był już w siódmym niebie. Ufał jej bezgranicznie, nigdy nie zawiodła jego zaufania - za nią skoczyłby w ogień, tak wielką miłością ją darzył.
Dowodem na to był fakt, że oboje stali teraz w Hogsmeade, ramię w ramię, i obserwowali wioskę, która żyła swoim spokojnym życiem. Mimo iż Rodolphus nie do końca dobrze wspominał okres nauki w Hogwarcie, to doceniał ten etap w swoim życiu. Gdyby nie on, to nie poznałby Bellatrix, nie nauczyłby się tak dobrze władać magią. Gdyby nie ich nocne wymykanie się, by szwendać się po zamku, nie poznałby tylu wartościowych czarodziejów czystej krwi. Nie odkryłby każdego zakamarka tej wioski, nie posmakowałby tak szybko kremowego piwa.
- Ja mam wrażenie, że minęły wieki, od kiedy siedziałem nad książkami, zakuwając do SUMów - odpowiedział spokojnie, użyczając narzeczonej ramienia. Dotrzymywał jej kroku. Bellatrix była malutka, przy jego wzroście wyglądała na kruchą i bezbronną. Nóżki miała krótkie, robiła więc energiczne i szybkie kroki, podczas gdy on mógł utrzymywać spokojne tempo i rozglądać się po okolicy. W oddali zobaczył szyld Trzech Mioteł. Mieli całkiem niezły kawał wioski do przejścia, ale nie musieli się spieszyć. - Spieszy ci się gdzieś?
Zapytał, celowo zwalniając kroku. Zacisnął dłoń na jej dłoni i uśmiechnął się szeroko. W gruncie rzeczy lubił Hogsmeade - mieszkali tu tylko czarodzieje. Nikt nie musiał się kryć ze swoim darem. Gdyby nie to, że wioska była tak blisko Hogwartu, rozważałby nawet zakup domu tutaj. Ale nie wyobrażał sobie jednak na dłuższą metę mieszkania tak blisko szkoły, do której uczęszczały szlamy i zdrajcy krwi. Szybko więc porzucił ten pomysł. Coś takiego powinni stworzyć w Dolinie Godryka.
- Minęło trochę czasu, ale mam wrażenie, że w Hogsmeade czas stoi w miejscu - powiedział, gdy przechodzili obok księgarni. W środku było pełno ludzi, podobnie jak na ulicach. Oboje jednak tak manewrowali swoim torem, że udawało im się zgrabnie wymijać ludzi, idących z naprzeciwka. - Wiesz, gdzie dokładnie jest ten dwór Cape? I dlaczego tak ci zależy, żeby dowiedzieć się co się stało z tym dzieckiem?
To go ciekawiło najbardziej. Mieli kupę czasu, mógł więc zadawać jej niewygodne pytania. Wolał to robić po teleportacji i w chwili, gdy Bella nie miała wyciągniętej różdżki. Kochał ją nad życie, a ona jego, lecz gdy się wściekała... Nawet olbrzym schowałby się w dziurze w ziemi przed jej gniewem. Z Bellatrix trzeba było grać ostrożnie, nawet jeśli to miały być głupie przekomarzanki.
Dowodem na to był fakt, że oboje stali teraz w Hogsmeade, ramię w ramię, i obserwowali wioskę, która żyła swoim spokojnym życiem. Mimo iż Rodolphus nie do końca dobrze wspominał okres nauki w Hogwarcie, to doceniał ten etap w swoim życiu. Gdyby nie on, to nie poznałby Bellatrix, nie nauczyłby się tak dobrze władać magią. Gdyby nie ich nocne wymykanie się, by szwendać się po zamku, nie poznałby tylu wartościowych czarodziejów czystej krwi. Nie odkryłby każdego zakamarka tej wioski, nie posmakowałby tak szybko kremowego piwa.
- Ja mam wrażenie, że minęły wieki, od kiedy siedziałem nad książkami, zakuwając do SUMów - odpowiedział spokojnie, użyczając narzeczonej ramienia. Dotrzymywał jej kroku. Bellatrix była malutka, przy jego wzroście wyglądała na kruchą i bezbronną. Nóżki miała krótkie, robiła więc energiczne i szybkie kroki, podczas gdy on mógł utrzymywać spokojne tempo i rozglądać się po okolicy. W oddali zobaczył szyld Trzech Mioteł. Mieli całkiem niezły kawał wioski do przejścia, ale nie musieli się spieszyć. - Spieszy ci się gdzieś?
Zapytał, celowo zwalniając kroku. Zacisnął dłoń na jej dłoni i uśmiechnął się szeroko. W gruncie rzeczy lubił Hogsmeade - mieszkali tu tylko czarodzieje. Nikt nie musiał się kryć ze swoim darem. Gdyby nie to, że wioska była tak blisko Hogwartu, rozważałby nawet zakup domu tutaj. Ale nie wyobrażał sobie jednak na dłuższą metę mieszkania tak blisko szkoły, do której uczęszczały szlamy i zdrajcy krwi. Szybko więc porzucił ten pomysł. Coś takiego powinni stworzyć w Dolinie Godryka.
- Minęło trochę czasu, ale mam wrażenie, że w Hogsmeade czas stoi w miejscu - powiedział, gdy przechodzili obok księgarni. W środku było pełno ludzi, podobnie jak na ulicach. Oboje jednak tak manewrowali swoim torem, że udawało im się zgrabnie wymijać ludzi, idących z naprzeciwka. - Wiesz, gdzie dokładnie jest ten dwór Cape? I dlaczego tak ci zależy, żeby dowiedzieć się co się stało z tym dzieckiem?
To go ciekawiło najbardziej. Mieli kupę czasu, mógł więc zadawać jej niewygodne pytania. Wolał to robić po teleportacji i w chwili, gdy Bella nie miała wyciągniętej różdżki. Kochał ją nad życie, a ona jego, lecz gdy się wściekała... Nawet olbrzym schowałby się w dziurze w ziemi przed jej gniewem. Z Bellatrix trzeba było grać ostrożnie, nawet jeśli to miały być głupie przekomarzanki.