Poprzedniego wieczora zamierzał się położyć wcześniej, niż zazwyczaj udawał się na spoczynek. Nastawił budzik na odpowiednią godzinę, wydając w razie czego polecenie skrzatowi domowemu odnośnie obudzenia go gdyby nie zareagował na dźwięk budzika (zwykle to nie było konieczne) i zapalił stojące przy łóżku kadzidło na dobry sen, po czym wślizgnął się pod kołdrę. Pozwalając mu się tlić, wdychał jego kojącą woń dopóki nie zmorzył go wywołany przez nie głęboki sen, którego nie mógł zmącić żaden koszmar. Nie znaczy, że Chester ich doświadczał.
Przez to, co robił i do czego dążył to spał snem sprawiedliwych. Nie chodziło o wyplenienie z Nokturnu wszystkich typów spod ciemnej gwiazdy i zapełnienie nimi większości cel w Azkabanie. Aby to zrobić to trzeba byłoby spalić cały Nokturn do cna. Jako Auror sumienie wykonywał swoje obowiązki i nawet jeśli zdarzało mu się przemykać oko, tak raz na czas musiał kogoś aresztować aby odznaczać się wysoką skutecznością liczoną w raportach.
Pragnął czegoś innego. Triumfu Czarnego Pana. Chciał aby następne pokolenia Rookwoodów, jak i wielu czystokrwistych rodzin żyły w wolnym od szlam świecie czarodziejów. Mowa tu o jego wnukach: dzieciach Augustusa i Imogen oraz Blacków w postaci dziecka Vespery i Perseusa, a w przyszłości o dzieciach Ulyssesa. Przez to ilekroć oddawał się w objęcia Morfeusza, on oferował mu sen sprawiedliwych. Nie istniało nic, co mogłoby go powstrzymać przed spełnieniem tej wizji. Poświęcił tej właśnie idei całe swoje życie i jeśli miał za nią umrzeć to wolałby umrzeć podczas walki, niźli zgnić w Azkabanie.
Do kuchni zszedł w narzuconym na piżamę szlafroku, a nie jak zawsze w pełni ubranym w mundur Aurora. Wskazówki tykającego w kuchni zegara wskazywały godzinę, w której zawsze się budził niezależnie od tego czy miał w danym dniu do pracy czy wypadał mu w grafiku dzień wolny. Tak jak dzisiaj właśnie - z tą różnicą, że jako Auror mógł otrzymać nagłe wezwanie i musiał się wtedy stawić w pracy. Taka specyfika pracy w tym zawodzie. Jeśli nie z pracy to mógł poczuć palący ból na lewym przedramieniu, co znaczyłoby wezwanie przez Czarnego Pana i też musiałby stawić się jak najszybciej przed jego obliczem.
Widok siedzącej w kuchni Imogen nie zaskoczył go jakoś szczególnie, nawet jeśli ona wstawała nieznacznie później od niego. Tym, co rzucało się w oczy, było to jak bardzo była blada. Odwzajemnił posłany mu słaby uśmiech uniesieniem kącików ust. Przyglądał się dłuższą chwilę siedzącej przy stole czarownicy, z filiżanką kawy w dłoni. Szanował Imogen, będącą w jego oczach wymarzoną synową: idealną żoną dla jego syna i matką dla ich dzieci.
— Dzień dobry, Imogen. — Przywitał ją nad wyraz uprzejmie, jak zawsze w porze śniadania. — Dzięki zapalonemu przez snem kadzidłu przespałem całą noc. Bardzo chętnie. — Nie stanowiło to żadnej tajemnicy, że Chester cierpiał na bezsenność, na którą stosował wszystkie dostępne środki. Jako Auror i zarazem wierny sługa Czarnego Pana powinien dbać o to by się wysypiać po to by dobrze wywiązywać się ze swoich obowiązków. Kawy zdecydowanie nie odmówi, której zrobienie zlecił skrzatowi domowemu. Nie będzie w to angażować Imogen, skoro mieli służbę.
— Czemu nie śpisz? Coś cię trapi? — Zainteresował się tym, zwracając uwagę na wczesną porę, na bladość i napiętą sylwetkę siedzącej przy stole kobiety. Przed Chesterem trudno było ukryć to, co się działo w tym domu. Służące jego rodowi skrzaty miały istotną zaletę - na te istoty nikt nie zwracał uwagi i przez były doskonałym źródłem informacji dla pana tego domu o jego mieszkańcach. Za wyjątkiem Czarnego Pana, w którego sprawy nie ingerował z wykorzystaniem skrzatów domowych. Jako pan miał prawo je nawet zabić, jednak duża rotacja sług mogłaby zwrócić uwagę Urzędu Relokacji Skrzatów Domowych.
O tym, co jednak działo się w tej rezydencji podczas jego snu, zwykle dowiadywał się z opóźnieniem. Jednak i wtedy istniały nieliczne rzeczy, pozostające poza jego zasięgiem. Wszystkie te, które chciano przed nim ukryć i których nie dałoby się wyciągnąć na światło dzienne bez posłużenia się legilimencją.