Jego własny cios nie był aż tak silny jakby chciał. Mar zaczynał się denerwować, że nie mógł pobić tego pierdolonego lalusia. Sam oberwał w twarz i odsunął się na kilka kroków, a w jego oczach pojawił się żar wściekłości. W tym czasie Avelina wracała już personelem, aby rozdzielić tych dwóch debili.
Mark jednak nie zamierzał czekać, aż Rookwood zatriumfuje. Uchylił się przed jego ciosem w brzuch, więc cicho się zaśmiał czując jak z nosa leci mu krew.
– Tylko na tyle cię stać? – zapytał z drwiącym uśmieszkiem.
Chciał się na niego znowu zamachnąć, ale nie wyszło. W końcu wkurwił się na tyle mocno, że złapał Augustusa za ubnranie i rzucił na kanapy. Klęknął obok niego i zaczął go okładać pięścią po twarzy. W następnej sekundzie weszło trzech mężczyzn do środka i złapało Marka odciągając od Rookwooda. Avelina ich minęła i szybko podbiegła do swojego przyjaciela. Spojrzała na niego ze strachem i delikatną wściekłością.
– Kretynie – mruknęła cicho czując jak robi się jej niedobrze ze stresu.Na ten cios jak będziesz mieć więcej Gusto zrobił unik.
Slaby sukces...
Tutaj jak będzie mniej nie miał szansy przed nim uciec i padł na kanapy.
Sukces!