13.10.2023, 22:57 ✶
Pandora zwykle nie przyznawała się do swojego nazwiska, bo po co ludzie mieli oceniać ją przez jego pryzmat, a nie za to, co osiągnęła sama? Zresztą, o wartości człowieka nie świadczyło pochodzenie lub czysta krew, a sposób postępowania i moralny kompas. Wierzyła, że nie było złych ludzi z natury, chociaż w obecnych czasach zdawało się to być wyjątkowo naiwne. Były do siebie bardziej podobne, niż zapewne obydwie to podejrzewały, a niewinne spotkanie przy kawie, bułeczce i starym mechanizmie, mogło zaowocować nawiązaniem głębokiej i silnej więzi. W miłości do hazardu też ewentualnie brunetka mogła jej pomóc.
Na jej oczko uśmiechnęła się, sugerując wyrazem twarzy, że jawnie nie była w tym sama, bo ktoś tak urodziwy, jak Ginny, nie mógł mieć brzydkich rodziców.
- Trzeba więc przyznać, że nasi ojcowie mają naprawdę dobry gust i cenią sobie oryginalność. - bezradnie wzruszyła ramionami. Były ciekawsze od angielek, u których dominowała zwykle bladość, delikatniejsze rysy twarzy i dość często jasne włosy, chociaż na przestrzeni lat zdążyła zauważyć, że kilka wielkich nazwisk miało je w odcieniu mahoniu lub czerni. Na wspomniane imię, pokręciła głową. - Niestety, ale bardzo bym chciała. Też jest mniej niż bardziej Brytyjski? Kobiety o ciekawej urodzie idzie spotkać znacznie częściej niż mężczyzn. Chociaż tutaj akurat, zdradzę Ci sekret, mężczyzn zawsze wolałam o blond włosach. - wyznała szeptem, jakby zdradzała jej przynajmniej sposób na pokonanie jakieś paskudnej klątwy. W każdym umiała znaleźć coś ładnego, każdy człowiek był na swój sposób piękny, ale lubiła jasne włosy i oczy w kolorze nieba, które na myśl przywodziły astronomię. - Też nie rozumiem, zimna kawa nie ma sensu. Hmmm, nigdy nie próbowałam, a więc jesteśmy umówione. I to na dwa!
Uczciła to solidnym łykiem przyzwoitej, gorącej kawy, a nie jakieś profanacji. Ceniła sobie takie dziewczęta, jak Ginny, bo było ich niewiele. Do głowy przychodziła jeszcze Brenna i Geraldine, obydwie miały te szalone iskierki w tęczówkach. I z takimi ludźmi budowało się jedne z najciekawszych wspomnień. Żałowała, że nie wzięła ze sobą swojego aparatu, zrobiłyby sobie zdjęcie. Słuchała jej z zainteresowaniem, uwielbiała dowiadywać się nowych rzeczy.
- Naprawdę? Nie myślałam, że to takie skomplikowane, ale za to wierzyłam, że wróżbiarstwo jest bardzo ciasno związane z jasnowidzeniem. - wyjaśniła z odrobiną skruchy, przesuwając palcem po szyi w zakłopotaniu. Hjalmar robił tak z karkiem, a ona podłapała to już dość dawno, całkiem nieświadomie. Potrząsała kubkiem, sprawdzając, ile jej zostało. - Jeszcze chwila w takim razie, może Ty mi powróżysz z fusów, a ja zacznę ten mechanizm, bo mnie potem Cathal zabije.
Zaproponowała z rozbawieniem, oczywiście żartując, bo nie podejrzewała go o taką brutalność względem współpracowników. - Skoro już się umówiłyśmy na dwa spotkanie, to może też trzecie? Ja Cię porwę do Turcji, a Ty mnie do Egiptu, a potem wymienimy się doświadczeniami. Moi dziadkowie mieszkają w naprawdę pięknej okolicy. Lubisz konie? Próbowałaś kiedyś jeździć? I wiesz co, kupiłaś mnie tym niebem.
Przyznała bez bicia, dojadając bułkę i otrzepując dłonie. Zerknęła na mechanizm, a potem na narzędzia. - Typowy Cathal. - przyznała ze śmiechem, autentycznie rozbawiona jej stwierdzeniem. Był naprawdę nietuzinkowym szefem, chociaż zupełnie nie mogła go sobie wyobrazić z kobietą. Może z bibliotekarką? - Ministerstwo i jego organizacja pracy w działach innych, niż Aurorski, naprawdę wymaga modernizacji. - skomentowała z wywróceniem oczu na to, jak długo musiała czekać na pozwolenie czy inny papierek i właśnie przez to ominęła ją cała zabawa. Ścisnęła dłoń dziewczyny raz jeszcze, gdy ta odpowiedziała na gest i posłała jej szczery, łagodny uśmiech. . - Mam podzielność uwagi, więc nadal możemy rozmawiać. No, przynajmniej dopóki nie trafię na coś, czego nie znam. - wyjaśniła, ruchem głowy pokazując na jej dzisiejszą zagadkę i przysuwając się do konstrukcji. Potem wzięła dłoń śrubokręt, aktywowała swojego mechanicznego, małego świetlika i westchnęła, skupiając na chwilę na zadaniu, nie na Ginny — chociaż ona była ciekawsza i ładniejsza, niż zadanie. Chwilę wcześniej zrobiła jeszcze łyk kawy, zostało raptem na jeden.
Na jej oczko uśmiechnęła się, sugerując wyrazem twarzy, że jawnie nie była w tym sama, bo ktoś tak urodziwy, jak Ginny, nie mógł mieć brzydkich rodziców.
- Trzeba więc przyznać, że nasi ojcowie mają naprawdę dobry gust i cenią sobie oryginalność. - bezradnie wzruszyła ramionami. Były ciekawsze od angielek, u których dominowała zwykle bladość, delikatniejsze rysy twarzy i dość często jasne włosy, chociaż na przestrzeni lat zdążyła zauważyć, że kilka wielkich nazwisk miało je w odcieniu mahoniu lub czerni. Na wspomniane imię, pokręciła głową. - Niestety, ale bardzo bym chciała. Też jest mniej niż bardziej Brytyjski? Kobiety o ciekawej urodzie idzie spotkać znacznie częściej niż mężczyzn. Chociaż tutaj akurat, zdradzę Ci sekret, mężczyzn zawsze wolałam o blond włosach. - wyznała szeptem, jakby zdradzała jej przynajmniej sposób na pokonanie jakieś paskudnej klątwy. W każdym umiała znaleźć coś ładnego, każdy człowiek był na swój sposób piękny, ale lubiła jasne włosy i oczy w kolorze nieba, które na myśl przywodziły astronomię. - Też nie rozumiem, zimna kawa nie ma sensu. Hmmm, nigdy nie próbowałam, a więc jesteśmy umówione. I to na dwa!
Uczciła to solidnym łykiem przyzwoitej, gorącej kawy, a nie jakieś profanacji. Ceniła sobie takie dziewczęta, jak Ginny, bo było ich niewiele. Do głowy przychodziła jeszcze Brenna i Geraldine, obydwie miały te szalone iskierki w tęczówkach. I z takimi ludźmi budowało się jedne z najciekawszych wspomnień. Żałowała, że nie wzięła ze sobą swojego aparatu, zrobiłyby sobie zdjęcie. Słuchała jej z zainteresowaniem, uwielbiała dowiadywać się nowych rzeczy.
- Naprawdę? Nie myślałam, że to takie skomplikowane, ale za to wierzyłam, że wróżbiarstwo jest bardzo ciasno związane z jasnowidzeniem. - wyjaśniła z odrobiną skruchy, przesuwając palcem po szyi w zakłopotaniu. Hjalmar robił tak z karkiem, a ona podłapała to już dość dawno, całkiem nieświadomie. Potrząsała kubkiem, sprawdzając, ile jej zostało. - Jeszcze chwila w takim razie, może Ty mi powróżysz z fusów, a ja zacznę ten mechanizm, bo mnie potem Cathal zabije.
Zaproponowała z rozbawieniem, oczywiście żartując, bo nie podejrzewała go o taką brutalność względem współpracowników. - Skoro już się umówiłyśmy na dwa spotkanie, to może też trzecie? Ja Cię porwę do Turcji, a Ty mnie do Egiptu, a potem wymienimy się doświadczeniami. Moi dziadkowie mieszkają w naprawdę pięknej okolicy. Lubisz konie? Próbowałaś kiedyś jeździć? I wiesz co, kupiłaś mnie tym niebem.
Przyznała bez bicia, dojadając bułkę i otrzepując dłonie. Zerknęła na mechanizm, a potem na narzędzia. - Typowy Cathal. - przyznała ze śmiechem, autentycznie rozbawiona jej stwierdzeniem. Był naprawdę nietuzinkowym szefem, chociaż zupełnie nie mogła go sobie wyobrazić z kobietą. Może z bibliotekarką? - Ministerstwo i jego organizacja pracy w działach innych, niż Aurorski, naprawdę wymaga modernizacji. - skomentowała z wywróceniem oczu na to, jak długo musiała czekać na pozwolenie czy inny papierek i właśnie przez to ominęła ją cała zabawa. Ścisnęła dłoń dziewczyny raz jeszcze, gdy ta odpowiedziała na gest i posłała jej szczery, łagodny uśmiech. . - Mam podzielność uwagi, więc nadal możemy rozmawiać. No, przynajmniej dopóki nie trafię na coś, czego nie znam. - wyjaśniła, ruchem głowy pokazując na jej dzisiejszą zagadkę i przysuwając się do konstrukcji. Potem wzięła dłoń śrubokręt, aktywowała swojego mechanicznego, małego świetlika i westchnęła, skupiając na chwilę na zadaniu, nie na Ginny — chociaż ona była ciekawsza i ładniejsza, niż zadanie. Chwilę wcześniej zrobiła jeszcze łyk kawy, zostało raptem na jeden.