04.10.2023, 20:12 ✶
Aż mi się przypomniało nieznośnie o tych wszystkich sytuacjach, kiedy Imogen zwracała swoją osobą uwagę innych mężczyzn. Bezczelni. Oglądali się za nią. Przemykali uważnym spojrzeniem po jej odsłoniętych częściach ciała, po talii podkreślonej odpowiednią garderobą, po ustach zakreślonych wyrazistą szminką. Po jej uśmiechu, który miał być zarezerwowany tylko i wyłącznie dla mnie.
Nawet nie byłem pewien, kiedy wyrobiłam w sobie tę manię, tę uciążliwość, tę zazdrość. Na początku mi nawet na niej nie zależało, a teraz potrafiłem być niesamoiwice zazdrosny nawet o swoich krewnych, którzy mogliby spijać spojrzeniem urodę z jej odkrytych ramion. Aż rosło we mnie ogromne poczucie dyskomfortu, a jej odpowiedź, że nie, że nie potrzeba...
To tak, jakbym wcale nie znajdował się w centrum jej wszechświata, jakby w każdej chwili mógł się znaleźć u jej boku ktoś inny, ktoś bardziej urodziwy, młodszy, a może starszy, w jakiś sposób prosty albo pokrętny doskonalszy, kto będzie jej szeptał do ucha jakieś mamidła... Na tę myśl jeszcze bardziej rosło we mnie niezadowolenie, niepocieszenie, ogromna zazdrość. Preferowałem, kiedy siedziała w domu, kiedy nie wychodziła na popołudniowe spotkania z koleżankami, kiedy jedynym jej celem były dzieci. Ale nie mogłem jej zakazać realizacji. Cieszyłem się, że miała choć ten drobny skrawek dla siebie, tej swojej pracy, tej pisaniny, kariery.
- Żebyś nie czuła dyskomfortu... W cieniu jest dosyć chłodno - zauważyłem, choć kłamałem, a właściwie wymyślałem powody na bieżąco, bo nie mogłem jej powiedzieć, że za bardzo się rozgołaca. A może mogłem? Byłem jej mężem, a ona tylko prowokowała innych takich ubiorem.
Przytuliłem się bardziej do niej, by jednak szepnąć o tym słówko.
- Właściwie to nie powinnaś się tak eksponować. Bardzo mi się podoba ta sukienka, ale preferowałbym by była zarezerwowana tylko dla moich oczu - odparłem rzeczowo, dopiero w połowie wypowiedzi relfektując się i przyjmując nieco delikatniejsze tony. Przemknąłem palcami po jej odsłoniętym ramieniu. Kusiła niezmiernie mnie, więc kusić mogła również innych, a tego bym nie zniósł.
Podobnie jak tego, że mogłoby jej się cokolwiek stać poprzez zadawanie niewygodnych pytań. Jej albo dzieciom.
- Będzie tu tyle czasu, ile tylko zapragnie... Lepiej nie pytać o takie rzeczy. Lepiej nie pytać o nic. Mówiłem ci - odszepnąłem jej zaraz już poważnie. Zmierzyłem wzrokiem jej profil, a zaraz później dzieci bawiące się nieopodal. Sam cholernie się o nich wszystkich bałem, ale nie zamierzałem dać tego po sobie poznać. A przynajmniej próbowałem. Imogen zapewne znała mnie na tyle by wiedzieć, co nie daje mi spać po nocach.
- To gra o wielką stawkę. Tylko najwierniejsi i najbardziej wytrwali będą, że tak powiem, spijać śmietankę. Robię wszystko, co w mojej mocy, byśmy byli w tej grupie. Nie martw się - odparłem, cmokając ją w policzek dla otuchy, i zaraz pomyślałem o Mrocznym Znaku, który teraz był ukryty zaklęciem maskującym na moim lewym przedramieniu. Zawsze ukrywałem go przed wyjściem do pracy, a ściągałem po powrocie, właśnie w okolicach kąpieli.
Nawet nie byłem pewien, kiedy wyrobiłam w sobie tę manię, tę uciążliwość, tę zazdrość. Na początku mi nawet na niej nie zależało, a teraz potrafiłem być niesamoiwice zazdrosny nawet o swoich krewnych, którzy mogliby spijać spojrzeniem urodę z jej odkrytych ramion. Aż rosło we mnie ogromne poczucie dyskomfortu, a jej odpowiedź, że nie, że nie potrzeba...
To tak, jakbym wcale nie znajdował się w centrum jej wszechświata, jakby w każdej chwili mógł się znaleźć u jej boku ktoś inny, ktoś bardziej urodziwy, młodszy, a może starszy, w jakiś sposób prosty albo pokrętny doskonalszy, kto będzie jej szeptał do ucha jakieś mamidła... Na tę myśl jeszcze bardziej rosło we mnie niezadowolenie, niepocieszenie, ogromna zazdrość. Preferowałem, kiedy siedziała w domu, kiedy nie wychodziła na popołudniowe spotkania z koleżankami, kiedy jedynym jej celem były dzieci. Ale nie mogłem jej zakazać realizacji. Cieszyłem się, że miała choć ten drobny skrawek dla siebie, tej swojej pracy, tej pisaniny, kariery.
- Żebyś nie czuła dyskomfortu... W cieniu jest dosyć chłodno - zauważyłem, choć kłamałem, a właściwie wymyślałem powody na bieżąco, bo nie mogłem jej powiedzieć, że za bardzo się rozgołaca. A może mogłem? Byłem jej mężem, a ona tylko prowokowała innych takich ubiorem.
Przytuliłem się bardziej do niej, by jednak szepnąć o tym słówko.
- Właściwie to nie powinnaś się tak eksponować. Bardzo mi się podoba ta sukienka, ale preferowałbym by była zarezerwowana tylko dla moich oczu - odparłem rzeczowo, dopiero w połowie wypowiedzi relfektując się i przyjmując nieco delikatniejsze tony. Przemknąłem palcami po jej odsłoniętym ramieniu. Kusiła niezmiernie mnie, więc kusić mogła również innych, a tego bym nie zniósł.
Podobnie jak tego, że mogłoby jej się cokolwiek stać poprzez zadawanie niewygodnych pytań. Jej albo dzieciom.
- Będzie tu tyle czasu, ile tylko zapragnie... Lepiej nie pytać o takie rzeczy. Lepiej nie pytać o nic. Mówiłem ci - odszepnąłem jej zaraz już poważnie. Zmierzyłem wzrokiem jej profil, a zaraz później dzieci bawiące się nieopodal. Sam cholernie się o nich wszystkich bałem, ale nie zamierzałem dać tego po sobie poznać. A przynajmniej próbowałem. Imogen zapewne znała mnie na tyle by wiedzieć, co nie daje mi spać po nocach.
- To gra o wielką stawkę. Tylko najwierniejsi i najbardziej wytrwali będą, że tak powiem, spijać śmietankę. Robię wszystko, co w mojej mocy, byśmy byli w tej grupie. Nie martw się - odparłem, cmokając ją w policzek dla otuchy, i zaraz pomyślałem o Mrocznym Znaku, który teraz był ukryty zaklęciem maskującym na moim lewym przedramieniu. Zawsze ukrywałem go przed wyjściem do pracy, a ściągałem po powrocie, właśnie w okolicach kąpieli.