• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn The Loft 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft

1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#2
15.10.2023, 00:38  ✶  
Nigdy nie dążyła do własnego szczęścia; dążyła do spełnienia, a choć jedno może pochodzić z drugiego, nie są sobie jednakowe. Szczęście to uczucie bycia zadowolonym, to wybór działań na podstawie tego, jaką przynoszą nam radość. Spełnienie zaś skupia się na rzeczach, które czynią życie bardziej znaczącym i wartościowym. Eden nigdy nie układała swojego życia podług tego, co przyniesie jej szczęście, a podług tego, co przyniesie spełnienie. Jeśli nie jej samej, to rodzinie. Uważała, że jeśli zadowoli bliskich, odnajdzie własne spełnienie w spokoju, który dadzą jej w zamian.
Nie wyszła więc za mąż z miłości, nie pracowała jako auror z pasji, nie uczęszczała na przyjęcia na zabawy. Zrobiła to wszystko, bo to przynosiło jakieś korzyści w jej świecie, było rzeczą konieczną, aby wznieść się na jego wyżyny. Szczęście nie było nigdy istotne, nie tęskniła za nim, bo ciężko odczuć brak czegoś, czego nigdy się nie zaznało. Gdyby więc miała dokonać rachunku zysków i strat według zasad, którymi dotychczas się w życiu kierowała, nie przyszłaby dzisiaj tutaj. Nie stanęłaby u wejścia The Loft, nie westchnęłaby głośno, próbując zrzucić z piersi przyjemnie rozgrzewający ucisk. Zdrowy rozsądek pięknie wyklarowałby jej fakt, że znacznie więcej może stracić niż zyskać, próbując zacieśniać więzy z Moodym. Gdyby ktokolwiek z rodziny dowiedział się o tym, stwierdziłby, że straciła głowę.
Może straciła głowę, ale za to zdawało się, że odnalazła serce.
Nie była pewna, czy to złudzenie, czy naprawdę biło w rytmie tańczonego przez nich swingu, ale wiedziała, że stawia kroki w zgodzie z jego biciem. Uśmiechała się głupio, ale szczerze, i wcale nie dlatego, że z nerwów wlała z siebie o kilka drinków za dużo jak na swój gust. Nawet jeśli upiła się, by uciszyć wyrzuty sumienia, by zapomnieć, że w jej życiu jest ktoś poza Moodym, teraz nie widziała poza nim świata. Było to skrajnie nieodpowiedzialne, szczeniackie wręcz. Nie była jasnowidzką, a doskonale wiedziała, że następnego ranka będzie sobie pluć w brodę, zastanawiać się, czy ktoś znajomy ich razem widział, czy zauważył intencjonalny brak obrączki ślubnej na jej palcu, jakie będą tego konsekwencje. Była mądra jeszcze przed szkodą, a i tak spotkała się z nim z pełną premedytacją. Nie potrafiła sobie odmówić tej przyjemności.
Choć chciała, by ten wieczór trwał bez końca, to mimo wszystko chciała opuścić ten lokal z godnością i o własnych siłach. Liczyła więc, że grzecznie go opuszczą, może przedłużą spotkanie o spokojny spacer, na którym zgubi kilka promili oraz wyciszy dudniące serce. Ich ścieżka skręciła jednak gwałtownie, zmierzając ku schodom. Zapowietrzyła się aż, gdy użył magii nie tylko w towarzystwie mugola, ale także przeciwko niemu. Czy czas, w którym oddalili się od siebie, go tak zmienił, czy może zachowywał się tak, bo całym swym jestestwem sprowadzała go na manowce? Wizja tej drugiej opcji wymusiła na niej nerwowy chichot, nagle poczuła przypływ adrenaliny - zupełnie jak dziecko, które robiło coś niedozwolonego, gdy rodzice nie patrzą. Jakby wyjście na ten dach było najbardziej szaloną rzeczą, jaką miała zrobić w swoim życiu.
- Twoja miot... - zwróciła cicho uwagę na jej upadek, ale nie dokończyła słowa, bo zupełnie straciła wątek, czując jego dłoń sunącą wzdłuż jej twarzy. Dla niej miotła też stała się kompletnie nieistotna, dotyk Alka skupiał na sobie wszelką uwagę, całe światło obserwujących ich gwiazd.
Gdy zapytał o zgodę, rozsądek zaczął bić na alarm, ale Eden nie zaoponowała. Przez ułamek sekundy mogła wyglądać na zmartwioną, bo i wtedy coś ukłuło ją w serce, ale nie odmówiła, bo wcale nie chciała odmówić. Pozwoliła na pocałunek, pozwoliła mu trwać dłużej niż to stosowne, co było niezwykle niedorzeczne, że tak pomyślała, bo to przecież nigdy nie było stosowne. Przecież zdradzała właśnie swojego męża, kilka sekund w tę czy w tę nie zmieniłoby tego faktu. Czuła się winna, że pozwala sobie na taką przyjemność, ale... potrzebowała jej teraz bardziej niż powietrza. Ten moment pozwolił jej zrozumieć, że to dziwne, nieopisane uczucie, które tylko Moody wywoływał w niej odkąd go poznała, było właśnie tym mitycznym szczęściem. I tylko on, nikt inny.
- Wiesz, że to, co robimy, jest skrajnie głupie? - Zapytała, choć znała odpowiedź, bo Alek nie był w ciemię bity. Ale chciała to usłyszeć, że zdaje sobie z tego sprawę, że nie jest sama w tym poczuciu winy. Było to niezwykle samolubne, ale nigdy nie obiecywała mu, że stanie się dla niego dobrą osobą - nie z takim życiorysem, na to było już za późno. Ale mogłaby się stać nieco bardziej znośna, gdyby wiedziała, że nie zostanie z tym wszystkim sama.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2588), Eden Lestrange (3409)




Wiadomości w tym wątku
1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Alastor Moody - 26.09.2023, 00:08
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Eden Lestrange - 15.10.2023, 00:38
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Alastor Moody - 05.11.2023, 12:43
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Eden Lestrange - 12.11.2023, 02:36
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Alastor Moody - 23.12.2023, 20:18
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Eden Lestrange - 16.02.2024, 00:06
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Alastor Moody - 17.02.2024, 08:47
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Eden Lestrange - 27.03.2024, 00:14
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Alastor Moody - 21.04.2024, 20:05
RE: 1972, Wiosna | 21 kwietnia | W piątki zawsze piję w The Loft - przez Eden Lestrange - 27.05.2024, 20:22

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa