Nikt się nie spodziewał Nicholasa Yaxleya obecności, jak hiszpańskiej inkwizycji. Może poza Saurielem, który wysłał mu zaproszenie. Nie zdziwiło go zdziwienie Stanleya, który słusznie by może nie podejrzewa obecności kuzyna na tym spotkaniu? Może i słusznie, bo po co miałby tutaj przychodzić? Z ciekawości? Może Yaxley potrzebował trochę męskiego towarzystwa. Do czasu. Bo nie spodziewał się, że nawet płeć piękna tutaj zagości.
Kiedy po przywitaniu się z kuzynem, pokazał ulotkę i zapytał, odpowiedź otrzymał od kobiety. Słysząc jej głos, odwrócił w jej kierunku. Borgin też dodał parę słów dla uzupełnienia odpowiedzi. Nicholas westchnął chowając ulotkę do kieszeni.
Krótko zakończył tę dyskusję, gdzie również i swoje dodał z pytaniem Sauriel. Nazywając go „milczkiem”. Wspaniale. Dostał nową ksywkę, o którą się nie prosił.
- Powiedzmy.
Odparł w odpowiedzi i przywitał także z Rookwoodem. Następnie wszyscy skupili swoją uwagę na pannie Chang, która targała ze sobą roślinę w donicy? Nie przesadziła z jej wielkością do swojej kobiecej postury?
- Może pomóc?
Pytanie Nicholas skierował do panny Chang, której osobiście w sumie nie znał. Słynął z tego, że pomagał damom jeżeli tego potrzebowały. Lub sam widział, że z czymś sobie nie mogą poradzić. W zależności od tego, czy panna Chang skorzystała z jego oferty pomocy czy nie, donica z dziwną rośliną stanęła na stoliku, który chyba cudem wytrzymał ciężar. Właścicielka wielkiego prezentu zabrała głos, przez co każdy musiał jej wysłuchać. Przysłała prezent śmiertelnie trujący i już zyskał zainteresowanie. Yaxley jakąś podstawową wiedzę o roślinach posiadał, gdyż musiał wiedzieć, co lubią wcinać magiczne stworzenia. Dla niego zapamiętanie tej papryczki kolorowej nie było problemem. Ale nie był pewny co do tego w przypadku Stanleya i Sauriela, widząc ich reakcję.
- Myślę, że spisana instrukcja na papierze, byłaby bezpieczniejsza i łatwiejsza dla niektórych do zapamiętania.
Stwierdził, mówiąc to do panny Chang, kiedy barman Borgina zaczął zabierać prezent do biura kuzyna. Teraz może i wszyscy pamiętają. Ale jak będzie to wyglądało później? Tego nikt nie wie. Nie wiadomo też ile osób się jeszcze przewinie w tym miejscu. I jak zobaczą drzewko kolorowe, pomyślą, że to pomidorki i poczęstują się? Nicholas nie przyglądał się dziwnie tej roślinie, więc mógł sprawiać wrażenie, że ma pojęcie co to jest. Choć nie widywał jej zwyczajnie na żywo, to gdzieś może mignęło mu w jakimś poradniku roślin. Czym nie karmi się zwierząt i co może im szkodzić, lub zabić.
Do lokalu weszła kolejna kobieta. Kolejna z prezentem. Z jakiej one okazji przynosiły te dary a Sauriel mu nic o tym nie wspominał, żeby coś wziął? Sam Rookwood chyba wyglądał na zaskoczonego wym faktem, że aż dyrygował, gdzie prezenty mają być odstawione i przy okazji, przedstawił ich sobie osoby, które mogły się nie znać.
- Nicholas Yaxley.Nie tyle co uścisnąłby dłoń panny Bellatrix, ale i jeżeli nie miała oporów, z kulturą ucałowałby wierzch jej dłoni. Zaraz po pannie Black, pojawiła się kolejna dama. Ta to miała dopiero wejście jak na imprezę bogaczy. Ta również przyniosła prezenty. Nicholasowi było dziwnie, jakby o czymś nie wiedział, ale niech już dla nich prezentem będzie to, że w ogóle tu przyszedł.
Kiedy i pannie Lorraine został przedstawiony przez Sauriela, ujął jej dłoń i uścisnął, chyba że pozwoliła także ucałować dżentelmenowi.
- Nicholas Yaxley.
I nie, nie śmierdział. Może i był milczący, obserwujący, wysoki, to jednak z kulturą. A śmierdzieć to mogło jedynie to miejsce, na co widocznie kobiety były uczulone. I niestety, są w tej kwestii zbyt szczere. Widząc jej podejście do panny Chang, zastanawiał się, czy te dwie łączy coś więcej niż miłość do szamponów.
Kiedy panna Lorraine zaczęła obdarowywać prezentami w postaci odświeżaczy powietrza, jako wisiorek pamiątkowy, Nicholas raczej nie pochylił się, aby mu zawiesiła. Z grzeczności wziął ów prezent do ręki, ale też nie okazał uśmiechu.
- Muszę się napić…
Szepnął do Sauriela, kierując się do lady barowej, czy gdziekolwiek stał zimny alkohol, aby sobie nalać do połowy. Wyglądało na to, że przebywanie z dużą ilością kobiet nie jest mu na rękę, lub zachowanie niektórych z nich, nie działało na niego dobrze. Prezent od Lorraine od razu schował do kieszeni. Nawet nie rzucił na niego okiem i nie oglądał, aby dokładniej przyjrzeć się, co ów dostał. Upił łyk alkoholu, aby rozgrzać swoje gardło i przełyk.
Najwyraźniej nikt więcej już nie pojawiał się. Ich magiczna szóstka była na miejscu i nikt więcej chyba nie miał się zjawić. Co sugerowało rozpoczęcie spotkania przez Stanleya. Nicholas zajął miejsce przy stole, ale bardziej od męskiej strony. Szklankę z alkoholem postawił sobie na stoliku. Pelerynę zdjął i przewiesił na oparcie krzesła, po czym zajął mebel słuchając przemowy kuzyna.
Zamysłem zorganizowania spotkania i otwarcia tego lokalu, było stworzenie jakiejś drużyny. Grupy działającej na terenach Nocturnu we współpracy z Changami. Kiedy słowa mówiły o nich, nawet Nicholas spojrzał na Maeve Chang. Na krótko. Uwagę znów skupił na kuzynie, który chciał poznać ich dobre, mocne strony. Jednak Rookwood, nie przedstawił swoich, jak to zrobił Borgin. Nicholasowi nie uśmiechało się w obecności kobiet zdradzać swoje umiejętności, choćby dla bezpieczeństwa i swojej zasady „nie ufaj kobietom”. O ile facet potrafi zabić, tak kobieta potrafi być bardziej niebezpieczna i przebieglejsza. Jest to też na plus ale i na minus.
Nie wspomniał jak na razie o nekromancji, jakby chciał aby to był jego as w rękawie i ukazany jedynie w sytuacji naprawdę tego potrzebującej. Nie wszystko musiał zdradzać, nie przy kobietach, które co dopiero poznał. Nie przedstawiał się ponownie, skoro uczynił to już wcześniej przy osobistych powitaniach. Nie należał też do grona osób cały czas uśmiechających się i tętniących radością. Chyba jedyny był tutaj chłodnym i dość poważnym członkiem grupy.