22.10.2023, 12:32 ✶
Maeve też miała pamięć do twarzy, ale zdecydowanie nie tak fenomenalną jak Brenna - gdy zamknęła oczy, widziała twarzy bez liku, nie pominąwszy istotnych detali, niemniej były to tylko lica osób interesujących. Takich, na które Chang kiedyś spojrzała i pomyślała "podszycie się pod tego człowieka może być przydatne" albo "bogowie, chciałabym być nią". A więc ich pobudki zdawały się różnić, bo o ile Longbottom kojarzyła to wszystko naturalnie, w celach towarzyskich lub także zawodowych, Maeve patrzyła na to zupełnie samolubnie. Teraz była gotowa prawić peany na temat urody duszyczki, która zawędrowała aż do samej Palarni, lecz wpierw wcale nie kojarzyła jej z przeszłości, co musiało oznaczać jedno - w szkole nie przykuwała wzroku. Ewentualnie trafiły na siebie akurat wtedy, gdy Maeve po kilku przegranych podbojach sercowych próbowała sobie wmówić, że skoro nie wychodzi jej z kobietami, to może jednak lubi facetów, przez co próbowała udawać, że ich nie widzi. Byłoby to naprawdę niefortunne, że ktoś taki jak Bulstrode na moment przyćmił jej kogoś takiego jak Brenna.
- Mogę Panią zapewnić, że nieważne, jak piękny by nie był, nie mamy w zwyczaju zatrzymywać tu żadnych mężczyzn na dłużej - odpowiedziała zgodnie z prawdą, uśmiechając się zupełnie szczerze, ale tak samo jak jej rozmówczyni, pomijając detale. Choć Maeve bardzo chciała, zwyczajnie nie wypadało na wejściu głosić, że płeć przeciwna nie jest przez właścicielki mile widziana, a gdyby nie była potrzebna do prokreacji, to pewnie nie odezwałyby się do żadnego przedstawiciela od pokoleń. Po prostu robiło to złe wrażenie, a Changówna chciała w tym momencie zrobić jak najlepsze. - Kobiety natomiast... Jeśli tylko chcą. - Zaryzykowała i strzeliła, puszczając do Brenny oczko, po czym roześmiała się serdecznie, tak by w razie czego można uznać to tylko za żart.
Słuchała uważnie opisu wyglądu gagatka, wodząc wzrokiem po gestach kobiety, tym razem faktycznie próbując odtworzyć jego obraz w głowie, a nie po to, żeby się na nią pogapić. Oparła łokieć na blacie, a potem brodę na dłoni; na twarzy Maeve można było dostrzec skupienie, a potem lekką konsternację. Nie wiedziała, czy gość, którego wyrzucili z łomotem z godzinę temu, miał na imię Brian, ale rysopis by się zgadzał. Niemniej nie miała pewności, bo nie mogła sobie przypomnieć, czy miał znamię na prawym policzku, ani też nie słyszała, żeby się chwalił swoją karierą sportową. Nawet jeśli, prawdopodobnie go wcale nie słuchała - miała uczulenie na męskie pierdolenie.
- Hm... - wydała z siebie pomruk, jakby przetwarzała to wszystko, ale miała twardy orzech do zgryzienia. Naprawdę starała się jej pomóc, żeby nie było, po prostu... - Poza znamieniem na policzku, ten opis jest bardzo niekonkretny, moja droga. Jakie to było znamię? Mogę popytać pracowników, czy ktoś taki im się rzucił w oczy, ale chyba potrzebuję więcej szczegółów. Niestety nie pytamy gości o imiona, natura tego miejsca prosi o... anonimowość. - Nie chciała wprost powiedzieć, że jak ktoś przychodzi się tutaj umawiać na otrucie jakiegoś ważniaka, to się raczej nie przedstawia każdemu po drodze, bo to się powinno rozumieć samo przez się, jeśli słyszało się cokolwiek o charakterze schadzek w Palarni. Oczywiście były osoby, które przychodziły tutaj jedynie zapalić, ale tych nie było tak dużo, jak mogło się wydawać.
- Och, to? - Zwróciła uwagę na ślady na rękach. Faktycznie, próbowała wcześniej przetestować, czy ma ręce z azbestu i dotknęła bluszcza najpierw celowo, a potem niechcący. - Dzięki za troskę, ale to nie moje pierwsze rodeo. Zaraz znikną. - Jak obiecała, tak też się stało. Ślady wyparowały, pozostawiając skórę nieskazitelną. Zagoiło się samo, czy ktoś im właśnie pomógł?
- Swoją drogą, jestem Maeve - przedstawiła się, wyciągając do Brenny rękę. Nie była przecież niewychowana. - Z kim mam przyjemność? - Dopytała, ponownie uśmiechając się perliście, bo nieironicznie chciała się o niej więcej dowiedzieć.
- Mogę Panią zapewnić, że nieważne, jak piękny by nie był, nie mamy w zwyczaju zatrzymywać tu żadnych mężczyzn na dłużej - odpowiedziała zgodnie z prawdą, uśmiechając się zupełnie szczerze, ale tak samo jak jej rozmówczyni, pomijając detale. Choć Maeve bardzo chciała, zwyczajnie nie wypadało na wejściu głosić, że płeć przeciwna nie jest przez właścicielki mile widziana, a gdyby nie była potrzebna do prokreacji, to pewnie nie odezwałyby się do żadnego przedstawiciela od pokoleń. Po prostu robiło to złe wrażenie, a Changówna chciała w tym momencie zrobić jak najlepsze. - Kobiety natomiast... Jeśli tylko chcą. - Zaryzykowała i strzeliła, puszczając do Brenny oczko, po czym roześmiała się serdecznie, tak by w razie czego można uznać to tylko za żart.
Słuchała uważnie opisu wyglądu gagatka, wodząc wzrokiem po gestach kobiety, tym razem faktycznie próbując odtworzyć jego obraz w głowie, a nie po to, żeby się na nią pogapić. Oparła łokieć na blacie, a potem brodę na dłoni; na twarzy Maeve można było dostrzec skupienie, a potem lekką konsternację. Nie wiedziała, czy gość, którego wyrzucili z łomotem z godzinę temu, miał na imię Brian, ale rysopis by się zgadzał. Niemniej nie miała pewności, bo nie mogła sobie przypomnieć, czy miał znamię na prawym policzku, ani też nie słyszała, żeby się chwalił swoją karierą sportową. Nawet jeśli, prawdopodobnie go wcale nie słuchała - miała uczulenie na męskie pierdolenie.
- Hm... - wydała z siebie pomruk, jakby przetwarzała to wszystko, ale miała twardy orzech do zgryzienia. Naprawdę starała się jej pomóc, żeby nie było, po prostu... - Poza znamieniem na policzku, ten opis jest bardzo niekonkretny, moja droga. Jakie to było znamię? Mogę popytać pracowników, czy ktoś taki im się rzucił w oczy, ale chyba potrzebuję więcej szczegółów. Niestety nie pytamy gości o imiona, natura tego miejsca prosi o... anonimowość. - Nie chciała wprost powiedzieć, że jak ktoś przychodzi się tutaj umawiać na otrucie jakiegoś ważniaka, to się raczej nie przedstawia każdemu po drodze, bo to się powinno rozumieć samo przez się, jeśli słyszało się cokolwiek o charakterze schadzek w Palarni. Oczywiście były osoby, które przychodziły tutaj jedynie zapalić, ale tych nie było tak dużo, jak mogło się wydawać.
- Och, to? - Zwróciła uwagę na ślady na rękach. Faktycznie, próbowała wcześniej przetestować, czy ma ręce z azbestu i dotknęła bluszcza najpierw celowo, a potem niechcący. - Dzięki za troskę, ale to nie moje pierwsze rodeo. Zaraz znikną. - Jak obiecała, tak też się stało. Ślady wyparowały, pozostawiając skórę nieskazitelną. Zagoiło się samo, czy ktoś im właśnie pomógł?
- Swoją drogą, jestem Maeve - przedstawiła się, wyciągając do Brenny rękę. Nie była przecież niewychowana. - Z kim mam przyjemność? - Dopytała, ponownie uśmiechając się perliście, bo nieironicznie chciała się o niej więcej dowiedzieć.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —