Wiedza i wyobrażenia Laurenta przeskakiwały zupełnie bałagan Ministerstwa. Nie mając z nim na co dzień do czynienia, mając, jako cywil, wielkie myśli o tym, że przecież jeśli nie Ministerstwo ich ochroni, to kto inny, widział dość prosty schemat tego działania, w którym wszystko było bardzo prosto, ładnie ułożone. Zajmą się badaniami widma, a potem odpowiednie osoby skatalogują te stworzenie, aby na pewno zostało odpowiednio potraktowane przez innych badaczy. Zbadają stworzenia, żeby przede wszystkim było wiadomo, jakie są ich słabe punkty i gdzie położone było to absolutne szaleństwo. Czy więc to był "tylko" środek do celu? Właściwie to tak. Choć nie był to cel wzbogacenia się, nie był to cel wyścigów z kimkolwiek. Celem było zapewnienie bezpieczeństwa ludziom. Tak jak Atreus był tu "tylko" odznaką, Geraldine "tylko" łowczynią, której refleks i doświadczenie oraz czujność mogły uratować ich pośladki, a on był... Laurent ciągle jeszcze nie przyporządkował sobie jakiejkolwiek roli w tym wszystkim oprócz bycia.
- Komu innemu, przecież od badania magicznych stworzeń jest departament pana Rowla. - Laurent w pierwszej chwili zmarszczył brwi, przyglądając się Sebastianowi, zanim w ogóle odpowiedział, ale trwało to ułamek sekundy. Tego zwątpienia. Po co to widmo miało być aurorom, którzy i tak nie potrafiliby raczej niczego z tym zrobić? Nie wspominając, że nadal nie wiedzieli, co to jest, a mogło być mimo wszystko... "myślącą" istotą? Wątpił w to. Ale jeśli to były jakieś wypaczone dusze... brrr. Straszne. Pokiwał również głową, bo w zasadzie to Atreus dosadniej wypowiedział te myśli. Właściwie Laurent... może nie MYŚLAŁ podobnie, ale czuł podobnie. - Nie uważam, by była taka potrzeba. Widmo pozostanie w dobrych rękach profesjonalisty. - Uśmiechnął się do Sebastiana. Dlaczego miałby w to wątpić? - Pan Lazarus Rowle osobiście podał mi pana nazwisko, kiedy pisałem prośbę o osobę, która byłaby w stanie zbadać te stworzenia. Nie mam powodów, by w ciebie wątpić. - Odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. Szczególnie, że mówili tutaj o duchowej istocie. Co prawda Laurent również był medium, ale nie było mu śpieszno skakać z tą informacją do przodu. Nie w tym momencie. - Departament Tajemnic prowadzi już wystarczającą ilość swoich badań, a ja chciałbym, żeby te nasze przyniosły jednak coś ludziom. - Bezpieczeństwo. Jakiekolwiek.
- Zapewniam pana, panie... Bulstrode... że Departament Tajemnic robi wszystko, co w naszej mocy. - Odparł niemalże leniwie mężczyzna, przez moment przypatrując się nazwisku na odznace, którą Atreus chciał tutaj pooślepiać wszystkich, żeby tylko się przedostać. A potem wzrok mężczyzny błysnął w kierunku Sebastiana, który odwrócił się w jednym z kierunków. Ważne, że nie w ich. Na krańcu języka tańczyło mu pytanie, czy mają zezwolenie na wejście do Knieni, szczególnie, kiedy jego wzrok powędrował do Geraldine wyróżniającej się zdecydowanie z tej grupy. Zawiesił na niej wzrok na parę chwil dłużej. - Czy nas zastanie Litha czy też nie, nie jest pana interesem. - Zwrócił się jeszcze do Atreusa. I to był moment, w którym Laurent zastanawiał się, czy to już będzie magiczny sygnał, w którym Atreusowi rośnie ciśnienie, że trzeba go odciągać, czy też nie. Na szczęście z pomocą przyszedł Sebastian.
- Prowadź. - Zachęcił egzorcystę, spoglądając z zaciekawieniem na jego zaczerwienione policzki. Trochę źle je odbierał - sądził, że to raczej zalążek ekscytacji, że pojawił się jakiś trop. Bo Laurent poczuł to specyficzne pociągnięcie we wnętrzu, jakby naprawdę złapali coś wartościowego. - Warto sprawdzić, czy są jakieś ślady po martwych zwierzętach. - Zwrócił się do Geraldine. - Zastanawialiśmy się również, czy reagują te stworzenia na ogień, światło i tak dalej. Może to też warto sprawdzić, może to cienie Knieni zatrzymują je między drzewami. - Bo tego też nie rozumiał - czemu one tutaj krążyły i nie rozchodził się na wioski, gdzie miały tyle pożywienia?