Nie miała zielonego pojęcia dlaczego Erik wręczył jej to łabędzie pióro. Wspomniał jej jedynie o tym, że to niespodzianka, na pewno będzie zadowolona, ma się ładnie ubrać i tak dalej. Wydawało się jej, że może chce odpokutować swoje winy, błagać o wybaczenie i w ramach rekompensaty za to, ile się przez niego nacierpiała zapewni jej jakiś przyjemny wieczór. Lubiła niespodzianki, wiedziała, że przyjaciel jeśli chce, to naprawdę potrafi się postarać także przyjęła to zaproszenie raczej z entuzjazmem. Udało jej się nawet dogadać z Wendy, miała wrażenie, że współpraca powoli zaczyna stawać się owocna dla obu stron, więc nie martwiła się już specjalnie o to, czy Nora nie spłonie podczas jej nieobecności. Był to spory sukces. Mabel zostawiła u dziadków, właściwie ostatnio spędzała tam sporo czasu, bo był wakacje, więc nie musiała chodzić do magicznego przedszkola. Panna Figg mogła więc korzystać z czasu wolnego.
Świstoklik przeniósł ją do Dziurawego Kotła o odpowiedniej godzinie. Wyglądała kolorowo - jak zawsze. Skoro Erik wspomniał, żeby zadbała o swoją prezencję nie zamierzała nie traktować tego poważnie. Standardowo - nieco za krótka sukienka, która przy nieodpowiednim poruszaniu się mogła pokazać, jaką ma na sobie bieliznę. Na szczęście miała ona wprawę i raczej nie zdarzała jej się niesubordynacja jeśli o to chodzi. Była ona w delikatnym, błękitnym kolorze, bez rękawów, na zewnątrz bowiem było gorąco, a nie zamierzała się ugotować - gdziekolwiek by się nie wybierała. Na stopach miała oczywiście sandały na niebotycznie wysokich obcasach - musiała sobie dodać kilka centymetrów wzrostu.
Trafiła do damskiej garderoby, tam zaopiekowała się nią Peppa Potter, tyle, że coś zaczęło jej nie grać. Pojawił się maski, tylko po co, w jakim celu? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć na te pytania. Młoda dama zadbała o to, żeby wyglądała jeszcze piękniej, co uśpiło jej czujność. Przestała się zastanawiać, przynajmniej jak na razie i czekała na rozwój sytuacji. Erik nie wprowadziłby jej na minę, na pewno.
Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy usłyszała głos kobiety, który opowiadał jakieś dwuznaczne żarty. Zapraszała wybierającą panią. To musiało być o niej, te eliksiry, gotowanie i cała reszta. Tyle, że nigdy by w ten sposób o sobie nie powiedziała. Erik najwyraźniej powinien zacząć bać się Bogini, bo już ona go dopadnie po tym wieczorze, była pewna, że nigdy nie zapomni tego spotkania.
Co niby ona miała wybierać? Ulubione ciastka, do tego by się nadawała. Mina jej zrzedła, nie była gotowa na to, żeby znaleźć się przed publiką. Tyle, że chyba nie było już odwrotu. Została wypchnięta przed tych wszystkich ludzi. Policzki piekły ją ze wstydu, na pewno musiały się zrobić różowe. Zdjęli jej z twarzy maskę. Opuściła wzrok na swoje stopy, odruchowo - ale nie mogła tak dłużej. Nie mogła spanikować przed tymi wszystkimi ludźmi, którzy się na nią patrzyli. Uniosła spojrzenie, wpatrywała się w tłum, szukając wzrokiem swojego przyjaciela, miała nadzieję, że Erik dostrzeże kurwiki w jej oczach, lepiej, żeby miał świadomość, co go czeka, kiedy ta farsa się zakończy.
Następnie uścisnęła dłoń prowadzącej i udała się za nią, aby zasiąść na miejscu wyznaczonym dla niej. Jak się do niej zwracać? Skąd ona mogła wiedzieć, nie planowała tego, Erik mógłby ją uprzedzić, to by się chociaż trochę przygotowała. Jej najbliżsi i tak pewnie będą wiedzieć, że to była ona, chociaż wolałaby uniknąć oceniającej reakcji rodziców. Odetchnęła głęboko, jakby to powietrze było całym ciężarem, który ją wypełniał. - Lizzy. - Postanowiła skorzystać ze swojego nieoficjalnego drugiego imienia.
Kiedy kobieta zaczęła recytować jej zgłoszenie znowu spojrzała na Erika, który najwyraźniej bardzo dobrze wiedział, czego oczekuje panna Figg, nie sądziła, że umie tak ładnie ująć to w słowa. Nie była zadowolona, że się tutaj znalazła, ale musiała zacząć grać, żeby nie narobić sobie wstydu. - Moje oczekiwania są dosyć wygórowane, wierzę jednak, że znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie je spełnić. - Głos jej drżał, gdy się odezwała, bo była lekko stremowana.