Anthony Borgin. Komplet, bo takich dwóch, jak nas trzech, to nie ma ani jednego? Tak to dokładnie leciało, a ostatnio Sauriel na potrzeby własne to przekabacił. Sauriel oderwał spojrzenie od Stanleya, który popisowo walił Mulciberka i skupił czarne oczy na mężczyźnie, który często kręcił się koło Stanleya. On, Louvain i jeszcze Atreus stanowili dziką bandę tej szkoły, dziwne, że ta stara buda to wytrzymała. Buda, do której chętnie by wrócił, bo jakby w tej szkole nie było - było lepiej, niż było dziś. To, że Sauriel był gotów dla Stanleya zrobić wszystko, nie znaczyło, że dla wszystkich zrobiłby to samo. Stanley i Victoria mieli takie darmowe przepustki u niego, taka złota karta VIP. Anthony wydawał się tutaj niewinny jak nieobsrana łąka. I może to lepiej? Jeśli chciał dołączyć do zwolenników Czarnego Dzbana to lepiej dla niego byłoby, gdyby jednak kogoś zabił. Żeby szybciej wdrożył się w ten cały... ha, zabawne, że jego myślenie tak gładko się przestawiło. Z "lepiej by było, żeby uciekał" do "lepiej, żeby zabił". Tak sobie spoglądał na tego Anthony'ego zza rozmywającego się nikotynowego dymu i na jego wargach pojawił się delikatny uśmiech do tej myśli, jakiej nie wypowiedział na głos.
- Magia jest nudna. - Powiedział czarodziej czystej krwi. Nie to, że cała magia jest nudna. Na przykład spalenie wszystkiego, wybuchy - to było fajne i ekscytujące. Cięcie łba też - tylko upierdliwy kręgosłup... Tak naprawdę powiedział to tylko dlatego, że o tym pomyślał, wcale nie dlatego, że naprawdę miał takie przekonania. Choć akurat Sauriel robił bardzo wiele rzeczy własnymi rękoma, zamiast machać patykiem. Lubił dotykać, wąchać, czuć. Im więcej miesięcy płynęło jako wampir tym większą miał na tym punkcie manię. - Dobra, żartowałem. - Dodał, żeby zaraz Stanley się tutaj nie spinał, że tak na wszystko marudził. Chociaż akurat marudzenie było jedną z wielu zalet Sauriela.
- Czyli wjebałeś się tutaj bez planu. Bez przygotowania. Bez załatwienia świstoklików. I chcesz, żebyśmy dla ciebie rozjebali stadion. - Jedną konkretnie trybunę, na to wychodzi. Tak, Sauriel lubił proste plany. Ale lubił też plany kuloodporne. Nawet nie próbował tego powiedzieć, bo by nie zrozumieli. Ale idiotooporne by już zrozumieli - a wychodziło prawie na to samo. Idiotów w końcu nie strzelają. - Ile masz czasu na to zadanie. - Odpowiedź wcale nie była zadowalająca. Sauriel wydał z siebie odgłos, który brzmiał jak odetchnięcie. Następnym razem potraktuj to jak sadzenie ogórków i jednak mi powiedz. Żeby mógł otworzyć nieistniejącą książkę i zastanowić się, jak podejść do tematu, zamiast na kompletne yolo swag. Co, szok, że Sauriel tak nie funkcjonował? Ano - nie funkcjonował. Funkcjonował tylko wtedy, kiedy sobie mógł na to pozwolić. Kiedy wiedział, że ma do zabicia mugolaków w jednorodzinnym domku. A i tak nie wbijał od razu do domu bez obejrzenia chociażby okolicy albo pewności, że pies na niego nie wyskoczy i wszystkich obudzi i zrobi się rozpierdol. Sauriel był leniwy. Dlatego lubił robić rzeczy tak, żeby jednak nie trzeba było wiele sprzątać, nawet jeśli nie lubił skomplikowanych planów.
- Zajebisty plan, lecimy. - Sauriel uniósł dłoń z irytacją, a kiedy to zrobił wszystkie pudełka zapałek buchnęły ogniem. Bardzo satysfakcjonującym ogniem. Nie, wcale nie myślał, że to zajebisty plan. Ale co mieli niby teraz zrobić. - Jak wygląda typ. - Żeby było wiadomo, kogo wyciągać. - Rozpierdolcie najbliższy kominek z siecią fiuu, żeby spowolnić aurorów i brygadzistów. - Z dostawaniem się na miejsce zbrodni. Albo i wszystkie kociołki, jeśli będzie trzeba. Skoro już mieli taką sytuację... - Anthony dobrze mówił, żeby najpierw wyciągnąć twojego gościa. Jest tu sam czy z kimś? Zahipnotyzuj jego laskę, niech ona go wyciągnie do nas. Wtedy masz ofiarę przy sobie, zabijasz świadka. Całą resztę można zrobić czystym chaosem i wynieść się razem, ogniem zrobi swoje.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.