Elaine zdecydowanie nie chciałaby być zamykana w klatce, wolałaby mieć chociaż złudne pojęcie wolności. Tak jak teraz. Pracowała dla cyrku, mieszkała tu, tu miała swoją rodzinę. Miała swoje obowiązki, ale mogła robić co chciała, jak chciała i gdzie chciała. Nie potrzebowała do tego zgody niczyjej. Wiedziała, że jeśli będzie chciała odejść to nikt nie będzie jej szukać. Nie zrobiłaby tego, bo nie chciałaby opuszczać Alexandra, którego kochała jak brata, który był jej rodziną, którą ją tu przyprowadził, dał dach nad głową i w jakimś stopniu się nią zaopiekował.
Nie, nigdy nie myślała o tym, że ktoś mógłby zrobić jej krzywdę, bo dlatego? Dlaczego ktoś miałby chcieć ją skrzywdzić – skoro ona nikomu nie robiła krzywdy? Nie potrafiła nikogo zabić, czy skrzywdzić jakieś zwierzę. Nie pod postacią Elaine Bell. Ten demon, który w niej siedział nie był pod jej kontrolą, więc wolała go nie wypuszczać. Wierzyła, że Edward też nie zrobi jej krzywdy, że Laurent też nie będzie wobec niej podły, bo ona nie robiła im nic złego. Spędzała z nimi czas, gotowała, rozmawiała i cieszyła się z ich towarzystwa. Nie przejmowała się tym, że mogłaby się zakochać, że mogłaby mieć złamane serce i tak by się z tego podniosła. Przekułaby to w coś dobrego, w jakieś doświadczenie, nauczyłaby się czegoś nowego i poszła dalej zabawiać tłumy w cyrku.
– Oh, rozumiem. W takim razie może po prostu mnie do siebie zaprosisz jak będziesz miał czas i ochotę na spotkanie? – zaproponowała tak naturalnie, tak prosto, wpraszając się wręcz do niego. Może nie bezpośrednio, bo pozwoliła mu wybrać termin, ale to pytanie brzmiało prosto, jak będzie miał czas to ma ją zaprosić i tyle. Nie, czy może, czy chce ją zaprosić tylko po prostu ma to zrobić.
– Oh! Tak pamiętam. Ostatnio spotkałam ducha na cmentarzu to się trochę o nich dowiedziałam i nowy przyjaciel podczas pikniku opowiadał mi też o domach w Hogwarcie. Niesamowite miejsce. Lubię słuchać o tej szkole, więc chętnie posłucham o duchu – rozpromieniła się niesamowicie. Uwielbiała historie.