Na jej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, gdy mężczyzna powiedział, że będzie wysyłał jej rysunki. Było to dla niej miłe, bo nie musiała przychodzić z każdym listem do Alexa, aby jej wszystko czytał, a potem jeszcze pisał odpowiedź. Sama też nie była wspaniałą malarka, ale narysować jakieś drobne rzeczy, które w głowie innej osoby mogły ułożyć się w słowa była w stanie jeszcze zrobić. Chętnie by się powymieniała takimi rysunkami z Edwardem. Widok tego eleganckiego mężczyzny rysującego na liście jakieś kwiatki był dla niej zabawny, więc cicho zachichotała.
– Byłoby super, bo musiałabym z listami iść do Alexa, a to nie jest zbyt fajne, bo wtedy wie wszystko, a czasami chcę mieć swoje rzeczy dla siebie – wzruszyła ramieniem i potarła nos, bo ją zaswędział. Spojrzała przed siebie. To nie tak, że nie ufała Alexowi, ale nie chciała mu zawracać głupotami głowy. Miał cały cyrk na swoich barkach, więc po co ma jeszcze zajmować się jej własną głupotą i brakiem edukacji?
– Słyszałam już o założycielach szkoły. Slytherin to ten co nie lubi takich rodzin z jakiej ja pochodzę, nie? – zapytała z ciekawością i nieukrywanym smutkiem. Nie umiała zrozumieć, dlaczego na świecie było aż tyle zła i podłości, aby móc oceniać ludzi po ich rodzaju krwi. Jak oni sprawdzali, kto miał czystą, a kto brudną? – Biedna dziewczyna, pewnie czuje się teraz samotna, że nie może wrócić do swojej rodziny, co?
– Oh! Mam dużo czasu dzisiaj. Możemy się gdzieś przejść lub zrobić cokolwiek na co masz ochotę. Nie mam żadnych planów, więc mogę być dzisiaj cała twoja – uśmiechnęła się do niego. – Chcesz jeszcze lemoniady? – zapytała widząc, że skończył pić.