Stanley pokiwał tylko głową, mając nadzieję, że "ta osoba", rzeczywiście to doceni, wszak ostatnim razem nie do końca tak to wyszło jak sobie zakładał. Z drugiej strony nie mógł też za bardzo się dziwić, a przynajmniej tak próbował to sobie tłumaczyć przed samym sobą - ot, takie zrządzenie losu.
- Nic nie obiecuję. Ciężko mi przyrzecz coś, czego nie wiem czy będę w stanie to spełnić - wytłumaczył Eli - Zrobię co w mojej mocy ale ostatnio dużo się dzieje - dodał jeszcze, a później wyszedł wraz z Bellówną z jej domu. Wyciągnął papierosa i zapalił, przyglądając się od razu miejscu, które mu wskazała.
- Nie ma żadnych śladów... Tego akurat można było się spodziewać - rzekł z lekkim zażenowaniem, chociaż tak naprawdę się tego spodziewał - Jest to w jakimś stopniu dziwne, ponieważ rany zadawane przez tego pierwszego, były jak najbardziej realne - przyznał - Obawiam się, że tak szybko jak opuścił Twój dom, tak się rozpłynął niczym jak jakaś mgła. Twoi bliscy mogli nic nie zauważyć tak jak my teraz. Nawet żadnych śladów nie ma. Niczego nie ma - pokiwał głową, zaciągając się papierosem - Nic więcej tu nie zrobimy. Z pustego to nikt nie naleje, czyż nie? - zapytał jej, szukając swego rodzaju potwierdzenia dla swoich słów. Borgin szukał po prostu potwierdzenia, że to co zrobił, było wszystkim co mógł zrobić w tej sytuacji i przede wszystkim, że Elaine czuła się wysłuchana czy chociaż odrobinę bezpieczniej.
- Nie pozostało nam chyba nic innego jak ten spacer... Może go spotkamy to od razu aresztujemy - zaśmiał się ze swojego żartu, wszak chciał rozluźnić atmosferę. Rzucił taki niewinny żarcik, ponieważ to było raczej niemożliwe aby go spotkali - zarówno pierwszego jak i drugiego - Mam jedynie nadzieję, że ta dwójka da Ci już święty spokój i nie będą Cię niepokoić. Do tej pory nie słyszałem, aby kogokolwiek odwiedzili dwa razy tą samą osobę, więc i Ciebie to się powinno tyczyć - dopowiedział, chcąc dodać trochę dodatkowej otuchy Bell, a następnie ruszył powolnym krokiem w kierunku lasu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972