27.10.2023, 17:12 ✶
- Och, to przecież królowa decyduje, co przystoi jej i wszystkim innym przy okazji - odparła Brenna, ale pochyliła się, aby odstawić dziewczynkę z powrotem na ziemię. Należała do tych osób, które przyjmowały do wiadomości, że dziecko ma prawo decydować o takich sprawach, jak te, kiedy chcą stanąć na własnych nogach, ile z talerza zjedzą i dokąd pójdą na spacer.
Były teraz na skraju ścieżki, wiodącej z wioski dalej, na skraj lasu. O tej porze roku było tu już zielono i kolorowo od kwiatów, a tu i ówdzie pewnie nawet dało się wypatrzeć nie tylko te zwykłe kwiaty czy zioła, ale i magiczne rośliny... chociaż z rzadka, bo miejscowi zielarze na pewno chętnie przetrzebiali tutejsze dzikie zasoby. Było tu zupełnie inaczej niż w Dolinie Godryka - szkocki krajobraz ostatecznie różnił się trochę od angielskiego, a i Hogsmeade było w pełni magiczną wioską, w przeciwieństwie do Doliny - ale zdaniem Brenny prawie równie pięknie. ("Prawie" głównie dlatego, że Brenna była absolutnie nieobiektywna, jeśli szło o jej rodzinną miejscowość.)
Wiedziała, że Mabel różne rzeczy słyszy i różnych się domyśla. O ile jeszcze do tej pory mogli chronić ją przed widmem wojny na horyzoncie, to teraz nie było to możliwe. Nie po Beltane, kiedy ludzie przez dobre trzy tygodnie rozmawiali tylko o tym. Nie, gdy Salem znikł (jej wina, kolejny kamyczek ciężaru na sercu), a zamiast niego pojawiła się biała kotka Lady. Nie, kiedy wraz z matką zamieszkały w Londynie i chcąc nie chcąc, bywając w klubokawiarni mała słyszała pewnie różne rzeczy. Nie, kiedy owszem, mogli zaprosić ją do Warowni, ale stanowczo odmawiali spacerów poza teren sadu, których do tej pory Mabel nie odmawiał nikt - bo chociaż Brenna dwoiła się i troiła, żeby w tym sadzie wymyśleć i wyczarować najciekawsze rzeczy, to pewnie nagle to stanowcze "nie" stanowiło zmianę, którą ciężko było przegapić.
Wiedziała, ale wolała za wiele o tym nie myśleć. Przynajmniej nie teraz.
- Rozkładamy się gdzieś tutaj i wyciągamy jedzenie? Chcesz pochodzić po łące? Czy może masz ochotę na spacer w stronę jeziora i Hogwartu? A może masz jakiś inny pomysł? - spytała Brenna, pozwalając Mabel zdecydować. I pewnie byłaby gotowa realizować nawet te co bardziej szalone pomysły, póki nie uznałaby ich za niebezpieczne, bo nigdy nie była dobra w odmawianiu Mabel.
Były teraz na skraju ścieżki, wiodącej z wioski dalej, na skraj lasu. O tej porze roku było tu już zielono i kolorowo od kwiatów, a tu i ówdzie pewnie nawet dało się wypatrzeć nie tylko te zwykłe kwiaty czy zioła, ale i magiczne rośliny... chociaż z rzadka, bo miejscowi zielarze na pewno chętnie przetrzebiali tutejsze dzikie zasoby. Było tu zupełnie inaczej niż w Dolinie Godryka - szkocki krajobraz ostatecznie różnił się trochę od angielskiego, a i Hogsmeade było w pełni magiczną wioską, w przeciwieństwie do Doliny - ale zdaniem Brenny prawie równie pięknie. ("Prawie" głównie dlatego, że Brenna była absolutnie nieobiektywna, jeśli szło o jej rodzinną miejscowość.)
Wiedziała, że Mabel różne rzeczy słyszy i różnych się domyśla. O ile jeszcze do tej pory mogli chronić ją przed widmem wojny na horyzoncie, to teraz nie było to możliwe. Nie po Beltane, kiedy ludzie przez dobre trzy tygodnie rozmawiali tylko o tym. Nie, gdy Salem znikł (jej wina, kolejny kamyczek ciężaru na sercu), a zamiast niego pojawiła się biała kotka Lady. Nie, kiedy wraz z matką zamieszkały w Londynie i chcąc nie chcąc, bywając w klubokawiarni mała słyszała pewnie różne rzeczy. Nie, kiedy owszem, mogli zaprosić ją do Warowni, ale stanowczo odmawiali spacerów poza teren sadu, których do tej pory Mabel nie odmawiał nikt - bo chociaż Brenna dwoiła się i troiła, żeby w tym sadzie wymyśleć i wyczarować najciekawsze rzeczy, to pewnie nagle to stanowcze "nie" stanowiło zmianę, którą ciężko było przegapić.
Wiedziała, ale wolała za wiele o tym nie myśleć. Przynajmniej nie teraz.
- Rozkładamy się gdzieś tutaj i wyciągamy jedzenie? Chcesz pochodzić po łące? Czy może masz ochotę na spacer w stronę jeziora i Hogwartu? A może masz jakiś inny pomysł? - spytała Brenna, pozwalając Mabel zdecydować. I pewnie byłaby gotowa realizować nawet te co bardziej szalone pomysły, póki nie uznałaby ich za niebezpieczne, bo nigdy nie była dobra w odmawianiu Mabel.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.