Pokiwał głową. Zdobycie wiedzy na temat tego, jakie podejście do tego pomysłu mają przedstawiciele Brygady oraz Biura Aurorów było jednym z ważniejszych aspektów tego przedsięwzięcia, chociaż na razie istniało głównie w ich głowach. W tych czasach byli tak zawaleni robotą, że nawet drobna przewaga względem współpracy między działami mogłaby się okazać na wagę złota. Może powinien porozmawiać o tym z Brenną i Thomasem? Coś czuł, że mieliby sporo do powiedzenia na ten temat i być może razem zdołaliby wybadać resztę grupy w której pracowali.
— Masz ku temu odpowiednie nastawienie. Tego nie sposób Ci odmówić — stwierdził, chociaż przez jego twarz przetoczył się cień zdziwienia na dźwięk siły w słowach kobiety. — Dobrze, że dzielisz się swoimi pomysłami z innymi. Stawanie na własną ręką przeciw całemu systemowi rzadko kiedy dobrze się kończy. Grupę przynajmniej zauważą też postronni, a kto wie, może nawet się przyłączą, aby wesprzeć odpowiednią ideę.
Zauważył zmianę w jej nastawieniu. Jeszcze chwilę temu, gdy go zaczepiła, zachowywała się, jakby sama do końca nie wiedziała, co robi, jednak teraz w tonie jej głosu pobrzmiewała pewność siebie. Zaskoczyła go tym, jednak z drugiej strony, może powinien był się tego spodziewać? Bądź co bądź, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów nie przyjmował wszystkich, jak leci i przeprowadzali odpowiednią selekcję w tym i tę dotyczącą tego, czy dana osoba ma predyspozycje do tej pracy. Mimo to przemiana Ashling wydała mu się nad wyraz interesująca.
— Oh, branie winy na siebie. Klasyka. Chociaż w tym przypadku współudział dalej mógłby któremuś z nas zostać zarzucony, gdybyśmy faktycznie robili coś złego — rzucił, wbijając na wpół rozbawione, a na wpół ponure spojrzenie w ciężkie drzwi. Chociaż cała ta sytuacja robiła się z każdą chwilą coraz bardziej podejrzana, tak musiał przyznać, że przynajmniej wzbudziło to jego ciekawość. Co też ich uciekinier robił w archiwum, że teraz nie mogli nawet wejść do środka?
— Postaram się nie rozgadywać tego, co mam teraz przed oczami — obiecał.
Z początku sądził, że będzie to pokaz jakiegoś mało znanego zaklęcia odblokowującego zamki. Ash zdecydowała się jednak sięgnąć po nieco inne środki. Erik przekrzywił z zaciekawieniem głowę w bok. Nie powstrzymał jej, a zamiast tego po prostu obserwował, mając nadzieję, że nagle nikt im nie przeszkodzi i nie zacznie suszyć głowy za próbę włamania. Nawet jeśli byli tu w dobrej wierze. Ciekawe, ile jeszcze niespodzianek w sobie skrywasz, pomyślał, gdy wchodzili już do środka.
Nie był aurowidzem ani żadnym innym specjalistą od odczytywania energii danego pomieszczenia, jednak im głębiej wchodził w archiwalne pomieszczenie, tym bardziej odczuwał większą podejrzliwość. Niby na pierwszy rzut oka wszystko wydawało się spokojne i ciche, jednak było tutaj aż zbyt normalnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że pokój ten jeszcze chwilę wcześniej został dokładnie zablokowany od wewnątrz. Erik skręcił w jeden z działów, stawiając ostrożnie kroki. Wprawdzie wątpił, aby przy swojej wzroście i ciężarze mógł zachować kompletną ciszę podczas poruszania się, jednak wypadało chociaż spróbować.
W pewnym momencie usłyszał ciche trzaśnięcie, jakby na podłogę właśnie opadła cała sterta gazet czy innych papierzysk. Przygryzł lekko dolną wargę. Może jednak przesadzali i faktycznie trafili po prostu na pracownika, który po prostu chciał załatwić to, co miał do zrobienia i iść do domu. Zrobił jeszcze kilka kroków i właściwie był już u celu.
— Ekhm — rzucił na głos, sprawiając, że osóbka klęcząca na płytkach przed stosem dokumentów nagle poderwała się na równe nogi. Wzrok Longbottoma automatycznie podążył za postacią i przez chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby tocząc pojedynek siły woli.
Zerknął kątem oka na porozwalane na podłodze oficjalne dokumenty Ministerstwa Magii. Nie wyglądało to na normalny proces archiwizacji, ale też nie przypominało to nielegalnego kopiowania własności Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. O co tutaj więc mogło chodzić?
— A-a! Nawet nie próbuj! — ostrzegł Erik, widząc, że ich nowy problem rozgląda się dookoła, jakby szukał wyjścia awaryjnego z tej sytuacji. Detektyw postanowił zawołać swoją towarzyszkę na wypadek, gdyby sytuacja eskalowała: — Ashling?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞