20.10.2023, 21:53 ✶
Pragnąłem by cyrk był bezpiecznym miejscem dla moich ludzi, więc cała ta sytuacja godziła we mnie i mój honor. Zamierzałem dołożyć wszelkich starań by ten incydent nie miał miejsca. Nie dość, że miałem najbliższe tygodnie, przynajmniej póki nie złapią winnego, nocować u Elki, to jeszcze rozkazałem chłopakom by na wartach byli czujniejsi. Ogólnie wygłosiłem kazanie by każdy był uważny. I tak mieliśmy ciężko, więc pogrzeby to ostatnie o czym marzyłem, nie tylko ze względów finansowych, ale też emocjonalnych. Miałem aby nadzieję, że BUM poważnie podejdzie do tej sprawy i nie zlekceważy oprawcy ze względu na to, że zaatakował w cyrku. Miałem taką nadzieję.
Podrapałem się po głowie, wracając do Elaine. Zastanawiałem się, czy zabrać ze sobą robotę papierkową, czy sobie darować, ale chyba nie miałem dziś do tego głowy, więc postanowiłem już zostać z rudowłosą kucharką, co też potwierdził burknięciem mój żołądek, kiedy usłyszał, że zupa była już gotowa. Miałem wrażenie, że ten to nigdy nie był dostatecznie nasycony i by się zapychał, i zapychał, aż do stanu mojego totalnego przejedzenia.
Elaine miała piękne, wygimnastykowane ciało, a jeszcze założyła krótkie spodenki, więc mogłem podziwiać jej nogi. Kiedy się na nich poruszała, zdawała się być lekka niczym piórko. Aż mógłbym się założyć, że momentami nie dotykała podłogi... ale to nie byłoby możliwe. Chyba. Zresztą, Elaine wszystko tu miała doskonałe. Nawet taki przytulny aneks kuchenny, połączony ze stolikiem, właściwie jadalnią. Bywała niezwykle obrotna z wyposażeniem swojego wozu, bo u Flynna to raczej uświadczyłby same pajęczyny. Raczej tam nie zachodziłem. U mnie z kolei było nudno, też raczej pusto w porównaniu z wozem Elaine, ale miałem trochę tych szpargałów uzbieranych przez te wszystkie lata życia w cyrku. Może większość z nich nadawała się do wyrzucenia, ale jakoś za bardzo byłem do nich przywiązany. To były w dużej mierze pamiątki.
- Oj, wiesz, że zawsze możesz poprosić mnie o pomoc - odparłem na jej słowa. Wcale nie zawracała mi głowy... Dobra, może zawracała, ale cieszyłem się, że zachowywała otwarty umysł na tyle by poprosić mnie o pomoc. Nie musiałem się martwić, że coś ją może trapić, bo kiedy ją trapiło, to po prostu mówiła mi o tym, a jak potrzebowała wsparcia i wspólnego snu, to też się nie krępowała poprosić o pomoc. I to doceniałem, bo przynajmniej mogłem być przy niej, kiedy naprawdę tego potrzebowała, a ja już taki byłem, że chciałem zbawiać też nasz mały świat, więc kiedy byłem potrzebny, to po prostu robiłem swoje i byłem przy tym zadowolony z siebie.
Podszedłem do niej, pacnąłem ją w nos palcem i powtórzyłem:
- Żaden kłopot. Wiesz o tym - odparłem, łapiąc ją w pasie by nieco unieść i przytulić do siebie jak taką małą, niesforną małpkę. Objąłem ją za plecy i przytuliłem mocno, najmocniej, na tyle by nie wycisnąć jej ostatniego tchu. - Zanim cię puszczę i zanim nakarmisz mnie najlepszą zupą świata, czy mogę otrzymać w podzięce od ciebie soczystego buziaka w policzek, a potem usłyszeć od ciebie słowa coś w stylu, że wcale nie robisz mi kłopotu i że bardzo cieszysz się, że robimy piżama party? - poprosiłem z uśmiechem, nieco na ten moment odsunąłem swoją twarz od niej by zmierzyć poziom zadowolenia na jej twarzy. Cyrkowe małpki powinny być szczęśliwe.
Podrapałem się po głowie, wracając do Elaine. Zastanawiałem się, czy zabrać ze sobą robotę papierkową, czy sobie darować, ale chyba nie miałem dziś do tego głowy, więc postanowiłem już zostać z rudowłosą kucharką, co też potwierdził burknięciem mój żołądek, kiedy usłyszał, że zupa była już gotowa. Miałem wrażenie, że ten to nigdy nie był dostatecznie nasycony i by się zapychał, i zapychał, aż do stanu mojego totalnego przejedzenia.
Elaine miała piękne, wygimnastykowane ciało, a jeszcze założyła krótkie spodenki, więc mogłem podziwiać jej nogi. Kiedy się na nich poruszała, zdawała się być lekka niczym piórko. Aż mógłbym się założyć, że momentami nie dotykała podłogi... ale to nie byłoby możliwe. Chyba. Zresztą, Elaine wszystko tu miała doskonałe. Nawet taki przytulny aneks kuchenny, połączony ze stolikiem, właściwie jadalnią. Bywała niezwykle obrotna z wyposażeniem swojego wozu, bo u Flynna to raczej uświadczyłby same pajęczyny. Raczej tam nie zachodziłem. U mnie z kolei było nudno, też raczej pusto w porównaniu z wozem Elaine, ale miałem trochę tych szpargałów uzbieranych przez te wszystkie lata życia w cyrku. Może większość z nich nadawała się do wyrzucenia, ale jakoś za bardzo byłem do nich przywiązany. To były w dużej mierze pamiątki.
- Oj, wiesz, że zawsze możesz poprosić mnie o pomoc - odparłem na jej słowa. Wcale nie zawracała mi głowy... Dobra, może zawracała, ale cieszyłem się, że zachowywała otwarty umysł na tyle by poprosić mnie o pomoc. Nie musiałem się martwić, że coś ją może trapić, bo kiedy ją trapiło, to po prostu mówiła mi o tym, a jak potrzebowała wsparcia i wspólnego snu, to też się nie krępowała poprosić o pomoc. I to doceniałem, bo przynajmniej mogłem być przy niej, kiedy naprawdę tego potrzebowała, a ja już taki byłem, że chciałem zbawiać też nasz mały świat, więc kiedy byłem potrzebny, to po prostu robiłem swoje i byłem przy tym zadowolony z siebie.
Podszedłem do niej, pacnąłem ją w nos palcem i powtórzyłem:
- Żaden kłopot. Wiesz o tym - odparłem, łapiąc ją w pasie by nieco unieść i przytulić do siebie jak taką małą, niesforną małpkę. Objąłem ją za plecy i przytuliłem mocno, najmocniej, na tyle by nie wycisnąć jej ostatniego tchu. - Zanim cię puszczę i zanim nakarmisz mnie najlepszą zupą świata, czy mogę otrzymać w podzięce od ciebie soczystego buziaka w policzek, a potem usłyszeć od ciebie słowa coś w stylu, że wcale nie robisz mi kłopotu i że bardzo cieszysz się, że robimy piżama party? - poprosiłem z uśmiechem, nieco na ten moment odsunąłem swoją twarz od niej by zmierzyć poziom zadowolenia na jej twarzy. Cyrkowe małpki powinny być szczęśliwe.