09.10.2023, 01:24 ✶
- Gdzie jest ten pan? - zapytał dziewczynki, przenosząc na moment spojrzenie na nią, to jednak zaraz znowu wróciło na schody, po których lała się woda. Na których migotało światło, rzucane przez kołyszący się żyrandol. Atreus zaklął pod nosem, ale był to raczej niezrozumiały syk, przeznaczony tylko i wyłącznie dla niego i dla ukojenia nerwów chociaż odrobinę.
Wiedział o czym mówiła i ta świadomość niepokoiła go jeszcze bardziej, bo nikt nigdy nie wytłumaczył mu dokładnie, jak właściwie należało się z obscurusem obchodzić. Gdzieś w jego głowie była to istota raczej nie do opanowania, o ile w ogóle istotą można było go nazwać, albo raczej żywą, pulsującą energią, którą się zdawał. Nie miał takich dylematów jak Brenna, bo w jego głowie to właśnie słowo znaczyło tyle, że w kimkolwiek wcześniej się krył, stracił kontrolę. Bo jakże też dobrze znał uczucie, kiedy wreszcie dawało się upust wszystkiemu, co wcześniej kłębiło się wewnątrz. Jak słodkie ono było i jak łatwo było się w nim zatracić.
Spojrzał na Brennę, przestępując z nogi na nogę, jednak mimo niepokoju, w tym spojrzeniu była jakaś ukryta chęć znalezienia się bliżej niej. Ponownego pochwycenia jej za rękę i zaprowadzenia w bezpieczne miejsce. Chęć ochrony jej przed wszystkim, co ich otaczało i co miało nadejść.
- Oczywiście, że wiem - rzucił do niej, jakby pytała o najbardziej oczywistą rzecz na świecie tyle że... no właśnie, czy na pewno tak było? Na moment zmarszczył brwi, nie poświęcając jednak tej myśli wiele czasu, bo zaraz zrobił parę kroków i złapał Brennę za dłoń, ciągnąc ją na schody. Zignorował trochę jej ostatnie słowa, bo jak miał na nie odpowiedzieć? Tak, widział ją na statku. Tak, miał wrażenie, że się znali, ale jednocześnie miał wrażenie, że powiedzenie tych słów na głos brzmiałoby bardzo nietaktownie. Jeśli natomiast wcale się nie znali, cóż... jakaś część niego pragnęła, by nie była to prawda, bo jej dłoń leżała w jego własnej bardzo przyjemnie. Właściwie, jakby znajdowała się dokładnie na swoim miejscu, centrum ciepła, które walczyło z chłodem jego ciała. - Jeśli faktycznie jest na statku, to najpewniej do utraty kontroli sprowokują go inni ludzie, a teraz najwięcej z nich będzie na balu.
Wiedział o czym mówiła i ta świadomość niepokoiła go jeszcze bardziej, bo nikt nigdy nie wytłumaczył mu dokładnie, jak właściwie należało się z obscurusem obchodzić. Gdzieś w jego głowie była to istota raczej nie do opanowania, o ile w ogóle istotą można było go nazwać, albo raczej żywą, pulsującą energią, którą się zdawał. Nie miał takich dylematów jak Brenna, bo w jego głowie to właśnie słowo znaczyło tyle, że w kimkolwiek wcześniej się krył, stracił kontrolę. Bo jakże też dobrze znał uczucie, kiedy wreszcie dawało się upust wszystkiemu, co wcześniej kłębiło się wewnątrz. Jak słodkie ono było i jak łatwo było się w nim zatracić.
Spojrzał na Brennę, przestępując z nogi na nogę, jednak mimo niepokoju, w tym spojrzeniu była jakaś ukryta chęć znalezienia się bliżej niej. Ponownego pochwycenia jej za rękę i zaprowadzenia w bezpieczne miejsce. Chęć ochrony jej przed wszystkim, co ich otaczało i co miało nadejść.
- Oczywiście, że wiem - rzucił do niej, jakby pytała o najbardziej oczywistą rzecz na świecie tyle że... no właśnie, czy na pewno tak było? Na moment zmarszczył brwi, nie poświęcając jednak tej myśli wiele czasu, bo zaraz zrobił parę kroków i złapał Brennę za dłoń, ciągnąc ją na schody. Zignorował trochę jej ostatnie słowa, bo jak miał na nie odpowiedzieć? Tak, widział ją na statku. Tak, miał wrażenie, że się znali, ale jednocześnie miał wrażenie, że powiedzenie tych słów na głos brzmiałoby bardzo nietaktownie. Jeśli natomiast wcale się nie znali, cóż... jakaś część niego pragnęła, by nie była to prawda, bo jej dłoń leżała w jego własnej bardzo przyjemnie. Właściwie, jakby znajdowała się dokładnie na swoim miejscu, centrum ciepła, które walczyło z chłodem jego ciała. - Jeśli faktycznie jest na statku, to najpewniej do utraty kontroli sprowokują go inni ludzie, a teraz najwięcej z nich będzie na balu.