Ciekawe. Więc egzorcyzmy prowadziły do tego samego co stanowienie medium jako łącznika między Limbo a żywymi, duchami, które odeszły, a tymi, którzy chcieli się z nimi porozumieć. Choć najwyraźniej nie było to tak precyzyjne w wymaganiach. Byłoby... dobrze nauczyć się czegoś takiego, choć podejrzewał, że to jeszcze bardziej niebezpieczne niż komunikacja z zaświatami i jeszcze bardziej nieprzewidywalne. W tym wypadku na pewno.
- Prędzej, na dany moment, zaliczyłbym je do istot pokrewnych dementorem. Lub duchom. - Innymi słowy - na pewno nie zwierzęta. I właściwie duchom im było najbliżej ze wszystkich słów i ustaleń, jakie padały, dlatego też chciał spróbować właśnie tego, za co się zabierali. Cieszyło go jednak to, że mimo początkowych niepewności i docierania się wędrowało to w stronę pożądaną. Jeśli tylko wyciąć zamieszania z transformacją i utratą zdolności Sebastiena i magiczną teleportację o miesiąc w tył oraz nagłe pojawienie się zezwolenia w kieszeni Laurenta. - Koniecznie. - Potwierdził słowa Atreusa. - Próby egzorcyzmów można przeprowadzić potem, albo i w każdym momencie. Jeśli tylko rzeczywiście da się to złapać. - Zależało mu na zbadaniu widm, tak. ALE... - Potrzebuję dowodów na to, że widma są skrajnie niebezpiecznymi stworzeniami, ponieważ staram się o zniesienie prawa zakazu używania białej magii dla aurorów oraz brygadzistów. - Wyjaśnił tutaj również drugie dno tej sprawy. Udowodnienie tego, że demony z piekła rodem pojawiły się w Kniei (oprócz Śmierciożerców, co to ich też diabłami można było ozwać) było jedną z mocnych kart, jakimi chciał zagrać. To nie była tajemnica, więc równie dobrze mógł się o tym wypowiedzieć przed towarzystwem. - Nie wspominając o tym, że "żywy" egzemplarz umieszczony w kontrolowanych warunkach będzie łatwiejszy do... zbadania. - Brzmiało to w zasadzie strasznie okrutnie i Laurent nie chciał tego tak ujmować, ale niestety przekonał się na własnej skórze, że te stworzenia... przynajmniej jak na razie nie wykazywały krztyny możliwości porozumienia. A głównie zależało mu na tym, żeby nikogo nie krzywdziły. I tak z jednej strony chętnie prowadziłby badania "na dziko", z drugiej strony - nie był przekonany, że mieli tutaj do tego warunki. A czemu było oczywiste i pokazały to już przypadki innych ludzi, którzy ucierpieli przez te potwory. Wiedział, że Geraldine było raczej "graczką solo", jeśli tak można było to określić, tak i Laurent trzymał się do tej pory od ministerstwa raczej z dala. Prawie tak, jak od szemranych biznesów swojej rodziny.
- Nie mają tu państwo prawa wstępu. Odznaka niczego nie zmieni, panie Bulstrode. Prosimy o zawrócenie. - Odezwał się jeden z mężczyzn, który wyszedł im naprzeciw i... przez dłuższy moment milczał, kiedy ich drużyna pierścienia zaczęła wpatrywać się w... coś. Kosmos, przestrzeń, niebo? Jak banda totalnych dziwaków, albo kretynów. "Ale niby ministerstwo" - mógł sobie pomyśleć mężczyzna. Starał się przybrać kamienną maskę na twarzy, ale nie dało się nie zobaczyć, że spogląda na ich wesołą kompanię z lekkim zwątpieniem. Przy czym słowo "lekkie" pasowało tylko dlatego, że mężczyzna naprawdę dobrze panował nad swoją mimiką.
Laurent tutaj spojrzał na Atreusa, woląc pozostawić załatwienie tutaj sprawy jemu, a i kontrolnie obejrzał się na Geraldine, teraz to na nią spoglądając pytająco. No tak. Wszyscy to widzieli. Wszyscy to widzą. I najwyraźniej tylko Sebastian widział tutaj więcej.
- Powinniśmy... ingerować? - Zapytał bardziej w przestrzeń, do Atreusa i Geraldine, niż do Sebastiana, nawet niepewny, czy ten ich słyszy.