12.11.2022, 00:16 ✶
Może z kimś bardziej rozpoznanym w sygnałach międzyludzkich wyszłoby to planowane zamknięcie oczu i ktoś inny odwróciłby się i odszedł, Ashling jednak nie rozpoznałaby dyskretnych sygnałów nawet jeżeli te dziabnęłyby ją w wilczy zad, dlatego jakiekolwiek działanie Fletchera nie przywiodło jej nic na myśl. Ot, coś zamierzał zrobić, co dokładnie to nie wiedziała, ale co miała z tego odczytać. Usiadła więc na wcześniej wypatrzonym miejscu, a z tej sytuacji dla nikogo nie było dobrego wyjścia. Chyba, że nagle zjawiliby się tu z jakiegoś powodu czarnoksiężnicy.
Pamiętała Timopthy’ego ze szkoły, ale nie spędzali ze sobą wyjątkowo dużo czasu, ale to akurat nie była jego wina. Ashling nigdy nie była zbyt popularna i jako osoba w szkole i potem jako auror – dość prostolijne poczucie sprawiedliwości sprawiało, że nikt za nią nie przepadał. A panna Greyback nie błyszczała swoim nazwiskiem, czasem przezywana od pchlarzy, czasem pytana o to, czy jak kogoś ugryzie to zaraża innych. Spotkania z Timothym wspominała raczej pozytywnie, a przynajmniej na tyle, że nigdy nie robił sobie z niej żartów, przynajmniej nie bezpośrednio.
- Przepraszam, jestem…ubrana tak jakoś…specyficznie. – Nagle poczuła się dość speszona będąc w sukience, przeważnie na spotkania ze znajomymi wyruszała w spodniach i ciepłym swetrze przy chłodniejszej pogodzie, nie zaś w …czarnej sukience i czymkolwiek, co miała na sobie, dlatego dość niezręcznie gdy zdała sobie sprawę z faktu, że czuła się trochę jak na spotkaniu…
…chwila moment. Nie. Nie zrobiliby jej tego, prawda, nie wrzuciliby ją w tak dziwną sytuację, prawda, prawda, prawda?! Policzki jeszcze bardziej pokryły się szkarłatem kiedy wspomniał o tym, że nikogo nie widział, już nie chcąc wspominać o kanałach i w ogóle chyba wewnętrznie czując jakąś potrzebę spotkania się na miejscu, czując, jakby teraz zapaść się miała przed Fletcherem. Może jednak coś spadnie jej na głowę i ją zabije? Albo stanie się coś innego, co sprawi, że zniknie z tego miejsca i nie zrobi z siebie głupka.
- Nie, nie wiem właśnie, po prostu mnie poprosili abym tu przyszła bez podania szczegółów… - Mówiła co raz ciszej, nie mając nawet zbytnio możliwości aby wytłumaczyć cokolwiek. Wbiła spojrzenie w jego szklankę, wyglądając tak jakby chciała wysadzić szkło samym wzrokiem, mając nadzieję, ze czymkolwiek miało być to dziwne spotkanie, nie było ono z Fletcherem. Jeszcze tego brakowało, aby dawni znajomi kojarzyli ją jako beznadziejną starą pannę.
- A co ty tu robisz? – Bardzo starała się zmienić temat, tak aby jednak móc odznaczyć tę uprzejmą rozmowę i zostawić go…jego działaniom….
Pamiętała Timopthy’ego ze szkoły, ale nie spędzali ze sobą wyjątkowo dużo czasu, ale to akurat nie była jego wina. Ashling nigdy nie była zbyt popularna i jako osoba w szkole i potem jako auror – dość prostolijne poczucie sprawiedliwości sprawiało, że nikt za nią nie przepadał. A panna Greyback nie błyszczała swoim nazwiskiem, czasem przezywana od pchlarzy, czasem pytana o to, czy jak kogoś ugryzie to zaraża innych. Spotkania z Timothym wspominała raczej pozytywnie, a przynajmniej na tyle, że nigdy nie robił sobie z niej żartów, przynajmniej nie bezpośrednio.
- Przepraszam, jestem…ubrana tak jakoś…specyficznie. – Nagle poczuła się dość speszona będąc w sukience, przeważnie na spotkania ze znajomymi wyruszała w spodniach i ciepłym swetrze przy chłodniejszej pogodzie, nie zaś w …czarnej sukience i czymkolwiek, co miała na sobie, dlatego dość niezręcznie gdy zdała sobie sprawę z faktu, że czuła się trochę jak na spotkaniu…
…chwila moment. Nie. Nie zrobiliby jej tego, prawda, nie wrzuciliby ją w tak dziwną sytuację, prawda, prawda, prawda?! Policzki jeszcze bardziej pokryły się szkarłatem kiedy wspomniał o tym, że nikogo nie widział, już nie chcąc wspominać o kanałach i w ogóle chyba wewnętrznie czując jakąś potrzebę spotkania się na miejscu, czując, jakby teraz zapaść się miała przed Fletcherem. Może jednak coś spadnie jej na głowę i ją zabije? Albo stanie się coś innego, co sprawi, że zniknie z tego miejsca i nie zrobi z siebie głupka.
- Nie, nie wiem właśnie, po prostu mnie poprosili abym tu przyszła bez podania szczegółów… - Mówiła co raz ciszej, nie mając nawet zbytnio możliwości aby wytłumaczyć cokolwiek. Wbiła spojrzenie w jego szklankę, wyglądając tak jakby chciała wysadzić szkło samym wzrokiem, mając nadzieję, ze czymkolwiek miało być to dziwne spotkanie, nie było ono z Fletcherem. Jeszcze tego brakowało, aby dawni znajomi kojarzyli ją jako beznadziejną starą pannę.
- A co ty tu robisz? – Bardzo starała się zmienić temat, tak aby jednak móc odznaczyć tę uprzejmą rozmowę i zostawić go…jego działaniom….